- Każdego człowieka należy oceniać po rezultatach. Główne rezultaty to
prywatyzacja, a jej rezultaty są mizerne. Dla mnie sprawa stoczni jest marginalna, choć oczywiście jest głośna. To, co osiągnięto w 2008 roku, to w dużej mierze była pseudoprywatyzacja. No i to powinno ważyć - powiedział Balcerowicz.
- Uważam, że minister, który niewiele sprywatyzował, jednocześnie jest sprawcą niepotrzebnego zamieszania w PKO BP, gdzie usunięto kompetentnego człowieka. Nie powinno się tego robić. I wreszcie, jeżeli premier stosuje taką metodę, której osobiście bym nie zalecał - mianowicie wysuwanie pogróżek pod adresem własnych ministrów poprzez media - to coś powinno znaczyć, choć to jest najmniej istotne w tym wszystkim. Dużo istotniejszy jest punkt pierwszy.
- Czy dałby pan czerwoną kartkę ministrowi?
- To, co mówię, jest wyraźne. Tak. Oczywiście zakładam, że w największej partii w Polsce czy w jej przyległościach można znaleźć bardziej kompetentnego kandydata.