Prawdopodobnie już w piątek minister finansów Jacek Rostowski ujawni wysokość przyszłorocznego deficytu budżetowego. Rząd przyjmie projekt 8 września, a dwa dni później prześle go Komisji Trójstronnej. - Będziemy mieli bardzo znaczący wzrost deficytu budżetowego - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie w MF. Może nawet do 40 mld zł! Większy deficyt zapowiedział już premier Donald Tusk na konferencji, na której rząd chwalił się dobrym wzrostem
PKB w II kwartale.
Skąd ten wzrost deficytu? Bo więcej wydamy na renty i emerytury (waloryzacja), państwo wpłaci więcej do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (z powodu bezrobocia mniej osób płaci składkę), wzrosną też koszty obsługi zadłużenia publicznego.
- Co można zrobić w sytuacji, gdy prezydent wetuje albo wysyła do Trybunału Konstytucyjnego wszystkie ustawy i te dotyczące podatków, i te dotyczące wydatków? Będziemy dalej oszczędzać na wydatkach, tam gdzie możemy zrobić to bez zmiany prawa. Nie będzie tylko cięć w wydatkach na drogi - twierdzi nasz informator. Rząd nie zamierza także podnosić podatków poza kilkoma zmianami np. w akcyzie dostosowujących nasze stawki do unijnych.
Według naszych źródeł tym razem minister finansów nie zamierza uciekać się do sztuczek pozwalających ukryć deficyt budżetu poprzez przerzucanie go do innych części sektora finansów publicznych. Tak działo się w tym roku, gdy 10 mld zł na drogi "przerzucono" z budżetu do Krajowego Funduszu Drogowego. W budżecie luka między dochodami a wydatkami była dzięki temu mniejsza, ale Fundusz musi te pieniądze gdzieś pożyczyć. A to oznacza, że deficyt całego sektora finansów publicznych wzrośnie (to deficyt nie tylko budżetu centralnego, także samorządów i państwowych funduszy). A to ten deficyt ocenia właśnie Komisja Europejska.
- Deficyt budżetowy znacząco wrośnie, ale deficyt całego sektora pójdzie w górę tylko o 1 pkt proc. To powinno uspokoić inwestorów - twierdzi wysoki urzędnik resortu. Oznacza, że deficyt sektora wyniósłby 5,6 proc. PKB.
Bruksela prognozuje, że będzie wyższy - aż 7,3 proc.
Kluczową kwestią jest dla rządu
dług publiczny. Premier Tusk zapowiedział, że rząd zrobi wszystko, by nie przekroczył on w 2010 i 2011 r. zapisanego w ustawie o finansach publicznych ostrzegawczego progu 55 proc. PKB. Co by się działo, gdybyśmy przekroczyli ten próg?
- Niedługo wejdzie w życie [znowelizowana] ustawa o finansach publicznych (...). Zgodnie z nią po przekroczeniu 55 proc. projekt kolejnego budżetu nie może przewidywać deficytu budżetowego. Co więcej, relacja długu publicznego w stosunku do PKB musi w kolejnym roku być obniżona do poziomu z poprzedniego roku. To w praktyce może oznaczać konieczność wypracowania nadwyżki budżetowej - powiedział w niedawnym wywiadzie dla "Gazety" wiceminister finansów Ludwik Kotecki. To, czy w 2010 r. dług przebije 55 proc. PKB, będziemy wiedzieć w połowie 2011 r. "Sanacyjny" musiałby więc być budżet na 2012 r.
By do tego nie dopuścić, rząd przyjął program prywatyzacji, z którego chce pozyskać blisko 37 mld zł przychodów w latach 2010-11. Przychody z prywatyzacji finansują deficyt i o tyle mniej rząd będzie musiał pożyczać.
Jakub Borowski z Invest Banku prognozuje, że w przyszłym roku zrealizowany
deficyt budżetowy wyniesie 31 mld zł (w tym roku 26 mld zł), zaś deficyt sektora wzrośnie o 74 mld zł (do 5,3 proc.).
- Z jednej strony mamy ok. 15 mld zł przyrostu wydatków sztywnych w przyszłym roku, to głównie wydatki na renty i emerytury oraz obronność. Z drugiej zaś przy zakładanym przeze mnie 1,6-proc. wzroście PKB dochody podatkowe wzrosną o jakieś 6 mld zł, moim zdaniem NBP wpłaci też do budżetu ok. 4 mld zł zysku. To daje 31 mld zł deficyt - wylicza Jakub Borowski.
Jego zdaniem rynki nie zareagują szokiem na wysokość deficytu budżetowego. - Liczy się deficyt całego sektora, a przede wszystkim to, co będzie się działo z długiem. Jedna czwarta długu jest walutach obcych, gdyby w IV kwartale
złoty umocnił się - poniżej 4 zł za euro - realne jest nieprzekroczenie przez dług w tym roku 50 proc. PKB.
- Przy wysokich wpływach z prywatyzacji w przyszłym roku możemy uniknąć wzrostu długu ponad 55 proc. PKB. Rynki będą oceniać przede wszystkim planowane na przyszły rok przychody z prywatyzacji i realność ich uzyskania - ocenia Jakub Borowski.
Mniej optymistyczny jest b. minister finansów Mirosław Gronicki. Prognozuje wzrost deficytu całego sektora o 6-7 proc., czyli 80-90 mld zł.