Tej jesieni ministerstwo prawdopodobnie sprzeda poznańską firmę energetyczną. Kupnem większościowego pakietu zainteresowany jest RWE
Polska. Przedstawiciele firmy rozpoczęli już w
Poznaniu badanie spółki (due diligence). Niewykluczone jednak, że do gry włączy się jeszcze Vattenfall, który ma już ok. 19 proc. akcji Enei.
RWE za pakiet kontrolny oferuje ok. 6,4 mld zł,
warszawska giełda wycenia go na 7 mld. Od powodzenia tej transakcji zależy, czy resort wykona zaplanowany na ten rok plan przychodów z
prywatyzacji ustalony na 12 mld zł.
Na przeszkodzie mogą stanąć związkowcy. W tym tygodniu trzy największe organizacje zawodowe (w tym "Solidarność") weszły z Zarządem Enei w spór zbiorowy. Powód? Spółka nie przekazuje im informacji o planowanej prywatyzacji.
Zarząd ustalił już, że spotka się ze związkowcami 23 września. - To tego czasu nie komentujemy sporu - mówi Paweł Oboda, rzecznik Enei.
W środę "Solidarność" ostrzegła, że jeśli minister sprzeda pakiet RWE, w firmie zacznie się strajk, który obejmie całą grupę kapitałową (pracuje tu 10 tys. ludzi). - Nie wyłączymy prądu, ale odejdziemy od stanowisk pracy, a to wystarczy, by sparaliżować firmę. Nie zgadzamy się na
prywatyzację robioną w pośpiechu i pod stołem - mówi Piotr Adamski, szef NSZZ "Solidarność" w Enei. W grę wchodzi też strajk generalny. Dziś na zjeździe sekcji krajowej energetyki "S" pod Warszawą poznaniacy będą namawiać związkowców z innych spółek, by przyłączyli się do ewentualnego strajku.
Enea ma ok. 7,6 proc. udziału w krajowej produkcji prądu i ok. 14,6 proc. udziału w sprzedaży detalicznej.