Biznes Ludzie Pieniądze

Budżet 2010 to gospodarcze placebo

Gronicki, Hausner
10.09.2009 , aktualizacja: 10.09.2009 20:27
A A A Drukuj
Rządząca ekipa uznała, że do wyborów prezydenckich nie należy robić niczego, co osłabiłoby szanse wyborcze Donalda Tuska. Na razie więc zamiast polityki gospodarczej mamy placebo. Obyśmy zdrowi byli, bo samej wiary już chyba nie starczy.
Jerzy Hausner
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Jerzy Hausner
Ogłoszenie przed kilkoma dniami przez ministra finansów, że deficyt budżetu państwa w 2010 r. wyniesie ponad 52 mld zł, dla większości polityków i komentatorów było szokiem. Uważne przeczytanie projektu ustawy budżetowej może jeszcze bardziej bulwersować - w porównywalnych z tegoroczną nowelizacją warunkach deficyt wyniesie 67,5 mld zł. Jak to możliwe, skoro według rządu polska gospodarka przeszła przez kryzys suchą nogą i nadchodzi ożywienie?

Rzeczywiście, polska gospodarka jak dotąd lepiej niż większość europejskich przechodzi światowy kryzys i przyznajemy, że lepiej niż obydwaj sądziliśmy pół roku temu. Wpłynęło na to kilka czynników, przy czym trzem należy przypisać szczególne znaczenie.

Co nas uratowało?

Przedsiębiorczość znów okazała się silną stroną polskiej gospodarki. W okresie wysokiej koniunktury, szczególnie w latach 2007-08, szybko rosły zapasy przedsiębiorstw. Udział przyrostu zapasów w PKB osiągnął odpowiednio 2,9 i 1,9 proc. Teraz nastąpiło ich ograniczenie (o 1,1 proc. PKB w I półroczu). A to oznaczało silne zmniejszenie popytu importowego. W rezultacie odnotowaliśmy w pierwszej połowie roku wyraźną poprawę bilansu handlowego - pojawiła się znacząca nadwyżka eksportu nad importem. Przy tym nadwyżkę tę osiągnęliśmy, kiedy nominalnie wolumen handlu światowego spadł o 30 proc. (rok do roku). Przyczyniło się także do tego bardzo mocne osłabienie złotego na przełomie 2008 i 2009 r., które zwiększyło znacząco opłacalność naszego eksportu i wymusiło dodatkowo ograniczenia po stronie importu, który odpowiednio drożał. Poprawił się bilans handlu zagranicznego w stosunku do I półrocza 2008 r. o 26,2 mld zł (4,1 proc. PKB), ale ta poprawa negatywnie wpłynęła na dochody z VAT-u (szacujemy ubytek na około 4,5 mld zł przy 5 mld zł całego spadku wpływów).

Wzrost gospodarczy w I poł. 2009 r. podtrzymywał także relatywnie wysoki popyt konsumpcyjny. W tym przypadku pozytywnie zadziałało obniżenie stawek podatku dochodowego oraz - już w mniejszym stopniu - składki rentowej. To stymulowało konsumpcję i wytwarzanie towarów i usług, ale też wywołało ujemny efekt dla równowagi finansów publicznych. Popyt na usługi ciągle się utrzymywał na wysokim poziomie w okresie wakacyjnym - znacznie więcej rodaków spędziło wakacje w kraju, bo wyjazd zagranicę stał się wyraźnie droższy z powodu stosunkowo słabego złotego.

Wbrew rządowej retoryce polityka fiskalna była w tym okresie faktycznie ekspansywna. To, co politycznie zapowiedziano z początkiem roku (rządowa weekendowa akcja szukania oszczędności), zaczęło prawnie działać dopiero od sierpnia. Podczas gdy w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2008 r. wydatki budżetu państwa wyniosły 153,6 mld zł, w tym samym okresie 2009 r. wyniosły one aż 175 mld - o 14 proc. więcej. W podobnej skali rosły wydatki w sektorze samorządów. Szacujemy, że w I poł. 2009 r. deficyt sektora finansów publicznych mógł osiągnąć ponad 45 mld zł (czyli ok. 7 proc. PKB).

