W piątek inwestorzy zupełnie nie przeczuwali, że minister Rostowski przygotował im taką niespodziankę - kurs naszej waluty szedł w górę. Za euro płacono wtedy 4,09 zł, za dolara - 2,86 zł (dziś rano tyle samo), a za franka 2,70 zł (dziś o jeden grosz więcej).
Minister finansów Jacek Rostowski ujawnił w sobotniej "Gazecie", że przyszłoroczny
deficyt budżetowy sięgnie 52 mld zł, czyli z grubsza dwa razy więcej niż w tym roku. To ogromne zaskoczenie dla ekonomistów, którzy prognozowali poziom nieco ponad 30 mld zł.
Na prognozę Rostowskiego rynki finansowe reagują dopiero dziś. Przez cały weekend deficyt był tematem numer jeden w medialnych komentarzach, bo oznacza on, że
dług publiczny rośnie na tyle, że może przekroczyć ostrożnościowy próg 55 proc. relacji do
PKB.
Ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak prorokował, że reakcja rynków finansowych na przewidywania Rostowskiego będzie tylko jedna:
złoty pójdzie w dół.
- O tym, że do końca roku za euro będziemy płacili mniej niż 4 zł można zapomnieć - powiedział PAP Jankowiak. Dodał, że na pełną analizę zachowań inwestorów trzeba poczekać na projekt przyszłorocznego
budżetu.