Biznes Ludzie Pieniądze

Dlaczego Polska jest liderem Europy?

Wojciech Orliński, Witold Orłowski
06.09.2009 , aktualizacja: 06.09.2009 22:06
A A A Drukuj
Jestem tak przyzwyczajony do złych wiadomości gospodarczych, że nie mogę uwierzyć w kolejne wiadomości typu "Polska liderem PKB w Europie". W Niemczech rozpacz, w Wielkiej Brytanii katastrofa, a u nas niewielki, ale jednak wzrost. Czy pan coś z tego rozumie, bo ja ani w ząb.
Przez pół roku od wejścia Polski do UE brakowało polskiego tłumaczenia unijnych przepisów, a mimo to celnicy pobierali cło od sprowadzanych do kraju towarów. Czy teraz państwo będzie musiało zwrócić te pieniądze? Na zdjęciu: przejście graniczne z Niemcami w Słubicach 1 maja 2004 r.
fot. Igor Morye
Przez pół roku od wejścia Polski do UE brakowało polskiego tłumaczenia unijnych przepisów, a mimo to celnicy pobierali cło od sprowadzanych do kraju towarów. Czy teraz państwo będzie musiało zwrócić te pieniądze? Na zdjęciu: przejście graniczne z Niemcami w Słubicach 1 maja 2004 r.
ZOBACZ TAKŻE
Prawdę mówiąc, tak do końca to nie rozumiem, ale przynajmniej mogę spróbować zgadywać. Problem leży w tym, że widzę cały szereg czynników, z których każdy mógł spowodować nieco lepsze wyniki gospodarcze Polski. Nie widzę jednak żadnego czynnika, który sam byłby w stanie w całości to wytłumaczyć. Niewykluczone więc, że mamy do czynienia z niezwykle korzystnym zbiegiem wielu okoliczności.

Przede wszystkim muszę pana uspokoić: depesze mówiące, że "Polska jest liderem PKB w Europie", nie są żadną pomyłką ani propagandą. Rzeczywiście, nasza gospodarka odnotowywała w pierwszej połowie roku najlepsze na kontynencie wyniki w zakresie produkcji i Polska jest prawdopodobnie jedynym krajem, w którym PKB jest dziś nieco wyższy niż przed rokiem.

W porównaniu ze spadkiem produkcji o 20 proc. na Litwie, Łotwie i Ukrainie, a nawet ze spadkiem o 6 proc. w Niemczech, to naprawdę wspaniałe osiągnięcie. Coraz częściej mówi się o nas jako o "jasnej plamie na mapie Europy". A co więcej, takie właśnie statystyczne wyliczenia są w dużym stopniu potwierdzane przez informacje płynące od zarządzających firmami oraz obserwowane zachowania konsumentów.

No to w takim razie - dlaczego? Jakim sposobem kraj, który zwykł zajmować się głównie narzekaniem, stał się znienacka miejscem cudu gospodarczego?

Po pierwsze, korzystamy chyba nadal z naszej wysokiej konkurencyjności jako miejsca lokowania produkcji. Mamy z jednej strony nieskrępowany dostęp do całego unijnego rynku, z drugiej zaś znacznie niższe koszty produkcji niż Europa Zachodnia. W czasach boomu powodowało to wielki napływ inwestycji do Polski. Dzisiaj wprawdzie prawie nikt nie inwestuje, ale i tak proces przesuwania produkcji ma miejsce: wielkie koncerny prawdopodobnie wolą mocniej zredukować produkcję w starych krajach Unii, a mniej u nas.

Po drugie, w porównaniu z innymi krajami naszego regionu (które także mogłyby liczyć na swoją wysoką konkurencyjność) dysponujemy potężnym atutem w postaci sporego rynku wewnętrznego. Polska gospodarka jest w mniejszym stopniu uzależniona od eksportu niż np. gospodarki Czech czy Słowacji.

Trzecią przyczynę polskiego sukcesu trzeba przypisać rządzącym - i to zarówno obecnemu, jak i poprzednim rządom (czy się to komu podoba czy nie). Polityka gospodarcza Polski w minionych latach z pewnością nie była idealna. Ale - w odróżnieniu od wielu krajów świata, w tym również wielu naszych sąsiadów z Europy Środkowo-Wschodniej - nasz kraj nie popadł w szaleństwo.

Nie rozregulowaliśmy finansów publicznych, jak Węgrzy, ani nie zadłużyliśmy się po uszy i nie zaczęliśmy żyć na kredyt, jak upite swym gospodarczym sukcesem kraje bałtyckie. Pozwoliło to nam w znacznie lepszej formie przeżyć gigantyczne finansowe zawirowania, które dotknęły świat. No i to, po czwarte, spowodowało, że polski sektor bankowy okazał się dość stabilny, zyskowny i stosunkowo odporny na wstrząsy.

Po piąte, do czynników pomagających nam w walce z kryzysem dochodzi napływ funduszy unijnych - właśnie w obecnym i przyszłym roku mamy do czynienia z największym wzrostem oferowanych przez Brukselę pieniędzy, a zwiększenie się skali finansowanych z ich pomocą inwestycji publicznych pozwala po części zrekompensować spadek inwestycji prywatnych przedsiębiorstw.

I wreszcie po szóste, w radzeniu sobie z kryzysem pomógł nam słabszy złoty. Przy słabszej walucie nieco chętniej sięgamy po towary krajowe zamiast importowanych, częściej wyjeżdżamy nad Bałtyk, a eksporterzy uzyskują więcej złotych za swoje ciężko zarobione dewizy, dlatego mają wyższe zyski i nie muszą tak gwałtownie zwalniać ludzi. Nie da się zatem ukryć, że pomogło nam to, że mamy wciąż złotego, a nie euro (co uczciwie przyznaję, choć pozostaję zwolennikiem przyjęcia przez nasz kraj wspólnej unijnej waluty).

Wychodzi więc na to, że po prostu mieliśmy bardzo dużo szczęścia.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów