Biznes Ludzie Pieniądze

Paliwa to nie jest branża dla dzieci

Rozmawiał Andrzej Kublik
06.09.2009 , aktualizacja: 06.09.2009 20:09
A A A Drukuj
Kto panuje nad ropą, ma również władzę polityczną. W branży naftowej trzeba się liczyć ze wszystkim. Znać się na sztukach walki, ale również na szachach.
Cezary Filipowicz i Igor Chalupec ze swoją książką
Cezary Filipowicz i Igor Chalupec ze swoją książką "Rosja, ropa, polityka"
W grudniu miną trzy lata od przejęcia przez PKN Orlen rafinerii w Możejkach na Litwie. To największa zagraniczna inwestycja polskiej firmy. Orlen zapłacił 2,34 mld dol. za 85 proc. akcji rafinerii rządowi Litwy oraz holenderskiej spółce rosyjskiego koncernu Jukos, największego kiedyś producenta ropy naftowej w Rosji. W 2003 r. władze Rosji aresztowały szefa Jukosu Michaiła Chodorkowskiego pod zarzutem nadużyć prywatyzacyjnych. Sam Jukos oskarżony o nadużycia podatkowe zbankrutował. Jego najcenniejszy majątek przejęły inne rosyjskie firmy. Uniknęły tego Możejki, kontrolowane przez akcjonariuszy upadłego koncernu.

W połowie 2006 r. Orlen pokonał firmy z Rosji i Kazachstanu w rywalizacji o Możejki. Kilka tygodni potem awaria uszkodziła w Rosji ropociąg na Litwę. Od tego czasu ropę do Możejek dostarczają tankowce. Potem pożar zniszczył część instalacji w Możejkach, na wiele miesięcy ograniczając produkcję paliw.

W czasie przejęcia Możejek prezesem Orlenu był Igor Chalupec, wybrany za rządów Marka Belki. Od końca 2005 r. w negocjacjach uczestniczył także Cezary Filipowicz, który wszedł do zarządu Orlenu z nominacji rządu PiS, a teraz jest doradcą w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Transakcję Chalupec i Filipowicz opisują w książce "Rosja, ropa, polityka" (wydawnictwo Prószyński i S-ka). Premiera jutro na Forum Ekonomicznym w Krynicy.



Andrzej Kublik: O przejęciu Możejek przez Orlen napisali panowie książkę, która ma ponad 400 stron.

Igor Chalupec: Znaczną część książki wypełnia charakterystyka fascynującego otoczenia transakcji - rynku ropy naftowej i regionalnej polityki energetycznej. A co do transakcji - są na świecie transakcje dużo większej wartości. Jednak skomplikowany splot wątków biznesowych, prawnych i politycznych sprawił, że ta jest unikalna.

Dlaczego?

- O Możejki toczyła się walka w sądach z obu stron Atlantyku. Syndyk masy upadłościowej Jukosu i rosyjski establishment za nim stojący spierali się ze spółką Yukos International UK B.V.[właścicielem rafinerii], pozostającą w rękach osamotnionych menedżerów Chodorkowskiego. Próbowali oni uratować, co się da z jednego z największych imperiów gospodarczych świata, jakim był Jukos przed upadkiem w 2003 r. Negocjowaliśmy także z rządem Litwy. Siłą rzeczy na transakcję nakładały się więc wątki polityki litewskiej, relacji polsko-litewskich, polityki energetycznej UE i relacji litewsko-rosyjskich. Transakcja nie była też obojętna dla Amerykanów bacznie obserwujących działania Rosji w sferze surowców energetycznych. Wcześniej losy rafinerii w Możejkach też były skomplikowane. Byli tam i Amerykanie, i Rosjanie. A jeszcze wcześniej - Sowieci. Ta rafineria była zawsze najważniejszym przedsiębiorstwem dla Litwy.

W trakcie transakcji zmieniają się w Polsce rząd i prezydent. Dochodzi do starcia w polityce krajowej, pojawiają się różne optyki patrzenia na tę transakcję. Wiele się też działo w sektorze energetycznym w naszym regionie Europy, wokół węgierskiego koncernu naftowego MOL i austriackiego OMV. Tamte przedsiębiorstwa rosły. Tymczasem my wyprowadzaliśmy spółkę ze spuścizny po tzw. aferze Orlenu. Odradzający się Orlen, Polska i Litwa - świeżo upieczeni członkowie UE - dla naszych konkurentów była to nowa sytuacja. Długo byli zaskoczeni, że w ogóle pojawiliśmy się w grze. To nam pomogło, bo prawie do końca nas nie doceniano.

