Biznes Ludzie Pieniądze

Kotecki: To kryzys przeszkodził nam we wprowadzeniu euro w 2012 r.

Leszek Baj, Krynica 2009
09.09.2009 , aktualizacja: 10.09.2009 10:36
A A A Drukuj
Równo rok temu premier Donald Tusk ogłosił, że Polska ma być gotowa na euro w 2011 r., a przyjąć wspólną walutę w 2012 r. To już historia. - Kryzys spowodował, że te ambicje stały się niemożliwe - powiedział na Forum Ekonomicznym w Krynicy wiceminister finansów Ludwik Kotecki.
Euro
Fot. Sławomir Kamiński
Euro
RAPORTY
- Rok temu wprowadzenie euro w 2012 r. było ambitnym celem, ale możliwym do wykonania - powiedział Ludwik Kotecki podczas panelu poświęconego polskiej drodze do euro. Problem w tym, że rok temu na dobre rozkręciła się spirala światowego kryzysu. Złoty na przełomie 2008 i 2009 r. mocno się osłabił. Rząd zdecydował, by nie wchodzić do przedsionka euro, tzw. systemu ERM 2, w którym złoty mógłby się wahać tylko o 15 proc. w dół i w górę od wyznaczonego kursu. To przekreśliło wprowadzenie euro w 2012 r. - W sierpniu ogłosiliśmy oficjalnie odłożenie wprowadzenia euro. Jest duża niepewność co do wyznaczania kolejnej daty - mówi Kotecki.

- Realistyczną datą obecnie wydaje się 2014 r. - uważa prof. Dariusz Filar, członek Rady Polityki Pieniężnej.

- Zmarnowaliśmy już dwie szansy w ostatnich kilku latach na wprowadzenie euro - mówi z kolei Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku. - Jeśli nie chcemy zmarnować kolejnej, powinniśmy wejść do ERM 2 w 2011 r. Problemem może jednak być spełnienie kryterium deficytu budżetowego - dodaje.

Kika dni temu minister finansów zszokował opinię publiczną informacją, że przyszłoroczny deficyt budżetowy sięgnie nawet 52,2 mld zł. Chociaż warto pamiętać, że już kilka miesięcy temu Komisja Europejska przedstawiła pesymistyczną prognozę, która przewidywała deficyt sektora finansów publicznych na poziomie 7,3 proc. PKB w 2010 r. Wtedy kategorycznie nie zgadzał się z nią resort finansów. Teraz minister Kotecki przyznaje, że deficyt sektora finansów publicznych może sięgnąć 7 proc. PKB.

- Sytuacja fiskalna będzie dużym wyzwaniem. Zajmie sporo lat, zanim Polsce uda się obniżyć deficyt do poziomu 3 proc. PKB - ostrzega Servaas Deroose, dyrektor ds. makroekonomicznych w Komisji Europejskiej.

Rząd doskonale zdaje sobie sprawę, że spełnienie kryteriów niezbędnych do przyjęcia euro odsuwa się w czasie. Obecnie trwają prace nad opracowaniem dokumentu, który w całości ze szczegółami pokazywałby, jak zmienić złotego na euro.

Resort finansów jest zdeterminowany, by przyjąć jak najszybciej wspólną walutę. Ale czy warto się spieszyć? Tu zdania są podzielone. Wicepremier Waldemar Pawlak podkreślał w Krynicy, że osłabienie złotego uchroniło polskich przedsiębiorców przed głębszym kryzysem.

Servaas Deroose zauważa, że przyjęcie euro za wcześnie przy dużo niższym poziomie rozwoju gospodarczego może wywołać szok w gospodarce, np. wzrost inflacji. Jego zdaniem przed przyjęciem euro Polska powinna przeprowadzić reformy strukturalne, jak np. większa aktywizacja zawodowa Polaków, polepszenie klimatu dla prowadzenia biznesu czy wreszcie budowa infrastruktury. - Euro się opłaci przy odpowiednio prowadzonej polityce i przy konsensusie politycznym - dodaje.

Te słowa do serca sobie wzięli nasi południowi sąsiedzi Słowacy, którzy przyjęli wspólną walutę od tego roku. - Ale przygotowania ruszyły już w 2003 r. - mówił podczas panelu Igor Barat, pełnomocnik słowackiego rządu ds. wprowadzenia euro. - Kampania komunikacyjna ruszyła na 18 miesięcy przed datą wprowadzenia euro - dodaje. Mimo kryzysu euro Słowaków nie wystraszyło. - Po 1 stycznia 2009 poparcie dla euro wzrosło, obecnie wynosi około 80 proc. - kończy Barat.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów