Spadku wartości złotego spodziewają się ekonomiści po szokującej zapowiedzi ministra finansów Jacka Rostowskiego, że w przyszłym roku będziemy mieli rekordowy deficyt budżetu państwa - 52,2 mld zł
ZOBACZ TAKŻE
- W Sejmie pierwsze czytanie projektu budżetu (08-10-09, 14:23)
- NBP: W przyszłym roku dług Polski przekroczy 55 proc. PKB (29-09-09, 08:55)
- Rząd przyjmie dziś projekt budżetu z 52,2 mld zł deficytu (29-09-09, 09:55)
- Ciężki początek tygodnia dla złotego (14-09-09, 20:53)
- Filar o raporcie Paribas: Było tak, sprzedajcie dziś, jutro kupicie taniej (11-09-09, 13:01)
- BNP Paribas: Sprzedawać polskie obligacje. Rostowski: Pomylicie się (10-09-09, 23:42)
- Deficyt nie wystraszył giełdy i złotego (08-09-09, 01:00)
- Rada Ministrów przyjęła projekt budżetu z 52,2 mld zł deficytu (08-09-09, 20:54)
- Rząd płaci za swoją bierność (07-09-09, 01:00)
- Prezydent: prywatyzacja to nie lekarstwo na deficyt (05-09-09, 14:37)
- Konieczny jest program ratowania finansów (05-09-09, 11:00)
- Jacek Rostowski w artykule dla Gazety: deficyt 2010: ponad 52 mld zł (05-09-09, 00:03)
- Budżet 2010 ze znacznie większym deficytem (02-09-09, 20:24)
- O tym, że do końca roku za euro będziemy płacili mniej niż 4 zł, można zapomnieć - uważa Janusz Jankowiak, ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
Tego jeszcze nie było! Rostowski zdetronizował Jarosława Bauca -ministra za czasów poprzedniej ogromnej dziury budżetowej. W 2001r. Bauc straszył nas co prawda 100 mld zł, ale skończyło się na "marnych" 33 mld zł.
- To czarny PR, by w kampanii prezydenckiej rząd ogłosił, że jest lepiej i że to zasługa Donalda Tuska - powiedział PAP doradca prezydenta Adam Glapiński. Jego zdaniem deficyt będzie mniejszy, bo NBP zapewne wpłaci do budżetu 5-6 mld zł zysku, czego rząd nie uwzględnił.
52 mld zł - jedną szóstą tegorocznych dochodów budżetu -rząd będzie musiał pożyczyć np. w bankach. Ale one każą sobie słono za to płacić.
Dziura w kasie "robi się" zawsze tak samo. Gospodarka zwalnia: w 2001 r. wzrost PKB spadł z 5 do 1 proc.; teraz - z 5 do 0,9 proc. Uruchamia to lawinę: rośnie bezrobocie, ludzie mniej zarabiają i mniej kupują, więc i do wspólnej kasy trafia mniej pieniędzy z podatków. A wydatki rosną, bo tak zapisane jest w ustawach.
W tym roku rząd się ratował, wyciskając ze spółek skarbu państwa miliardowe dywidendy i przewalutowując po dobrym kursie pieniądze z Unii Europejskiej. Mimo to musiał nowelizować budżet i zwiększyć deficyt aż o 9 mld zł - z 18,2 do 27,2 mld zł.
W 2010 r. dochody będą równie marne. Polsce udaje się co prawda uniknąć recesji, ale wzrost nadal ma być karłowaty - tylko (choć na tle innych "aż") 1,2 proc.
Minister Rostowski wykluczył zwiększanie podatków. A wydatki znów rosną jak na drożdżach - o kilkadziesiąt miliardów złotych. Czeka nas m.in.:
- waloryzacja rent i emerytur,
- waloryzacja świadczeń rodzinnych,
- wyższa dotacja do NFZ, bo budżet płaci składki na zdrowie za bezrobotnych,
- wzrost wydatków na drogi z 20 do 30 mld zł,
- wzrost kosztów obsługi zadłużenia (a już w tym roku to 32,8 mld zł).
Oszczędności minister Rostowski może porobić niewielkie -tylko 25 proc. wydatków budżetu nie wynika z ustaw.
