Rząd zaproponował w projekcie
budżetu, by 7,5 mld zł z Funduszu Rezerwy Demograficznej zasiliło w przyszłym roku Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, który wypłaca renty i emerytury. Oprócz tego FUS dostanie w przyszłym roku z budżetu 38 mld zł dotacji, o 7 mld zł więcej niż w tym.
- Dotacja do FUS musi być większa, bo czeka nas waloryzacja rent i emerytur, poza tym mniej osób będzie płacić składkę, bo
bezrobocie rośnie - tłumaczy minister finansów Jacek Rostowski.
Jednak pieniądze odkładane na FRD miały być polisą dla starzejącego się społeczeństwa. Po 2020 r. na wypłatę emerytur może zabraknąć ponad 46 mld zł rocznie, a w 2025 - nawet ok. 63 mld zł rocznie.
Jak załatać tę dziurę? Niedobory miał pokryć właśnie FRD. Pieniądze na ten cel zbierać trzeba przez długie lata, bo budżet żadnego państwa nie jest w stanie na bieżąco udźwignąć takich obciążeń.
- Do 2020 r. powinniśmy w Funduszu zgromadzić minimum 100 mld zł - ocenia Wojciech Nagel, ekspert Business Center Club ds. emerytur i wiceszef rady nadzorczej ZUS. Nie może uwierzyć, że rząd chce wycofać pieniądze z FRD: - To jakiś absurd ekonomiczny. Koszmar. - Większość środków Fundusz trzyma w obligacjach skarbu państwa. Czyli państwo, chcąc sięgnąć po te pieniądze wcześniej, musiałoby samo wykupić owe obligacje. To tylko powiększy deficyt, zamiast go ograniczyć".
- Nie mogę uwierzyć - mówi Paweł Wypych, minister w Kancelarii Prezydenta. - Nieodpowiedzialna decyzja, za którą wszyscy zapłacimy. Zabraknie pieniędzy na renty i emerytury dla naszych
dzieci. Przecież po te pieniądze mieliśmy sięgać tylko w sytuacji, gdy będą fatalne dane demograficzne. Gdy na jednego emeryta będzie przypadać jeden pracownik. A tak już niedługo może być".
Nieoficjalnie całą sytuacją zaniepokojony jest Bank Światowy. Od jednego z przedstawicieli usłyszeliśmy: To dramatyczna decyzja. Ograniczająca bezpieczeństwo wypłat świadczeń najstarszym Polakom w przyszłości.
Marek Góra, twórca reformy emerytalnej: - FRD nie po to był tworzony, aby sięgać do niego przy kłopotach budżetu. Oczekuję od rządu jasnej deklaracji: kiedy te pieniądze do Funduszu wrócą".
To kolejny w ostatnim czasie skok na kasę FRD. W połowie sierpnia pisaliśmy o planie ministra Aleksandra Grada, który chciał, aby Fundusz zamiast 40 proc. wpływów z
prywatyzacji dostawał tylko 10 proc.
Rząd planował przykręcić Funduszowi kurek tuż przed początkiem zapowiadanej gigantycznej wyprzedaży spółek skarbu państwa. Pod koniec lipca minister skarbu ogłosił, że chce w półtora roku uzyskać ze sprzedaży państwowych firm (m.in. spółek energetycznych,
Giełdy Papierów Wartościowych, udziałów w koncernie paliwowym Lotos oraz KGHM) ponad 36,7 mld zł. 40 proc. z tej kwoty wyniosłoby 14,6 mld zł.
Po publikacji "Gazety" rząd się z tych planów wycofał.
Wczoraj nie udało się nam uzyskać rządowego komentarza.