Wszystkie placówki na prowincji będą mogły wydawać odpisy aktu urodzenia czy zaświadczenia o niezaleganiu z podatkami. Poczta rozmawia już na ten temat z rządem.
- Jeśli Czech chce uzyskać jakieś zaświadczenie urzędowe, idzie na najbliższą pocztę. Czemu u nas miałoby być inaczej? Zwłaszcza że 40 proc. Polaków mieszka na wsi. Szkoda czasu, by w tym celu jechać do miasta - mówi "Gazecie" Andrzej Polakowski, dyrektor Poczty Polskiej.
Witold Drożdż, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, odpowiedzialny za stworzenie w kraju e-urzędów, przyznaje, że rozmowy z Pocztą są w toku (uczestniczy w nich też Ministerstwo Infrastruktury). O inicjatywie mówi krótko: - Świetny pomysł!
Jak ustaliliśmy, w praktyce wyglądałoby to tak:
- Na każdej poczcie byłoby specjalne okienko do załatwiania urzędowych formalności.
- Klient - petent przychodziłby i mówił, jakiego dokumentu czy zaświadczenia potrzebuje. Pracownik siedzący w "urzędowym" okienku składałby elektronicznie wniosek w odpowiednim urzędzie.
- Już wypełniony dokument ściągałby internetem na pocztę. Potem by go drukował i potwierdzał za zgodność, choć nie wiadomo jeszcze w jaki sposób.
Do całej operacji miałby służyć system informatyczny Poczty (operator niebawem skończy jego budowę, już wydał na to 100 mln zł) połączony z systemem rządowym.
Jakie dokumenty można będzie dostać na poczcie? - Prócz odpisu aktu urodzenia i zaświadczenia o niezaleganiu w urzędzie skarbowym i ZUS również zaświadczenie o niekaralności, wyciąg z rejestru sądowego, a także np. wszystkie dokumenty potrzebne do złożenia pozwolenia na budowę. Przedsiębiorcy będą mogli otrzymać dokumenty potrzebne do założenia działalności gospodarczej - opowiada Wiesław Paluszyński, prezes Trusted Information Consulting, ekspert w dziedzinie e-administracji, który zna projekt Poczty i ocenia go bardzo pozytywnie.
Opłaty za wydanie dokumentu byłyby symboliczne. Według Drożdża w czeskich tzw. CzechPointach jest to kwota zbliżona do opłaty za bilet autobusowy w mieście. W Polsce opłata nie powinna przekraczać ceny przejazdu do najbliższego miasta.
Jaki interes w tym miałaby Poczta
Polska? Utworzenie w swoich placówkach e-urzędów to dla niej sposób na wybrnięcie z nie lada kłopotu. Dziś ma 8,4 tys. placówek w całym kraju. Połowa z nich jest na wsiach i w małych miejscowościach - poszczególne urzędy są od siebie oddalone o średnio 65 km.
Problem w tym, że poczty na terenach mało zurbanizowanych są nierentowne i trzeba do nich dokładać (w ubiegłym roku Poczta miała 220 mln zł deficytu). Stworzenie w nich pocztowych e-urzędów to sposób na dodatkowe przychody.
Alternatywą jest zamknięcie części oddziałów. - Na pewno nie zgodzę się na likwidowanie nierentownych placówek Poczty. Kwestię nowej usługi chcę omówić z prezesem Poczty i przedstawicielami Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na komisji infrastruktury - twierdzi Janusz Piechociński (PSL), wiceszef sejmowej komisji infrastruktury.
Poczta mogłaby też liczyć na dotację na prowadzenie działalności - jakkolwiek by patrzeć - urzędowej.
Bo pocztowe e-urzędy oznaczają spore korzyści dla państwa. Gabinet Donalda Tuska planuje cyfrową rewolucję we wszystkich urzędach administracji państwowej.
Oprócz swej realnej wersji, każdy urząd miałby również swój wirtualny odpowiednik. Tak by wszelkiego rodzaju wnioski urzędowe obywatel mógł składać za pośrednictwem sieci, a więc bez wychodzenia z domu.
Od stycznia każdy z nas powinien mieć możliwość założenia na elektronicznej Platformie Usług Administracji Publicznej (ePUAP) tzw. Zaufanego Profilu - bezpiecznego indywidualnego konta podobnego do takich, jakie zakłada się na serwisach społecznościowych. Takie konto pozwoli nam bez wychodzenia z domu załatwiać większość urzędowych spraw. Wszystko jedno, czy wejdzie się do portalu e-urzędu w Koninie, Nowym Tomyślu, czy Iławie - wniosek i tak trafi do właściwego urzędnika.
Od 2011 r. wszystkie e-urzędy połączone byłyby w jedną sieć z centralną bazą danych, z której urzędnik ściągnie potrzebne mu informacje (właśnie do niej dostęp miałaby Poczta).
Pomysł rządu na papierze wygląda fantastycznie. Problem w tym, że jak twierdzi Wiesław Paluszyński, nawet w najbardziej zaawansowanych technologicznie krajach Europy tylko 20 proc. spraw urzędowych załatwianych jest od początku do końca drogą elektroniczną.
Część osób zwyczajnie nie ma dostępu do internetu (połowa w mieście i dwie trzecie na wsi - dane GUS) albo nie potrafi obsługiwać komputera.
- We wdrażaniu e-administracji nie chodzi o to, by zmuszać ludzi do czegoś wbrew ich woli, ale o to, by ułatwić im życie - tłumaczy Paluszyński.