Gazociąg, który zyskał miano Czerwonego Łącznika, poprowadzono z Mińska na Białorusi przez
Wilno i Kowno do Kaliningradu. Mierzącą 139 km rurę ułożono przez niecały rok obok starego gazociągu, którym teraz płynie 1,4 mld m sześc. gazu rocznie do Kaliningradu. Nowym połączeniem można transportować 2,5 mld m sześc. gazu rocznie. Pozwoli to podwoić dostawy do Kaliningradu, gdzie Gazprom buduje wielką elektrownię opalaną gazem, która ma produkować energię na
eksport na Litwę i do Polski. Będzie to lukratywny interes dla Gazpromu, bo rząd Rosji dotuje dostawy gazu do Kaliningradu.
Rosjanie, którzy mają gazowy monopol na Litwie, zamierzają wykorzystać nowe połączenie także do zwiększenia dostaw do tego bałtyckiego państwa. W przyszłym roku Wilno wyłączy elektrownię atomową w Ignalinie i będzie zależne od
importu energii. - Gaz stanie się na dekady naszym głównym źródłem energii. Dlatego ten gazociąg jest bardzo ważny dla Litwy, bo gwarantuje nam stabilne dostawy z Rosji - powiedział Viktoras Valentukevicius, szef litewskiej firmy gazowej Lietuvos Dujos, w której Gazprom ma 39 proc. akcji.
Analitycy wskazują jednak, że w ostatnich latach Rosja straciła reputację rzetelnego dostawcy energii, w czasie sporów handlowych wstrzymując dostawy gazu dla Białorusi i Ukrainy i tranzyt przez te państwa do Europy Zachodniej. - Wilno nie powinno zapominać, że Kreml wykorzystuje Gazprom nie tylko w celach gospodarczych, ale również jako bardzo skuteczne narzędzie polityczne - powiedział agencji AP Raimundas Lopata, dyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych w Wilnie.