Po trwającym rok procesie karnym poznański sąd uznał 17 sierpnia, że Winiecki zniesławił Skrzypka w swoim felietonie z 2007 r. Profesor napisał, że Skrzypkowi brakuje kompetencji do kierowania NBP, oraz wytknął mu, że nie zna ekonomii i języków obcych. Sąd uznał, że Winiecki nie miał prawa użyć takich sformułowań. Zgodnie z wyrokiem profesor musi zapłacić 20 tys. zł na Caritas i 10 tys. zł grzywny.
Jak dowiedziała się "Gazeta", wyrok ma jednak wadę, którą poznański sąd (felieton ukazał się m.in. w "Głosie Wielkopolskim", stąd proces w
Poznaniu) starał się przez ostatnie trzy tygodnie usunąć. Cała sprawa rozbija się o słowo "zaoczny". Wydając wyrok, sędzia Stanisław Banach zaczął od słów: "Wyrok zaoczny w sprawie...". Taki też nagłówek pojawił się na piśmie. Problem w tym, że proces, w którym Skrzypek oskarżał Winieckiego, w żadnym razie nie był procesem zaocznym. Z procesem zaocznym mamy do czynienia, kiedy sprawa w całości toczy się pod nieobecność oskarżonego i jego obrońcy - a Jan Winiecki i reprezentujący go mec. Jerzy Naumann opuścili jedynie ostatnią rozprawę. W dodatku w niecodziennych okolicznościach.
- Prawdopodobnie sędzia Banach, który wydaje dużo wyroków zaocznych, przekleił w edytorze tekstów nagłówek. To oczywista pomyłka - tłumaczy Jarosław Komorowski, wiceprezes poznańskiego sądu rejonowego. Tak też podszedł do tego sąd, prostując wyrok. Winiecki zaoponował i złożył zażalenie. Skuteczne - sąd wyższej instancji uznał, że profesor ma rację. - To nie jest oczywista omyłka, nie da się tego zwyczajnie sprostować - powiedziała "Gazecie" sędzia Ewa Taberska z Sądu Okręgowego w Poznaniu. - Wyrok zostaje tak, jak jest - dodała. A to oznacza, że szanse obrony na jego podważenie gwałtownie wzrosły.
- Walczymy dalej, więcej nie zdradzę - mówi mec. Naumann. Naumann ujawnił również kulisy nieobecności swojej i Winieckiego na ogłoszeniu wyroku. Przypomnijmy: sędzia Banach stwierdził, że wyda wyrok, ponieważ do sądu nie wpłynęło usprawiedliwienie od obrony. Z tym że usprawiedliwienie wpłynęło - faksem, na dwie godziny przed rozprawą. Sąd wyjaśniał, że faks wpłynął, ale nie trafił na czas do sędziego. - Okazuje się, że jednak trafił - mówi mec. Naumann. - Kierownik sekretariatu przyznała ostatecznie w rozmowie z nami, że sędzia dostał pismo przed rozprawą. Dlaczego powiedział, że nie dostał, i nie wstrzymał wydania wyroku? Kompletnie tego nie rozumiem.