Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się w Ministerstwie Finansów, że do projektu
budżetu na 2010 r. - rząd przyjmie go prawdopodobnie we wtorek - nie wpisano żadnego zysku z NBP.
- Nie mogliśmy tego zrobić teraz. Musimy czekać do początku przyszłego roku, gdy będzie oficjalnie znany wynik banku centralnego - twierdzi nasz rozmówca z MF.
Po cichu minister Jacek Rostowski liczy na to, że coś mu skapnie. A jest o co się bić. Minister finansów ogłosił, że deficyt wyniesie 52,2 mld zł, wpłata przez NBP części swojego zysku z tego roku mogłaby go sporo zmniejszyć.
- Rząd chce przyzwyczaić opinię publiczna do złego scenariusza. Tymczasem wiadomo, że przy słabym złotym - co przy dużym deficycie jest pewne - budżet będzie mógł liczyć na zysk NBP na poziomie 5-6 mld zł, a minister finansów to wyklucza - powiedział w niedzielę PAP doradca prezydenta Adam Glapiński.
Ostry spór o zysk NBP wybuchł w lipcu, gdy premier Tusk po spotkaniu z prezydentem Lechem Kaczyńskim oświadczył, że uda się uniknąć podnoszenia podatków w przyszłym roku, jeśli NBP przekaże do budżetu części swojego 10-mld zysku.
Wywołało to szybką reakcję NBP. Prezes banku Sławomir Skrzypek oświadczył, że zysku nie będzie, bo w sytuacji, gdy złoty idzie raz w górę, raz w dół, cały "zarobek" trzeba przeznaczyć na stworzenie rezerwy na ryzyko kursowe. Później złagodził nieco stanowisko: - Obecnie nie można powiedzieć, czy NBP osiągnie w 2009 r. zysk, ale jeśli istotnie uda mu się zysk wypracować i pozwoli na to ryzyko związane z kursem złotego, może nim zasilić budżet".
Wśród ekonomistów rozgorzała dyskusja, czy rząd chce zrobić skok na kasę a la lider Samoobrony Andrzej Lepper (ten miał większe aspiracje, chciał sięgnąć po
rezerwy walutowe). Krytykowano premiera za to, że o zysk NBP poszedł prosić prezydenta (minister Rostowski nie widział w tym nic dziwnego, skoro to prezydent wskazał Skrzypka na to stanowisko).
Minister Rostowski tłumaczył, że NBP zarobił już 13,7 mld zł - pożyczał pieniądze innym bankom, sprzedawał waluty. Według ministra część tych pieniędzy powinna być wpłacona do budżetu w 2010 r., bo NBP ma wystarczające środki, by stworzyć rezerwę na ryzyko kursowe. Nie musi przeznaczać na to całego zysku operacyjnego.
Sprawa przyschła, jednak ekonomiści prognozują, że zysk z NBP będzie.
- Moim zdaniem NBP wpłaci też do budżetu ok. 4 mld zł zysku - wylicza Jakub Borowski z Invest Banku. Jego zdaniem zysk banku będzie zbyt duży, by dało się uzasadnić tezę, iż w całości musi on trafić na rezerwę.
Mateusz Szczurek, ekonomista
ING Banku Śląskiego, szacuje wpłatę z NBP mniej optymistycznie: tylko na 1-2 mld zł.
Ostateczną decyzję w sprawie zysku podejmuje Rada Polityki Pieniężnej na podstawie propozycji zarządu NBP. A na początku 2010 r. kończy się kadencja obecnej rady. Nową, dziewięcioosobową radę wybiorą do spółki: prezydent (trzy osoby) oraz Sejm i Senat, w którym kolacji PO-PSL będzie miała większość.
Czy koalicja, wybierając nowych ludzi do RPP, zadba o to, by podzielali oni poglądy ministra Rostowskiego w sprawie księgowania zysku NBP?
- Prawdopodobnie PSL będzie mogło wskazać jednego członka Rady, a PO - pięciu. Jeśli kandydat ludowców zachowa się lojalnie, to trzech "prezydenckich" członków Rady i prezes Skrzypek znajdą się w mniejszości - uważa jeden z bankowców, z którymi rozmawialiśmy.
- Gdyby głównym kryterium wyboru nowej Rady było to, czy są za wpłatą zysku z NBP do budżetu, czy nie, to byłoby bardzo źle. Świadczyłoby też o naiwności polityków, bo wielokrotnie było już tak, że po wyborze członkowie Rady zmieniali zdanie i z gołębi stawali się jastrzębiami - powiedział "Gazecie" b. wiceminister finansów Stanisław Gomułka.