Biznes Ludzie Pieniądze

Czy we wtorek spadnie Grad?

Renata Grochal, Konrad Niklewicz
07.09.2009 , aktualizacja: 08.09.2009 07:37
A A A Drukuj
Dziś premier ma ogłosić decyzję w sprawie ewentualnej dymisji szefa resortu skarbu. Według nieoficjalnych informacji Donald Tusk skłania się ku temu, by nie dymisjonować Aleksandra Grada, choć ten nie sprzedał stoczni w wyznaczonym terminie
- To sytuacja z gatunku niemożliwych - minister obwieszcza fiasko sprzedaży majątku stoczni.
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
- To sytuacja z gatunku niemożliwych - minister obwieszcza fiasko sprzedaży majątku stoczni.
Co skarb sprzedaje w 2009 r.
Co skarb sprzedaje w 2009 r.
Jeszcze wczoraj po południu słyszeliśmy od polityków z władz Platformy, że ostateczna decyzja w sprawie Grada nie zapadła, choć Tusk skłania się raczej ku temu, żeby pozostawić go na stanowisku. - Rozstrzygająca ma być wieczorna rozmowa z Grzegorzem Schetyną po rozpoczęciu koszykarskich mistrzostw Europy, które obaj politycy razem mieli oglądać we Wrocławiu - mówił nam ważny polityk z władz Platformy.

Wicepremier Schetyna, który w ostatnich dniach bronił Grada, namawiał premiera, żeby nie odwoływał go ze stanowiska. - Odwoływanie Grada dziś, przed zakończeniem negocjacji z Eureko, mniejszościowym akcjonariuszem PZU, byłoby skrajnie nieodpowiedzialne. Poza tym wymiana ministra realizującego plan prywatyzacji, który ma ratować budżet, oznacza zahamowanie sprzedaży firm co najmniej do końca roku, bo tyle czasu nowy minister będzie potrzebował, żeby wciągnąć się w sprawy resortu - mówił nam ważny polityk z władz PO. - Tusk to rozumie.

Problem w tym, jak wytłumaczyć opinii publicznej, że premier zagalopował się, mówiąc w lipcu, że "jeśli do końca sierpnia nie uda się zakończyć sukcesem sprzedaży stoczni, minister skarbu pożegna się ze stanowiskiem". Wcześniej - w kampanii przed czerwcowymi eurowyborami - politycy PO odtrąbili sukces związany z prywatyzacją stoczni, ale katarski inwestor ostatecznie nie przelał pieniędzy za stoczniowy majątek.

- Chodzi o wiarygodność premiera, niepotrzebnie chlapnął o tej dymisji - podkreśla nasz inny rozmówca z władz PO.

- Nie jest dobrze, kiedy jakiś dyrektor w firmie dowiaduje się od prezesa za pośrednictwem zakładowego radiowęzła, że straci stanowisko, jeśli nie wykona planu. Takie rzeczy powinny być omawiane bezpośrednio między szefem i podwładnym. Bez pośrednictwa mediów - mówi "Gazecie" Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP, partner w firmie doradczej Ernst & Young.

Z kolei osoba z otoczenia Tuska mówi, że ultimatum dla Grada to był PR-owski chwyt, podobny do tego sprzed kilku miesięcy zastosowanego wobec ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka, któremu Tusk publicznie zagroził, że jeśli nie podpisze umowy na finansowanie autostrady A2 Świecko - Nowy Tomyśl, pożegna się ze stanowiskiem. Jednak w przeciwieństwie do Grabarczyka Grad nie wywiązał się ze swojego zadania. - Tusk był zły. Mówił, że został wpuszczony z tym katarskim inwestorem i zbyt optymistycznie podszedł do sprawy. Dlatego tak ostro postawił sprawę Grada, choć nie zamierzał go odwoływać - opowiada nasz rozmówca z otoczenia szefa rządu. - Namawiałem premiera, że powinien powiedzieć na konferencji prasowej prawdę. Przyznać się, że deklaracja o wyrzuceniu Grada w przypadku fiaska prywatyzacji stoczni była zbyt pochopna, bo proces wciąż trwa. Poza tym Grad musi dokończyć sprawę ugody z Eureko. Nie ma co ściemniać, bo i tak nikt nie uwierzy.

Według naszych rozmówców Tusk nie był jednak wczoraj zdecydowany. Kolejnym problemem jest to, że następcy Grada raczej nie widać. W otoczeniu premiera pojawiło się co prawda nazwisko Jarosława Zagórowskiego, prezesa Jastrzębskiej Spółki Węglowej, jako tego, który mógłby zastąpić Grada, ale - jak powiedział nam Zagórowski - nikt na razie mu tego nie proponował.

Większość ekonomistów nie ma wątpliwości, że premier popełniłby błąd, gdyby zdecydował się na zdymisjonowanie Grada. - Robienie z ministra jedynego winnego kłopotów stoczni to nieporozumienie. Lista winnych jest dużo dłuższa i akurat to nie Grad ponosi największą winę za to, co się w stoczniach stało - przekonuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PricewaterhouseCoopers.

Argumentem, który może przeważyć i skłonić premiera do pozostawienia Grada na stanowisku, jest zaawansowanie prywatyzacji. Przez osiem miesięcy 2009 r. Grad sprzedał udziały w państwowych spółkach za 3,7 mld zł (z czego ponad 2 mld zł uzyskano ze sprzedaży "resztówkowych" udziałów skarbu państwa w banku Pekao i w spółkach energetycznych GZE i Elektrociepłownie Warszawskie).

Co ważniejsze, rozpoczął kilka transakcji, które mają się zakończyć do końca br. Na ostatniej prostej jest prywatyzacja koncernu energetycznego Enea (ma przynieść 6 mld zł, kupi go prawdopodobnie niemiecki koncern RWE), sprzedaż Giełdy Papierów Wartościowych - ok. 1 mld zł. Do sprzedaży są też spółki z pierwszej grupy chemicznej: Ciech, Azoty Tarnów i Kędzierzyn. Ale najważniejszym - i najbliższym pozytywnego rozwiązania - projektem Grada jest zakończenie sporu o PZU z holenderskim Eureko. Za niewywiązanie się przez poprzednie rządy z umów prywatyzacyjnych Eureko domaga się przed międzynarodowymi trybunałami ponad 36 mld zł odszkodowania. Po pół roku negocjacji Grad jest bliski porozumienia, na mocy którego Holendrzy będą mogli wyjść z PZU, porzucając swoje roszczenia i sprzedając swój pakiet akcji na giełdzie. I zabierając część dywidendy za 2008 i 2009 r.

Nawet Paweł Szałamacha z Instytutu Sobieskiego (były wiceminister skarbu w rządzie PiS!) uważa, że Gradowi można dać ograniczony w czasie kredyt zaufania: - Oceniam kompetencje ministra Grada poniżej tego, na co Polska zasługuje. Ale z decyzją premier powinien poczekać do 1 października. Bo wiadomo, że do końca września ma się zakończyć kolejna runda negocjacji z Eureko.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów