Polska, podobnie jak kilka innych państw naszego regionu, ma znaczącą nadwyżkę uprawnień do emisji CO2 (tzw. AAU). Te uprawnienia są częścią ONZ-owskiego systemu redukcji emisji gazów cieplarnianych stworzonego na podstawie protokołu z Kioto z 1997 r. (tego ONZ-owskiego systemu nie należy mylić z systemem unijnym ETS, w którym Polska uczestniczy, ale wielu nadwyżek nie ma).
ONZ-owskie AAU możemy sprzedawać, i to w bardzo dużych ilościach. W latach 90. dzięki transformacji przemysłu, likwidacji wielkich zakładów trucicieli Polska "zaoszczędziła" mnóstwo uprawnień, których teraz potrzebują te państwa, które wyemitowały więcej CO2, niż protokół z Kioto im pozwalał.
Niestety, przez długie miesiące Polska nie mogła - w odróżnieniu od swoich sąsiadów - podpisywać umów o sprzedaży AAU. Brakowało między innymi specjalnej ustawy. Teraz, gdy ona już jest wdrożona, rząd polski jest gotowy zawrzeć dwie pierwsze umowy.
- Uprawnienia kupią od nas
Irlandia i
Hiszpania. Te dwie pierwsze transakcje, które sfinalizujemy w dwa miesiące, mogą przynieść ponad 100 mln zł - ujawnił "Gazecie" w kuluarach Forum Ekonomicznego w Krynicy minister środowiska Maciej Nowicki. - Staramy się jeszcze zawrzeć umowę z Japonią o sprzedaży 5 mln AAU - dodał szef resortu.
Pieniądze pochodzące ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 zostaną wydane na inwestycje w ochronę środowiska, m.in. na modernizację sieci ciepłowniczych i na promowanie efektywności energetycznej w przemyśle.