Firma Znak Centrum Komputerowe powstała w 2000 r. w
Poznaniu i szybko zawojowała lokalny rynek. Trzymając się hasła reklamowego "Znak - zawsze najtańsze akcesoria komputerowe", otworzyła też sklepy w
Warszawie i Gdańsku, planowała we
Wrocławiu. Choć do gigantów pokroju Komputronika było jej daleko, to dzięki dużej sprzedaży przez internet wywalczyła sobie miejsce na rynku ogólnopolskim.
Nieoczekiwanie dla klientów w marcu tego roku firma ogłosiła bankructwo. Powodem miał być drastyczny spadek liczby zamówień w kryzysie i utrata płynności finansowej. Firma zwolniła ok. 70 osób, w tym 30 w Poznaniu, i wystąpiła do sądu z wnioskiem o upadłość. Według zarządu, czyli Piotra Dolińskiego i Jarosława Bojszczaka, jej długi opiewały na kilka milionów złotych. W maju Sąd Rejonowy
Poznań - Stare Miasto ogłosił upadłość Znaku, a syndyk zaczął sprzedawać jego majątek.
Bestcom.eu, czyli Znak reaktywacja Tymczasem w sierpniu na rynku pojawiła się nowa firma Bestcom.eu oferująca te same usługi co Znak. Założył ją były szef serwisu w Znaku i brat Piotra Dolińskiego, szefa tamtej firmy. Odkryliśmy, że Bestcom.eu wykorzystuje dobra pozostałe po Znaku - domenę, skrzynki e-mailowe i przede wszystkim ogromną bazę danych dotyczących towaru. Chodzi o szczegółowe opisy kilkunastu tysięcy produktów oferowanych wcześniej przez Znak - od podkładek pod komputery, przez myszki, klawiatury, po monitory czy notebooki. Jak ustaliliśmy, wszystkie te dane zostały przeniesione na stronę www.bestcom.eu, do której zresztą kierowani byli klienci, którzy odwiedzili adres www.znak.pl.
Nowa firma, dopóki nie zainteresowaliśmy się sprawą, nawet nie próbowała ukryć pochodzenia swoich danych. Większość produktów oferowanych przez Bestcom.eu opisana była w identyczny sposób jak wcześniej na stronach Znaku. Mało tego, przeglądając dokładnie ofertę nowej firmy, wśród produktów wycofanych ze sprzedaży można było znaleźć nawet akcesoria komputerowe (np. podkładki pod mysz) z logo Znaku! Albo części komputerowe, które ocenia firma Znak i Piotr Doliński we własnej osobie.
Jaką wartość mogą mieć dane przetransferowane z upadłej firmy do nowego sklepu? - Sama domena Znak.pl warta jest co najmniej 100 tys. zł. A wraz ze wszystkimi bazami danych i mechanizmami działającymi w sklepie internetowym mogą to być setki tysięcy złotych - szacuje osoba z branży IT prowadząca sklep internetowy.
Kopiuj do woli? Wspomnianymi dobrami od chwili ogłoszenia upadłości powinien dysponować syndyk, którego zadaniem jest sprzedaż majątku likwidowanej firmy i spłata długów wobec wierzycieli Znaku. Mecenas Filip Rakiewicz z kancelarii prawnej Dr Marcin Wojcieszak i Wspólnicy: - Prawa na dobrach niematerialnych stanowią element majątku upadłego, który powinien być chroniony przez syndyka i upłynniony w ramach likwidacji masy upadłości jak każde inne aktywa, np. prawo własności
nieruchomości, ruchomości itp., oczywiście z uwzględnieniem specyfiki tego rodzaju praw na wartościach niematerialnych.
Tymczasem wyznaczony przez sąd syndyk Wojciech Szidlewski twierdzi, że nie miał pojęcia o sprawie. - Jestem zaskoczony, bo tych danych w ogóle nie było w ewidencji masy upadłościowej - zareagował na nasze doniesienia.