Szok wywołany wyznaniem Rostowskiego jest tym większy, że przez ostatnie miesiące minister przekonywał, że Polska nie może sobie pozwolić na zwiększanie deficytu. Gromił opozycję, która domagała się wzrostu wydatków na walkę z kryzysem.
- Na początku kryzysu myśmy walczyli o wiarygodność. Teraz, gdy zdobyliśmy wiarygodność, możemy zwiększać deficyt. Gdyby było odwrotnie, dziś w ogóle byśmy nie panowali nad finansami - tak minister wyjaśniał "Gazecie" tę sprzeczność.
Według wyliczeń publicysty "Gazety" Witolda Gadomskiego rząd Millera zadłużył nas na 81 mld zł, Belki - na 82 mld zł, Marcinkiewicza i Kaczyńskiego - na 60 mld zł, i to mimo że gospodarka parła wtedy w górę jak szalona. Za rządu Tuska dług publiczny wzrósł już o rekordowe 102 mld zł!
Dziś dług publiczny to ok. 700 mld zł. Zbliżamy się do niebezpiecznej granicy 55 proc. PKB, czyli 740 mld zł. Jeśli dług przebije tę barierę, to ustawa o finansach publicznych nakazuje rządowi zrównoważenie budżetu.
Nie da się tego zrobić inaczej niż cięciami wydatków i podnoszeniem podatków. Ustawę można zmienić, ale na straży finansów państwa stoi też konstytucja, która zakazuje zaciągania pożyczek, jeśli dług publiczny przekroczy 60 proc. PKB (dziś ok. 790 mld zł).
Minister Rostowski pociesza nas, że wciąż jest szansa na utrzymanie długu w ryzach. Ratunkiem jest prywatyzacja. Gdyby państwo dostało z niej 28,5 mld zł w tym i przyszłym roku -o tyle mniej musiałoby pożyczyć. Ale to wymaga od rządu determinacji. Przeciwko wyprzedaży "rodowych sreber" protestuje Lech Kaczyński, nie chcą jej często sami pracownicy.
Tego jeszcze nie było! Rostowski zdetronizował Jarosława Bauca -ministra za czasów poprzedniej ogromnej dziury budżetowej. W 2001r. Bauc straszył nas co prawda 100 mld zł, ale skończyło się na "marnych" 33 mld zł.
- To czarny PR, by w kampanii prezydenckiej rząd ogłosił, że jest lepiej i że to zasługa Donalda Tuska - powiedział PAP doradca prezydenta Adam Glapiński. Jego zdaniem deficyt będzie mniejszy, bo NBP zapewne wpłaci do budżetu 5-6 mld zł zysku, czego rząd nie uwzględnił.
52 mld zł - jedną szóstą tegorocznych dochodów budżetu -rząd będzie musiał pożyczyć np. w bankach. Ale one każą sobie słono za to płacić.
Dziura w kasie "robi się" zawsze tak samo. Gospodarka zwalnia: w 2001 r. wzrost PKB spadł z 5 do 1 proc.; teraz - z 5 do 0,9 proc. Uruchamia to lawinę: rośnie bezrobocie, ludzie mniej zarabiają i mniej kupują, więc i do wspólnej kasy trafia mniej pieniędzy z podatków. A wydatki rosną, bo tak zapisane jest w ustawach.
W tym roku rząd się ratował, wyciskając ze spółek skarbu państwa miliardowe dywidendy i przewalutowując po dobrym kursie pieniądze z Unii Europejskiej. Mimo to musiał nowelizować budżet i zwiększyć deficyt aż o 9 mld zł - z 18,2 do 27,2 mld zł.
W 2010 r. dochody będą równie marne. Polsce udaje się co prawda uniknąć recesji, ale wzrost nadal ma być karłowaty - tylko (choć na tle innych "aż") 1,2 proc.
Minister Rostowski wykluczył zwiększanie podatków. A wydatki znów rosną jak na drożdżach - o kilkadziesiąt miliardów złotych. Czeka nas m.in.:
- waloryzacja rent i emerytur,
- waloryzacja świadczeń rodzinnych,
- wyższa dotacja do NFZ, bo budżet płaci składki na zdrowie za bezrobotnych,
- wzrost wydatków na drogi z 20 do 30 mld zł,
- wzrost kosztów obsługi zadłużenia (a już w tym roku to 32,8 mld zł).
