Po podpisaniu umowy giganta z przedstawicielami amerykańskich wydawnictw, ich europejscy koledzy obawiają się, że zostali oszukani i osiągnięte bez ich udziału porozumienie doprowadzi ich do strat finansowych.
Komisja Europejska prowadzi dziś przesłuchania w tej sprawie, by zdecydować czy potrzebne są nowe uregulowania prawne obejmujące digitalizację spuścizny kulturalnej.
W czasie weekendu
Google przesłał szesnastu unjnym wydawnictwom list, w którym obiecuje, że w radzie nadzorczej utworzonej przez niego Books Rights Registry (rejestru praw do książek) znajdą się dwaj przedstawiciele wydawnictw spoza Stanów Zjednoczonych, oraz że zanim przystąpi do katalogowania niektórych europejskich dzieł, przeprowadzi konsultacje z zainteresowanymi wydawnictwami.
Te ustępstwa nie odpowiadają na najpoważniejsze zarzuty europejskich wydawców, że amerykańskie porozumienie oznacza pogwałcenie prawa autorskiego krajów Unii. Sprzeciw w krajach europejskich jest tym silniejszy, że użytkownicy internetu w Europie nie będą mieli dostępu do książek zeskanowanych w ramach amerykańskiego porozumienia.
Więcej w Financial Times