Tymczasem były zarząd Znaku nie ma sobie nic do zarzucenia. Jeden z prezesów Jarosław Bojszczak stwierdził, że dane Znaku były ogólnodostępne i dopóki działała strona internetowa firmy, każdy mógł je sobie kopiować. Według Bojszczaka to powszechna praktyka w tej branży. Czy rzeczywiście? Maciej Piotrowski, wicedyrektor działu marketingu firmy Komputronik: - Takie rzeczy objęte są zawsze prawami autorskimi. Jeśli ktoś chce korzystać z naszych danych, musi mieć na to zgodę.
Z kolei drugi były prezes Znaku Piotr Doliński twierdzi, że dane Znaku zostały przeniesione na serwery firmy Bestcom.eu w celu ich zabezpieczenia. Bo Znak nie miał już gdzie ich trzymać. Dlaczego jednak dane wykorzystuje firma jego brata - tego Doliński nie wyjaśnił.
Po cichu do nowej firmy Dzień później obaj prezesi przedstawili pisemnie nową wersję. Przysłali nam wyjaśnienia, w których przekonują, że przekazali dane firmie Bestcom.eu nieodpłatnie na podstawie umowy barterowej podpisanej z bratem Piotra Dolińskiego w zamian za zabezpieczenie firmowych danych. Umowę zawarli 3 marca, a więc dzień po złożeniu wniosku o upadłość w sądzie. Dlaczego syndyk nic o tym nie wiedział? "W tym przypadku mogło po prostu dojść do przeoczenia tego faktu z naszej strony" - napisali byli prezesi.
Dlaczego zarząd nie ujawnił dóbr niematerialnych nawet sądowi we wniosku o upadłość? Piotr Doliński tłumaczy to tym, że nie znał ich realnej wartości. Zaznacza też, że Jarosław Bojszczak podczas przesłuchania w sądzie przedstawił, iż takie dobra są i należy je sprzedać na zasadzie przetargu. Tyle że w aktach sprawy nie ma o tym ani słowa. Na przesłuchaniu 27 kwietnia Bojszczak wśród składników majątku Znaku wymienił m.in. nieruchomość w Wysogotowie i wyposażenie. O wartościach niematerialnych nie wspomniał słowem.
Syndyk idzie do prokuratora Po naszej interwencji syndyk natychmiast zablokował adres Znak.pl, a także wystąpił do sędziego komisarza o włączenie do masy upadłościowej wszelkich dóbr niematerialnych po Znaku. Zwrócił się też do Bestcom.eu, by firma nie wykorzystywała dóbr Znaku. Nazwisko Piotra Dolińskiego oraz opisy produktów, w których znajdowała się nazwa Znak, usunięto ze strony www.bestcom.eu już kwadrans po rozmowie dziennikarza "Gazety" z Piotrem Dolińskim. W kolejnych dniach zniknęły też szczegółowe opisy produktów według wzorca znanego ze Znak.pl.
Na tym jednak nie koniec. Pod koniec sierpnia do skrzynek e-mailowych klientów sklepu Znak (firma miała ich w bazie ok. 30 tys.) z adresu znak@znak.pl, do którego wciąż ma dostęp były zarząd, zaczęły trafiać e-maile reklamujące firmę Bestcom.eu. I znów odbywa się to bez wiedzy syndyka. Ten po informacji od "Gazety" powiadomił wczoraj o sprawie prokuraturę.
Czy rozsyłanie maili łamało przepisy o ochronie danych osobowych? Rzecznik Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych Małgorzata Kałużyńska-Jasak zaznacza, że bez znajomości szczegółów sprawy nie może rozstrzygnąć. I tłumaczy: - Przetwarzanie danych osobowych, do których zaliczyć można - w określonych przypadkach - adresy e-mail, jest możliwe tylko po spełnieniu określonych warunków wynikających z przepisów o ochronie danych osobowych. Należy zatem mieć podstawę prawną do przetwarzania takich danych, np. zgodę osoby, a w przypadku zmiany ich administratora wszystkie osoby fizyczne, których dane dotyczą powinne być o tym poinformowane. Jeżeli któryś z tych warunków nie został dopełniony to jest to naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych.
Rzeczniczka zwraca też uwagę, że mogło tu dojść także do złamania ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. - Jeżeli potraktujemy taką korespondencję jako niezamówioną ofertę handlową, to mamy do czynienia z tzw. spamem - tłumaczy.