Cezary Filipowicz: Rządowi Litwy chodziło także o bezpieczeństwo energetyczne. Początkowo zasadniczym warunkiem Litwy wobec nabywcy rafinerii było posiadanie własnych złóż ropy. Tego warunku Orlen nie spełniał. Musieliśmy pokazać litewskiemu rządowi, że posiadanie złóż jest cenne, ale nie wystarcza. Wśród naszych rywali byli Kazachowie, którzy mają ogromne złoża, ale okazało, że nie mają możliwości przesyłu ropy na Litwę. To wzbudziło na Litwie wątpliwości i przyznawało rację nam, że bezpieczeństwa rafinerii nie gwarantuje sam fakt posiadania złóż, lecz możliwość dostarczenia ropy. Pokazywaliśmy, że nawet nie mając złóż, zaopatrujemy rafinerie Orlenu w Polsce i Czechach w różne gatunki ropy, korzystając z różnych dróg dostaw. I podołamy w zaopatrzeniu także rafinerii na Litwie.

Zarząd Orlenu powołany przez rząd PO-PSL obniżył wycenę majątku Możejek o 2,2 mld złotych. Uznał, że koszty tego zakupu pogorszyły finanse Orlenu.

Chalupec: Wycena, którą przyjęliśmy, była równa średniej wartości porównywalnych transakcji zawieranych w tamtym czasie. Po kryzysie przeceniono aktywa chyba w każdym sektorze gospodarki. Nikt, kto przed 2007 r. dokonywał jakiejkolwiek transakcji, prawdopodobnie nie zakładał takiego załamania, jakie nastąpiło jesienią 2008 r. A gdyby zakładał, toby nic nie kupił. Bo nikt by mu niczego nie sprzedał po cenach wynikających z tego założenia.

Inną sprawą jest zadłużenie Orlenu. Od początku zakładaliśmy, że sprzedamy udziały w operatorze telefonii komórkowej Polkomtel. Rozmowy były bardzo zaawansowane, toczyły się równolegle z zakupem Możejek. Nie zdecydowalibyśmy się na takie zadłużenie, gdybyśmy nie mieli w przewidywalnej perspektywie sprzedaży udziałów Polkomtela. Wtedy chciał je kupić Vodafone. Niestety, tak się nie stało. Dzisiaj wycena tych udziałów prawdopodobnie jest inna i inwestorzy nie mają już na nie takiej ochoty.

Ta transakcja mogła dla kogoś skończyć się fatalnie. Opisują panowie horrory. Jak o samolocie przedstawicieli Orlenu, chowanym obok samolotu prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza, by ktoś go nie strącił w Trójkącie Bermudzkim.

Chalupec: My nie odczuwaliśmy zagrożenia życia. Mógł to powiedzieć tylko Nelson English, dyrektor generalny rafinerii w Możejkach w czasie transakcji. Zagrożenie w stosunku do niego było realne i trzeba było ewakuować jego rodzinę do USA. Musieliśmy się zmierzyć z siłami i ludźmi, dla których używanie presji psychologicznej, zastraszanie są na porządku dziennym. W naszym regionie Europy branża paliwowa nie jest biznesem dla dzieci. Ale kłopoty koncerny energetyczne mają także w Nigerii, Indonezji i wielu innych miejscach. Ropa to ogromne pieniądze i ogromne wpływy. Kto panuje nad ropą, ma również władzę polityczną, nie tylko we własnym kraju. Ma wpływ na losy regionu czy nawet świata. Dlatego w branży naftowej trzeba się liczyć ze wszystkim. Znać się na sztukach walki, ale również na szachach.

Książka opisuje dokument zawierający diaboliczny scenariusz zdominowania przez Rosję energetyki w Europie Środkowej. Robić interesy z Rosjanami?

Filipowicz: W naszym położeniu geograficznym zdecydowanie tak.

Chalupec: Tak, ale w taki sposób, by nigdy nie być zależnym od Rosjan.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy