Agata Nowakowska: Na przyszły rok premier Tusk zapowiedział wysoki deficyt budżetowy - 40 mld zł. Dominik Radziwiłł, wiceminister finansów: Premier powiedział tylko, że deficyt w 2010 będzie wyższy niż w 2009 r. Nie mogę podać konkretnej kwoty deficytu, prace nad budżetem wciąż trwają.
Jeszcze niedawno minister Jacek Rostowski przekonywał, że nie możemy zwiększać nawet o grosz naszego deficytu, bo wpadniemy w pułapkę zadłużenia. Gromił opozycję, gdy domagała się pieniędzy na walkę z kryzysem. - Na początku roku sytuacja na rynkach była zupełnie inna. Duże kraje, w tym: Stany Zjednoczone,
Wielka Brytania i
Francja zapowiadały bardzo duże, wielokrotnie wyższe niż dotychczas emisje długu. Kraje o mniejszej wiarygodności mogły zostać wypchnięte z rynku. Ilość pieniądza na rynku jest ograniczona, stąd obawy, czy uda się znaleźć inwestorów na nasze papiery.
"Sprzedaje" pan polski dług. Nie boi się pan, że nikomu nie uda się go wcisnąć? - Sytuacja na rynkach jest teraz inna niż kilka miesięcy temu. Wrócił popyt na większe ryzyko ze strony inwestorów.
USA emitują nawet powyżej 100 mld dol. długu tygodniowo i mimo to jest miejsce dla innych, w tym dla nas. Możemy emitować nasze papiery nie tylko na rynku krajowym, mamy także dostęp do dużych rynków światowych. Dobrym przykładem jest emisja w USA: sprzedaliśmy tam obligacje warte 3,5 mld dol., przy popycie przekraczającym 8 mld dol. Sprzedaliśmy je po dobrej cenie, taniej niż państwa o lepszej wiarygodności kredytowej. W tej chwili rynki są dla nas szeroko otwarte.
Czy zapowiadany wysoki deficyt nie zachwieje w inwestorach wiary w nasz kraj? - Weszliśmy w inny etap światowego kryzysu. Nie ma już tej ogromnej niepewności, która była na samym początku. Wtedy nikt nie wiedział, czego się spodziewać: w jakim kraju, regionie będą duże problemy, stąd ówczesna duża awersja do ryzyka.
Dzisiaj mamy recesję czy spowolnienie gospodarcze, ale to nie wykracza poza pewną normalność. Tzw. sentyment na rynku będzie mniej lub bardziej sprzyjający, ale takiego drastycznego zagrożenia, że inwestorzy się stąd wycofają - jak na jesieni ubiegłego roku, gdy w ciągu dwóch miesięcy sprzedali obligacje warte miliardy złotych - nie ma. To się już nie powtórzy.
Jeśli chodzi o wiarygodność, to ten rząd pokazał, że w trudnych momentach ogranicza wydatki, nie boi się oszczędności nawet niepopularnych. Przyszłoroczny deficyt, nad którym całkiem panujemy, to działanie antycykliczne, pobudzające. Myślę, że rynki to rozumieją.
Jest jakaś wysokość deficytu budżetowego, której się nie da sfinansowania? - Dużo da się sfinansować, i to nawet po rozsądnych cenach. Nie tylko
Polska będzie miała wysoki deficyt, 21 krajów Unii Europejskiej będzie miało deficyty wyższe niż zalecane przez Brukselę 3 proc. PKB i będzie podlegało procedurze nadmiernego deficytu. Wyjątkami będą może:
Finlandia, Holandia czy Luksemburg. Ten i przyszły rok będą latami nierównowagi fiskalnej. Rynki to biorą pod uwagę przy wycenie obligacji.
Dla inwestorów liczy się deficyt całego sektora finansów publicznych, czyli rządu, samorządów, funduszy. On pokazuje, ile tak naprawdę brakuje nam pieniędzy. - Szacujemy, że w przyszłym roku deficyt całego sektora zwiększy się tylko o 1 proc.
Według ministra Rostowskiego deficyt sektora wyniesie w tym roku 4,6 proc. PKB, czyli w przyszłym 5,6 proc. PKB? - Nie wiem, ile wyniesie deficyt w tym roku, np. dane z samorządów będą znane dopiero w przyszłym roku.
Komisja Europejska wezwała Polskę do obniżenia w 2011 r. deficytu sektora poniżej 3 proc. - Pokażemy drogę dojścia do wymaganego przez Komisję deficytu, bo nowa ustawa o finansach publicznych nakłada na nas wymóg przygotowania planu finansowego na cztery lata. W 2011 r. będziemy schodzić z deficytem w dół.
Inwestorów interesuje też dług publiczny. Premier zapowiedział, że rząd zrobi wszystko, by nie przekroczył on w przyszłym roku 55 proc. PKB. Gdyby do tego doszło, rząd musiałby radykalnie ciąć wydatki i podnosić podatki. - Sytuacja jest niebezpieczna, istnieje ryzyko, że już w tym roku dług przekroczy 50 proc. PKB.