Oszczędności minister Rostowski może porobić niewielkie -tylko 25 proc. wydatków budżetu nie wynika z ustaw.
Szok wywołany wyznaniem Rostowskiego jest tym większy, że przez ostatnie miesiące minister przekonywał, że Polska nie może sobie pozwolić na zwiększanie deficytu. Gromił opozycję, która domagała się wzrostu wydatków na walkę z kryzysem.
- Na początku kryzysu myśmy walczyli o wiarygodność. Teraz, gdy zdobyliśmy wiarygodność, możemy zwiększać deficyt. Gdyby było odwrotnie, dziś w ogóle byśmy nie panowali nad finansami - tak minister wyjaśniał "Gazecie" tę sprzeczność.
Według wyliczeń publicysty "Gazety" Witolda Gadomskiego rząd Millera zadłużył nas na 81 mld zł, Belki - na 82 mld zł, Marcinkiewicza i Kaczyńskiego - na 60 mld zł, i to mimo że gospodarka parła wtedy w górę jak szalona. Za rządu Tuska dług publiczny wzrósł już o rekordowe 102 mld zł!
Dziś dług publiczny to ok. 700 mld zł. Zbliżamy się do niebezpiecznej granicy 55 proc. PKB, czyli 740 mld zł. Jeśli dług przebije tę barierę, to ustawa o finansach publicznych nakazuje rządowi zrównoważenie budżetu.
Nie da się tego zrobić inaczej niż cięciami wydatków i podnoszeniem podatków. Ustawę można zmienić, ale na straży finansów państwa stoi też konstytucja, która zakazuje zaciągania pożyczek, jeśli dług publiczny przekroczy 60 proc. PKB (dziś ok. 790 mld zł).
Minister Rostowski pociesza nas, że wciąż jest szansa na utrzymanie długu w ryzach. Ratunkiem jest prywatyzacja. Gdyby państwo dostało z niej 28,5 mld zł w tym i przyszłym roku -o tyle mniej musiałoby pożyczyć. Ale to wymaga od rządu determinacji. Przeciwko wyprzedaży "rodowych sreber" protestuje Lech Kaczyński, nie chcą jej często sami pracownicy.
Glapiński, doradca prezydenta, już grozi: -Rząd chce pozyskać z prywatyzacji prawie 30 mld zł. Żeby to zrobić, musiałby się zdecydować na skrajnie nieodpowiedzialną wyprzedaż majątku narodowego, co zrodziłoby ogromne napięcia społeczne.
Skutki zadłużania się mogą być opłakane. Kraj, który dużo pożycza, musi płacić spore odsetki inwestorom, by zechcieli kupić nasze papiery. To kosztuje: coraz więcej pieniędzy z budżetu idzie na obsługę długu, mniej zostaje np. na edukację czy naukę.
A gdy rządzący stracą miarę w zadłużaniu państwa, przychodzi moment, gdy traci ono zaufanie inwestorów i nikt już nie chce mu pożyczać pieniędzy.
Minister Rostowski twierdzi, że razem z projektem budżetu przedstawi plan finansowy na kolejne trzy lata, w którym rząd pokaże, jak schodzić z deficytem poniżej 3 proc. PKB.
Skutki zadłużania się mogą być opłakane. Kraj, który dużo pożycza, musi płacić spore odsetki inwestorom, by zechcieli kupić nasze papiery. To kosztuje: coraz więcej pieniędzy z budżetu idzie na obsługę długu, mniej zostaje np. na edukację czy naukę.
A gdy rządzący stracą miarę w zadłużaniu państwa, przychodzi moment, gdy traci ono zaufanie inwestorów i nikt już nie chce mu pożyczać pieniędzy.
Minister Rostowski twierdzi, że razem z projektem budżetu przedstawi plan finansowy na kolejne trzy lata, w którym rząd pokaże, jak schodzić z deficytem poniżej 3 proc. PKB.
Wyborcza.biz w Twoim iPhonie -
pobierz aplikację!
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
3.5
13 głosów
Przeczytaj 124 komentarze na Forum
Wyborcza.biz poleca
Biznes, Ludzie, Pieniądze

Azbest będzie przetwarzany i znów wykorzystywany
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

Pożyczka u Stefczyka: wygodne raty mogą nieco uwierać
KOBIETA SUKCESU











