Biznes Ludzie Pieniądze

CEZ chce nam pomóc w budowie elektrowni atomowej

Piotr Skwirowski, Krynica 2009
09.09.2009 , aktualizacja: 09.09.2009 21:32
A A A Drukuj
Bardzo byśmy sobie cenili, gdybyśmy mogli wziąć udział w rozmowach o budowie elektrowni atomowej w Polsce - powiedział w środę w Krynicy Tomasz Pleskacz, wiceprezes zarządu czeskiego koncernu energetycznego CEZ, w czasie dyskusji o bezpieczeństwie energetycznym naszego regionu Europy
Elektrownia atomowa w czeskim Temelinie
Fot. DAVID VEIS AP
Elektrownia atomowa w czeskim Temelinie
Zdaniem Pleskacza bezpieczeństwo energetyczne powinien gwarantować miks energetyczny polegający na dywersyfikacji źródeł pozyskiwania energii. - Taki miks powinien zasadzać się na istnieniu elektrowni jądrowej - mówił wiceprezes CEZ.

Czesi aż 40 proc. energii czerpią właśnie z elektrowni jądrowych. - Tylko w niewielkim stopniu wykorzystujemy gaz, nie jesteśmy więc narażeni na poważne kłopoty w razie ewentualnego kryzysu gazowego - mówił Tomasz Pleskacz. W ramach dywersyfikacji źródeł pozyskiwania energii Czesi wykorzystują też węgiel i jej alternatywne źródła. W ramach tworzenia regionalnych systemów bezpieczeństwa energetycznego wraz z węgierskim MOL-em budują elektrownie gazowe na Węgrzech i Słowacji.

Zdaniem Zsolta Hernadiego, prezesa zarządu Grupy MOL, takie regionalne sojusze to dobry pomysł. - Pojedyncze kraje naszego regionu są stosunkowo małymi rynkami, są więc słabą kartą przetargową w rozmowach z dostawcami surowców energetycznych, zwłaszcza z Rosji - mówił Hernadi. - Dlatego trzeba patrzeć regionalnie na bezpieczeństwo energetyczne - tłumaczył prezes MOL-a.

Jego zdaniem w sytuacji, gdy jest tylko jedno źródło dostaw, nie można mówić o rynku. - Dlatego nie ma czegoś takiego jak rynek w przypadku gazu - mówił Zsolt Hernadi. Przekonywał, że gaz jest najbardziej dokuczliwym w Europie spadkiem po komunizmie. Gazociągi biegną ze wschodu na zachód, nie ma więc mowy o dywersyfikacji dostaw. - Że to poważne niebezpieczeństwo, pokazało zamknięcie dopływu gazu na Ukrainę - mówił prezes MOL-a.

- Powiem coś niezbyt popularnego, ale mamy komfortową sytuację, jeśli chodzi o bezpieczeństwo dostaw do Polski paliw płynnych i ropy naftowej - stwierdził tymczasem Jacek Krawiec, prezes zarządu PKN Orlen. - I nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższych latach to się zmieniło - dodał. Tłumaczył, że ropę możemy sprowadzać zarówno rurociągiem Przyjaźń, jak i przez Naftoport.

- Mamy w Polsce duży stopień niezależności energetycznej, ustępujemy tylko Wielkiej Brytanii i Danii - wtórował mu Tomasz Zadroga, prezes zarządu PGE Polska Grupa Energetyczna SA. - Pytanie jaką cenę przyjdzie nam za to zapłacić - dodał jednak. I tłumaczył, że mamy w Polsce pokłady węgla, które starczą nam na 250-300, a może i więcej lat. Tyle że energetyka oparta na węglu oznacza duże emisje CO2. - Będziemy za to płacić. Unia będzie od nas żądać dużych pieniędzy za te emisje. W kolejnych latach to bardzo obciąży gospodarkę - ostrzegał. - Tymczasem za kilka lat może się okazać, że szkodliwy wpływ człowieka na klimat nie jest tak duży i pozyskiwanie energii znacznie dziś droższymi, ale mniej szkodliwymi dla środowiska metodami, nie ma sensu - dodał.

Tymczasem wicepremier Waldemar Pawlak z przekąsem dziękował dziennikarzom za "dokuczliwość, która niezależnie od tonu komentarzy" przyczyniła się do rozgłosu wokół korzyści ze stosowania żarówek energooszczędnych ("Gazeta" opisywała jak wicepremier zaplanował rozesłanie 50 tys. energooszczędnych żarówek do gmin w całym kraju). - Polska jest jednym z krajów UE zużywających najmniej energii elektrycznej - cieszył się wicepremier Pawlak.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów