Biznes Ludzie Pieniądze

Stocznia Gdynia: ABW nie wykryło żadnych przestępstw

Mikołaj Chrzan, Gdańsk
08.09.2009 , aktualizacja: 08.09.2009 20:55
A A A Drukuj
Przysłani przez ministra skarbu Aleksandra Grada do Stoczni Gdynia menedżerowie oskarżyli poprzedników o gigantyczne straty firmy. Zawiadomili prokuraturę i ABW. Śledztwo jednak umorzono, bo żadnych przestępstw nie wykryto
Stocznia Gdańska
Fot. Rafał Malko / AG
Stocznia Gdańska
W listopadzie 2007 r. ministrem skarbu zostaje Aleksander Grad, a już w grudniu fotel prezesa kontrolowanej przez państwo Stoczni Gdynia traci Kazimierz Smoliński (PiS). Nowym prezesem zostaje Antoni Poziomski.

Stocznia ledwo dyszy: strata za 2007 r. wynosi 311 mln zł, proces prywatyzacji jest rozgrzebany.

Już w styczniu 2008 r. rada nadzorcza otrzymuje raport, z którego wynika, że słabe wyniki Stoczni Gdynia mogą wynikać nie tylko z taniejącego dolara i drogiej stali, ale także z nadużyć na „wielką skalę”. W raporcie opisano m.in. to, że: •  rada nadzorcza miała być wprowadzana w błąd przez członków zarządu, którzy mieli przedstawiać jej lepsze wyniki stoczni niż te, które osiągała w rzeczywistości, •  renegocjacje kontraktów prowadzonych z Ramim Ungarem, izraelskim armatorem, głównym klientem Stoczni Gdynia, były tylko pozorne, •  opóźnienia w budowie jednego z kontenerowców przyczyniły się do utraty dopłat rządowych, •  stocznia, choć nie miała zamówień na kolejne lata, nie poszukiwała nowych kontraktów.

W kwietniu stanowisko w zarządzie traci Arkadiusz Aszyk, doktor ekonomii, doradca stowarzyszenia stoczni europejskich, uznawany za dobrze znającego się na stoczniowym biznesie menedżera.

W lipcu 2008 r. - na podstawie raportu dla rady nadzorczej zarząd Stoczni Gdynia wysyła do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku zawiadomienie o podejrzeniu popełnia przestępstwa. Śledztwo, pod nadzorem prokuratury rozpoczęła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

O sprawie informują media. Choć nikomu nie przedstawiono zarzutów, to wiadomo, że w zawiadomieniu - jako jednego z winnych nadużyć w stoczni - wskazano na Aszyka, który odpowiadał m.in. za renegocjacje kontraktów z Ungarem.

We wrześniu 2008 r. minister Grad prezentuje "Białą księgę". Formalnie to informacja ministerstwa o "działaniach prywatyzacyjnych wobec stoczni", w praktyce - chodzi o wskazanie winnych dramatycznej sytuacji firm.

- Odpowiedzialność za doprowadzenie do obecnej, bardzo trudnej sytuacji polskich stoczni spoczywa na poprzednich rządach, zwłaszcza na rządzie Jarosława Kaczyńskiego - komentuje swoje ustalenia Grad. Ale z księgi wynika także, że do kłopotów przyłożyli się stoczniowi menedżerowie. Czytamy w niej m.in. o ustaleniach raportu dla rady nadzorczej Stoczni Gdynia i o skierowanym do prokuratury zawiadomieniu.

W wakacje okazało się jednak, że ABW żadnych przestępstw w stoczni nie znalazła. - W lipcu śledztwo zostało umorzone, pod koniec miesiąca decyzja się uprawomocniła - informuje Grażyna Wawryniku, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Powód? W dziewięciu na dziesięć wątkach śledztwa stwierdzono "brak znamion przestępstwa", w jednym - stocznia nie dostarczyła nawet danych, które miały uprawdopodobnić popełnienie przestępstwa.

Według "Białej księgi", szefem zespołu, który zdecydował o zawiadomieniu prokuratury był Piotr Paszkowski, który w kwietniu 2008 r. zastąpił w zarządzie stoczni Arkadiusza Aszyka. Ostatnio Paszkowski pracował dla spółki Polskie Stocznie, która - za pieniądze z Kataru - miała kupić stocznie w Gdyni i Szczecinie. - Decyzji prokuratury nie komentuję. Poza tym, ściśle rzecz biorąc, ja z tym zawiadomieniem miałem niewiele wspólnego - twierdzi dziś Paszkowski.

Aszyk dziś pracuje dla ukraińskiej spółki ISD - jest dyrektorem restrukturyzacji Stoczni Gdańsk. - Wiedziałem, że to śledztwo tak się skończy, bo nie miałem sobie nic do zarzucenia. Weźmy choćby renegocjacje kontraktów - dzięki moim działaniom stocznia zaoszczędziła miliony złotych! Nie wiem, jak ktoś mógł twierdzić, że były to działania pozorne. Oczekuję, że pan Poziomski i Paszkowski przeproszą teraz publicznie tych, których chcieli oczernić. Sprostować należy też moim zdaniem zapisy w "Białej księdze"

- To już kolejne dotyczące przemysłu stoczniowego śledztwo, które kończy się niczym. Zawsze jest tak samo: prokuratura, ABW, informacje na czołówkach gazety. Później okazuje się, że żadnego przestępstwa nie było, sprawa jest umarzana, ale o tym już mało kto chce mówić - opowiada Dariusz Adamski, szef "Solidarności" w Stoczni Gdynia. - Jeśli chcemy nadal mieć stocznie, musimy odbrązowić atmosferę wokół stoczni. Inaczej informacje o przestępstwach, których tak naprawdę nigdy nie było, będą wciąż odstraszać inwestorów.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów