Biznes Ludzie Pieniądze

Tabu ujemnych stóp procentowych przełamane

Agnieszka Mitraszewska
06.09.2009 , aktualizacja: 06.09.2009 22:13
A A A Drukuj
Obecne pokolenie klientów banków w większości po raz pierwszy ma do czynienia z tak niskim oprocentowaniem depozytów. Na całym świecie zbliżyło się ono do zera. Wydaje nam się, że na pewno nie będzie już gorzej. Tymczasem szwedzki bank centralny zdecydował się niedawno, jako pierwszy w historii, na ujemne oprocentowanie swoich depozytów: - 0,25 proc. Przekroczył granicę uważaną przez wielu bankierów za odpowiednik 0 stopni Kelvina, najniższej możliwej temperatury.
Agnieszka Mitraszewska
Fot. Gazeta
Agnieszka Mitraszewska
Dlaczego właściwie mielibyśmy trzymać swoje pieniądze w banku, jeśli każą nam do tego dopłacać? Czy ktoś się w ogóle zdecyduje na tak nieroztropny krok? Wydawałoby się, że klienci zabiorą pieniądze i schowają je do pończochy. Otóż, niekoniecznie. Powstrzyma ich przed tym nie tylko siła przyzwyczajenia do wygody obsługi bankowej.

W czasie deflacji, gdy w gospodarce spadają ceny towarów i usług, przywiązanie do gotówki rośnie, bo tylko ona pozwala przechować wartość, a nawet uzyskać jej przyrost. Jeśli wzrost siły nabywczej pieniądza jest wyższy niż koszt jego bezpiecznego przechowywania w banku, to ludzie pogodzą się z ujemnymi stopami procentowymi.

Do takiego scenariusza jeszcze nam daleko, Szwecji zresztą także. Zarządowi tamtejszego banku centralnego chodziło raczej o to, żeby zniechęcić banki, a nie klientów indywidualnych, do składania depozytów. Zamiast tego miały udzielać więcej kredytów.

Światowe banki niepotrzebnie uznają psychologiczną granicę zerowych stóp procentowych za niemożliwą do przekroczenia, uważa komentator "Financial Times" Wolfgang Munchau. Szwedzki Riksbank nie wprowadził przecież ujemnych wartości wszystkich stóp. Chodziło tylko o jedną - tę odnoszącą się do depozytów składanych przez inne banki. Skoro zawodzą inne sposoby, aby zaktywizować rynek kredytowy, może przekona banki "kara" za bezproduktywne przetrzymywanie pieniędzy.

W końcu magazynowanie każdej rzeczy musi kosztować, pieniądze nie są wyjątkiem. Amerykański bank centralny obliczył, że koszt fizycznego przechowywania banknotów w bezpiecznych warunkach sięga 1-2 proc. ich nominalnej wartości. Może więc dolną granicą dla polityki monetarnej powinno być - 2 proc., a nie 0? Tak właśnie twierdzi Wolfgang Munchau i zastanawia się, skąd się bierze strach bankierów przed zerowymi lub ujemnymi stopami i czy w ślady Riksbanku pójdą inni. Nie będzie wśród nich raczej Bena Bernankego, który opublikował pracę na temat prowadzenia polityki monetarnej przy bardzo niskich wartościach stóp procentowych, w której argumentuje, że zejście poniżej zera w ogóle nie wchodzi w rachubę.

Za to szef brytyjskiego banku centralnego Mervyn King, jak pisze "FT", dał do zrozumienia, że może wziąć pod uwagę to rozwiązanie. Banki na Wyspach miały możliwość pozbycia się swoich toksycznych papierów za rządową gotówkę. Na wykup aktywów od nich przeznaczono prawie 140 mld funtów i niewykluczone, że bez specjalnych bodźców te "czyste" pieniądze nie trafią z powrotem do gospodarki w postaci kredytów, lecz jako depozyty do banku centralnego. Tak samo zachowywały się banki w Japonii, gdy rząd zasilał je w latach 2001-06.

Ujemne stopy procentowe mogą nie tylko zachęcić banki do udzielania kredytów, ale i inwestowania własnych środków w obligacje rządowe czy firmowe. Dzięki temu zwrot z papierów dłużnych obniżyłby się, firmy płaciłyby mniejsze odsetki, co również stanowiłoby bodziec dla koniunktury.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos