W ubiegłym roku za granicę, ale nie do
pracy, wyjechało 7,6 mln Polaków. Podróżowali głównie turystyczne. - Według naszych wstępnych prognoz z osób, które do tej pory wyjeżdżały, prawie milion zostanie w kraju - mówi Krzysztof Łopaciński, prezes Instytutu Turystyki.
Najlepszym dowodem na to jest to, co się dzieje w hotelach.
Wojciech Gumny z zakopiańskiego hotelu Gromada przyznaje, że tylu turystów nie widział od dawna: - Od 20 lat codziennie dojeżdżam do pracy w Zakopanem z Nowego Targu. Normalnie zajmuje mi to 20 minut, ale tego lata w korkach stoję półtorej godziny.
- Mamy dużo więcej polskich turystów niż przed rokiem - wtóruje mu Robert Puch, kierownik hotelu Sabała w Zakopanem.
A pracownicy hotelu Helios twierdzą, że tylu turystów w Zakopanem nie było od ośmiu lat. Zwłaszcza w weekendy trudno było o pokój hotelowy, a nawet prywatną kwaterę. - Polacy robili rezerwacje nawet z dwu- czy trzymiesięcznym wyprzedzeniem - mówią.
Powodów do narzekania nie mają też hotelarze z Sopotu. - Mieliśmy nawet o jedną piątą więcej gości z Polski niż przed rokiem - mówi Karol Brzoskowski z sopockiego hotelu Haffner. Były takie dni - zwłaszcza soboty i niedziele - kiedy w hotelu w ogóle nie było miejsc. - Wzrost liczby polskich turystów w samym Sopocie był jeszcze większy, bo w tym roku otwarto tu dwa nowe hotele - dodaje. Jego zdaniem sprzyjała temu pogoda. - Ponad połowę lipca świeciło słońce, a w lipcu deszczowo było zaledwie przez pięć dni.
Jednak nie wszyscy hotelarze mają powody do radości. - Przyjeżdża do nas zdecydowanie mniej turystów z zagranicy. Jest mniejsze obłożenie hoteli. W mniejszych miastach spadek jest większy, w większych mniejszy - mówi Krzysztof Wojtkiewicz, szef Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego. - Ale Sopot, Zakopane czy Gdańsk mogą się cieszyć z zupełnie niezłej frekwencji.
Zdaniem Wojtkiewicza tegoroczna popularność wakacji w kraju wśród Polaków nie uzupełni braku po cudzoziemcach. Instytut Turystyki szacuje, że do Polski w tym roku przyjedzie zaledwie 11,8 mln cudzoziemców. To o 1,2 mln mniej niż przed rokiem i aż o 3,2 mln mniej niż w rekordowym 2006 r.
A to właśnie goście z zagranicy szukają droższych hoteli i więcej wydają.
Około 40 proc. Polaków wypoczywa poza domem. Magda Lewicka już przed wakacjami przeglądała katalogi i zastanawiała się, czy wybrać się na jakąś grecką wyspę, czy może do Hiszpanii. Katalogi wylądowały od razu w koszu, kiedy straciła
pracę w banku. - Muszę oszczędzać, więc w tym roku zdecydowałam się na tydzień nad naszym Bałtykiem. Nie byłam tam od lat - mówi Magda.
Również Paulina i Adam Czyżewscy zdecydowali się na
Mazury, gdzie mają rodzinę. Nie narzekają, mimo że co roku jeździli za granicę. - Teraz zadecydowały pieniądze - przyznają. W kryzysie ceny mieszkań poszły w dół, więc postanowili dłużej nie czekać z zakupem. - Wszyscy wiedzą jak ciężko dostać kredyt w banku, więc staramy się jak najwięcej odłożyć na wkład własny - opowiadają. - A na Kretę pojedziemy za dwa lata.
Józef Ratajski, wiceprezes Polskiej Izby Turystyki, nie ma wątpliwości, że więcej Polaków wypoczywa w kraju. W ubiegłym roku już od stycznia Polacy kupowali wycieczki, a biura podróży wiedziały, że będzie to dla nich dobry rok. W 2009 r. Polacy zaczęli się interesować wyjazdami zagranicznymi dużo później. - Kiedy okazało się, że kryzys nie jest aż tak widoczny i nie odbił się tak bardzo na zarobkach osób dobrze zarabiających - wyjaśnia Łopaciński. Jego zdaniem w tym roku biura podróży mogą mieć nawet 600 tys. klientów mniej. Dlaczego rodacy zostają, skoro koszt wykupionych wczasów w kraju i za granicą jest podobny? - Wydatki, które turysta ponosi na miejscu, są dużo wyższe za granicą - podkreśla Łopaciński - Piwo na
Rodos jest dużo droższe niż w Polsce. Do tego dochodzą inne napoje, lody itd.
A eksperci nie mają wątpliwości, że w kryzysie Polacy zaciskają pasa. Szukają noclegów u krewnych i przyjaciół. Bardzo popularne stało się zapraszanie na działki. - Mamy też nowe zjawisko - wynajem działek. Skoro spędzam tam jeden miesiąc, drugi mogą tam być moim krewni czy znajomi - mówi Łopaciński.