W przyszłym roku wydatki na sieć dróg krajowych wzrosną z obecnych 22,7 mld zł do 34,8 mld zł - zapowiada Ministerstwo Finansów w projekcie
budżetu na 2010 r. Ale budżet wyda tylko 3,7 mld zł na utrzymanie dróg i Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). A co z resztą? Pozostałych - bagatela - 31 mld zł ma zdobyć Krajowy Fundusz Drogowy (KFD) działający w rządowym Banku Gospodarstwa Krajowego.
Zmianę finansowania dróg zaczęto wprowadzać już latem, podczas nowelizacji obecnego budżetu. Była rewolucyjna o tyle, że wcześniej większość pieniędzy na budowę dróg pochodziła bezpośrednio z budżetu państwa. Fundusz pełnił funkcję pomocniczą. Dokładał do inwestycji drogowych ok. 2-3 mld zł rocznie zebranych głównie z opłaty paliwowej doliczanej do ceny każdego litra paliwa.
Co się zmieni? Od stycznia KFD będzie obracać dziesięć razy większymi kwotami, na budowę państwowych dróg zaciągając kredyty w bankach, emitując obligacje i otrzymując pieniądze przeznaczone przez UE na drogi w Polsce.
Jest też bardziej wymierna korzyść. Zmiana zasad finansowania dróg znacznie (bo o kilkadziesiąt miliardów złotych) pozwoliła zmniejszyć deficyt budżetu szacowany w 2010 r. na 52,2 mld zł. - Wydatki budżetu byłyby większe, gdyby pozostały w nich wydatki na inwestycje drogowe - potwierdza rzeczniczka Ministerstwa Finansów Magdalena Kobos.
Jakie są
owoce tych zmian, okaże się w najbliższych miesiącach. Jeszcze w 2009 r. Fundusz Drogowy przeznaczy wg znowelizowanego budżetu na inwestycje 14,3 mld zł, w tym 7,86 mld zł ze sprzedaży specjalnych emisji obligacji infrastrukturalnych. Na razie wpłynęło tylko 600 mln zł z obligacji sprzedanych w sierpniu.
Rząd liczy się z tym, że rewolucja w finansowaniu dróg nie pójdzie gładko. W projekcie budżetu na 2010 r. zapisano upoważnienie dla ministra finansów do pożyczenia Funduszowi Drogowemu 8 mld zł z pieniędzy budżetowych. - Na wypadek, gdyby warunki proponowane przez potencjalnych nabywców obligacji na rzecz KFD okazały się niekorzystne - poinformowała "Gazetę" Magdalena Kobos.
Czy dodatkowo Ministerstwo Finansów dostałoby wynagrodzenie od takiej pożyczki na budowę państwowych dróg? Fiskus nie daje jednoznacznej odpowiedzi. "Należy zakładać, że ewentualne pożyczki na rzecz KFD byłyby oprocentowane tak, by ich udzielenie dawało dla budżetu państwa wynik zbliżony do neutralnego. Szczegółowe warunki uzależnione byłby od bieżącej kondycji rynku i budżetu" - stwierdził resort finansów.
Pożyczka na budowę dróg nie zwiększyłaby deficytu budżetu. Dlaczego? Bo to "rozchód" budżetu (pożyczkę trzeba zwrócić), a nie (bezzwrotny) "wydatek". Pieniądze na taką drogową pożyczkę zapisano w
budżecie w pozycji "dodatkowe rozchody", które w 2010 r. mogą wynieść 60 mld zł, czyli cztery razy więcej niż w tym roku.
- Nie rozumiem rządu. Skoro może znaleźć w budżecie 8 mld zł na pożyczki na budowę dróg, to czy nie lepiej byłoby przekazać te pieniądze bezpośrednio z budżetu? To niesłychane, by państwo zarabiało, pożyczając pieniądze na budowę państwowych dróg - powiedział "Gazecie" Adrian Furgalski, ekspert drogownictwa z firmy doradczej TOR. Furgalski krytykuje też pomysł przerzucenia w całości finansowania inwestycji drogowych na KFD. - Zapisanie wydatków na inwestycje drogowe w budżecie państwa dawało pewność, że drogowcy dostaną pieniądze. Teraz nie ma pewności, skąd KFD je zdobędzie. Program budowy dróg krajowych ma tak kolosalne znaczenie, że dziwi mało poważne podejście do kwestii jego finansowania - powiedział Furgalski.
Rząd jeszcze nie wie, ile pieniędzy w przyszłym roku KFD pożyczy w bankach i od rządu, ile zbierze z emisji obligacji, a ile dostanie z UE. "W Ministerstwach Infrastruktury i Finansów trwają intensywne prace nad określeniem ostatecznej wielkości wpływów z poszczególnych pozycji" - poinformował "Gazetę" resort infrastruktury.