Wydawało się, że Ukraińcy najgorsze mają już za sobą. W pierwszych dwóch kwartałach
PKB spadło o 20 proc., ludzie masowo wycofywali pieniądze z banków, a przed kompletnym zawałem gospodarki Kijów uratował kredyt stabilizacyjny z
MFW -
Ukraina dostała już 10,6 mld dol. w trzech transzach, ważą się losy czwartej - 3,8 mld dol. Wiosną hrywna, podobnie jak inne waluty regionu, zaczęła się umacniać, a w maju sytuacja wydawała się opanowana do tego stopnia, że
bank centralny przywrócił możliwość zrywania lokat przed terminem.
Okazało się jednak, że zaufanie Ukraińców do systemu bankowego nie wróciło - od początku roku wypłacili z banków równowartość 5,4 mld dol. i zamienili to na walutę. Po zniesieniu zakazu zrywania lokat ludność zaczęła wypłacać pieniądze jeszcze szybciej, a hrywna zaczęła z tygodnia na tydzień tracić na wartości. Dziś trzeba za jednego dolara zapłacić 8,9 hrywien, tyle, ile w najgorszym dla Ukrainy grudniu 2008 r. - Ludność nie wierzy w hrywnę - tłumaczą bankierzy. Nie wierzy też biznes - eksporterzy, którzy dostają zapłatę w walucie, nie chcą jej wymieniać na ukraiński pieniądz.
Bank Centralny Ukrainy (NBU) jest w kropce. Spadek kursu hrywny może zupełnie pogrążyć ukraińską gospodarkę - ponad 50 proc. ludzi i firm brało kredyty w walutach, pikująca hrywna oznacza dla nich coraz większe kłopoty z ich spłatą. Wczoraj jego szef Wołodymyr Stelmach ogłosił, że we wrześniu na interwencje walutowe służące podtrzymaniu hrywny przeznaczy 1 mld dol. Ale jego
rezerwy walutowe są niewielkie, a możliwość ich wydawania dodatkowo blokuje umowa z MFW. Fundusz zażądał, żeby na koniec trzeciego kwartału rezerwy wynosiły 16,6 mld dol., tymczasem spadły poniżej tej kwoty już 2 września. W dodatku Ukraina nie dotrzymała innych warunków umowy z MFW - nie podwyższono od 1 września 20 proc. cen gazu dla ludności. Podwyżkę wstrzymał kijowski sąd na wniosek związków zawodowych. Rząd obiecał więc MFW, że wzrost cen nastąpi 1 października, ale mało kto w to wierzy - w styczniu na Ukrainie odbędą się wybory prezydenckie.
NBU ogłosił, że zamierza też zakazać bankom udzielania kredytów w walutach także przedsiębiorstwom (wcześniej wprowadzono zakaz ich udzielania dla osób fizycznych). Ale eksperci wątpią, czy to coś da, bo firmy będą wprawdzie brały kredyty w hrywnach, ale potem natychmiast zamienią je na dolary i euro.
A wybory mogą jeszcze utrudnić jakiekolwiek działania banku. Wczoraj minister spraw wewnętrznych, bliski premier Julii Tymoszenko Jurij Łucenko zapowiedział wszczęcie śledztwa w sprawie oszustw popełnionych jakoby przez szefów NBU. - Albo opanują sytuację na rynku walutowym, albo niech szykują dla siebie suchary - pogroził Łucenko. Oskarżył też prezydenta Wiktora Juszczenkę, że to on organizuje specjalnie spadek kursu hrywny, aby zdestabilizować sytuację w kraju.