Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew zakazał Gazpromowi korekty umów gazowych z Ukrainą, które przed tygodniem w Sopocie uzgodnili szefowie rządów Rosji i Ukrainy.
W stosunkach gazowych Rosji z Ukrainą znowu skrzy. Wczoraj prezes Gazpromu Aleksiej Miller poinformował prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa, że ukraiński koncern gazowy Naftohaz chciałby skorygować kontrakty podpisane w styczniu z rosyjskim koncernem. Według Millera stawki tranzytu proponowane przez Kijów są sprzeczne z umowami. - To nie płaćcie! - zalecił prezydent Rosji cytowany przez agencję Interfax. Przywódca Rosji zakazał też szefowi Gazpromu zmiany umów. - Należy działać zgodnie z zawartym porozumieniem, które zostało wypracowane z takim trudem i po wielu mękach - polecił Miedwiediew.
Korektę gazowych kontraktów w ostatni wtorek w Sopocie omawiali premier Rosji Władimir Putin z premier Ukrainy Julią Tymoszenko. Po spotkaniu Tymoszenko mówiła, że Gazprom nie naliczy kar za gaz zamówiony przez Ukrainę, który jednak nie zostanie odebrany z powodu kryzysu. Premier Ukrainy zapowiedziała też, że w przyszłym roku opłaty za tranzyt gazu z Rosji wzrosną z 1,7 do 2,7 dol. Putin powiedział tylko, że w rozliczeniach za gaz trzeba uwzględnić warunki kryzysu gospodarczego i szefowie rządów Rosji i Ukrainy wydadzą w tej sprawie instrukcje firmom.
W tym tygodniu Gazprom i Naftohaz podpiszą aneksy do styczniowych umów, w prawnej formie zatwierdzając ustne uzgodnienia premierów Rosji i Ukrainy - zapowiedział w sobotę wiceszef Naftohazu Ihor Didienko. - Te dokumenty nie są sprzeczne z kontraktami i nikt nie mówi o zmianie kontraktów - powiedziała wczoraj premier Tymoszenko.