W uzasadnieniu do
budżetu, do którego dotarła "Gazeta", Ministerstwo Finansów sygnalizuje, że "recesja w gospodarce światowej zaczyna ustępować", ale ożywienie w najbliższych kwartałach będzie "umiarkowane". Spadek
PKB w
strefie euro w tym roku wyniesie -4,0 proc., w przyszłym roku gospodarka będzie już na plusie, ale dopiero za 2-3 lata powróci do 2,0-proc. dynamiki sprzed kryzysu.
Według prognoz resortu - i to jest ta dobra wiadomość - tegoroczny deficyt będzie niższy od planowanych 27,2 mld zł i wyniesie 22,5 mld. Bo dochody będą wyższe o 4,7 mld zł (planowano 272,9 mld zł). Polacy wciąż kupują, wpływy z VAT będą wyższe o 3,5 mld zł, kolejne 0,8 mld zł dodatkowo przyniesie akcyza i 0,51 mld zł - PIT. Mniejsze niż zakładał resort, ale o niewielką sumę, będą dochody z ceł (80 mln zł mniej). Według MF potrzeby pożyczkowe netto Polski będą mniejsze - 52,1 mld zł zamiast planowanych 56,7 mld zł.
Wczorajszy dzień minister Jacek Rostowski poświęcił na przekonywanie, że choć przyszłoroczny deficyt jest duży 52,2 mld zł, to jest bezpieczny dla państwa.
Polemizował z zarzutami opozycji, że całkiem niedawno bronił niskiego deficytu, a teraz sam go wyśrubował.
- Opozycja chciała, byśmy poszli na żywioł, podnieśli deficyt, gdy i my, i inne kraje regionu miały obniżoną wiarygodność. Wtedy wpadlibyśmy w spiralę zadłużenia. Stany Zjednoczone mają teraz 14-proc. deficyt, a
Wielka Brytania ponad 12 proc. One mogą sobie na taki deficyt pozwolić, my nie - przekonywał minister.
Jego zdaniem
Polska odzyskała wiarygodność dzięki oszczędnościom porobionym przez rząd w tym roku i teraz może mieć wyższy deficyt.
Minister Rostowski podkreślał, że mimo, iż deficyt budżetu "znacząco" wzrasta, to deficyt całego sektora finansów publicznych, czyli: budżetu, samorządów i państwowych funduszy - a na to patrzą inwestorzy, bo to dane porównywalne z innymi krajami - wzrośnie tylko o 1 pkt proc. - z 6 proc. PKB do 7 proc. PKB w przyszłym roku.
Według ministra nie odbiega to od średniej europejskiej - według prognoz Komisji Europejskiej deficyt sektora wzrośnie średnio w krajach Unii o 1,2 proc.
- Nie widzę żadnego zagrożenia związanego ze sfinansowaniem takiego deficytu, zakładamy wzrost emisji na rynki zagraniczne - zadeklarował wiceminister Dominik Radziwiłł. Przyznał, że potrzeby pożyczkowe brutto wzrosną z 163 mld zł w tym roku do 203,8 mld zł w przyszłym. Tyle będziemy musieli pożyczyć na obsługę nowego długu i "rolowanie" starego.
Kiedy nasz deficyt wróci do normy, czyli zalecanych przez Brukselę 3 proc. PKB? - Od połowy 2010 r. sytuacja finansów publicznych zacznie się poprawiać. Kiedy osiągniemy 3 proc. - trudno powiedzieć, chcielibyśmy jak najszybciej, bo chcemy szybko przyjąć euro - mówił wczoraj Rostowski.
W grudniu resort prześle dane o deficycie w kolejnych latach do Komisji Europejskiej (aktualny plan konwergencji), w lipcu przyszłego roku rząd - zgodnie z nową ustawą o finansach publicznych - musi przyjąć plan finansowy na kolejne trzy lata.
Resort szacuje, że w latach 2011-13 gospodarka przyspieszy odpowiednio o: 2,8 proc. (2011), 3,0 (2012) i 3,4 proc. (w 2013).