Wzrost wydatków publicznych generował również wzrost popytu inwestycyjnego, głównie za sprawą coraz silniejszego strumienia środków unijnych. Pobudza to w szczególności budownictwo infrastrukturalne.

Problem w tym, że te czynniki, które decydowały o naszym relatywnym powodzeniu w I półroczu 2009 r., mają charakter przejściowy lub ich dalsze utrzymywanie się nie jest pewne. Przedsiębiorstwa raczej nie będą obniżać zapasów, złoty się umocnił i trudno oczekiwać jego ponownego gwałtownego osłabienia.

Jednocześnie pojawia się sporo znaków zapytania sygnalizujących narastanie kolejnych problemów i zagrożeń.

Gdzie czają się zagrożenia?

•  Zatrudnienie. Tu obraz jest mglisty. Urzędy pracy rejestrują - wciąż niewielki - przyrost bezrobocia. Natomiast z badań GUS (BAEL) wynika, że zatrudnienie rośnie zwłaszcza w sektorze usług.

Wydaje nam się, że można to pogodzić, przyjmując, że znów rośnie szara strefa oraz upowszechnia się niepełny czas pracy. Jedno i drugie będzie powodowało - o ile się te zjawiska pogłębią - utratę dochodów budżetowych i osłabienie popytu konsumpcyjnego.

Problem poważniejszy to kwestia wydajności pracy, dotychczas bardzo silnej strony polskiej gospodarki. W latach 1999-2002 zatrudnienie gwałtownie spadało, ale szybko rosła wydajność pracy. Tym samym rosła konkurencyjność firm - podstawa ich przyszłego eksportowego sukcesu i zasadnicza dźwignia ożywienia gospodarczego.

Teraz jest zdecydowanie inaczej. Firmy raczej starają się utrzymać pracowników, sądząc, że spowolnienie będzie krótkotrwałe. Ale też spada wydajność pracy i ogólnie produktywność. To oznacza osłabienie konkurencyjności przedsiębiorstw i nie wróży dobrze dynamice polskiego eksportu.

Pytanie także, czy uda się utrzymać obecny poziom zatrudnienia w II poł. br. i w 2010 r. Jeśli nie, to będziemy mieli do czynienia z pojawieniem się wewnętrznego impulsu recesyjnego, bo oznacza to dalsze osłabienie popytu konsumpcyjnego.

•  Popyt zewnętrzny. Najistotniejsze dla nas jest to, czy gospodarka krajów strefy euro, a w szczególności niemiecka, weszły już w fazę ożywienia. Wydaje się, że jest to raczej faza stabilizacji na niskim poziomie aktywności gospodarczej. Ponadto dla nas ważny jest wzrost niemieckiego importu, a sygnały dotyczą raczej poprawy po stronie eksportu.

Generalnie sytuacja u naszych głównych partnerów gospodarczych w Europie Zachodniej jest zróżnicowana. W Wielkiej Brytanii obserwujemy lekką poprawę, we Włoszech i na obszarze Beneluxu wciąż pogorszenie. W Ameryce nadal spadek, choć o wyraźnie mniejszej dynamice. Być może III kwartał przyniesie odwrócenie trendu.

W sumie nie ma powodu liczyć na to, że w II poł. 2009 r. czynniki zewnętrzne zaczną już działać na naszą korzyść. Dzisiaj już wyraźnie widać, że dla ożywienia gospodarki światowej kluczowe znaczenie będzie miała Azja. Zanim impuls z Azji dotrze do nas poprzez Amerykę i Europę Zachodnią musi minąć rok, a może i nieco dłużej.

Projekt budżetu zakłada, że w 2009 r. wolumen eksportu zmniejszy się o 8 proc. (w I półroczu zmniejszył się o 14,9 proc., czyli implicite pod koniec roku może już rosnąć), a w 2010 r. wzrośnie o 2,8 proc. Są to założenia dość realistyczne, chociaż mamy bardziej pesymistyczną prognozę dla bieżącego roku.

•  Sytuacja sektora finansów publicznych. Tu znów wróciliśmy do sytuacji alarmowej. Jest paradoksem, że przy relatywnie lepszej niż w innych krajach sytuacji w sferze wytwarzania mamy gorszą sytuację w finansach publicznych. Skala nierównowagi fiskalnej i napięcia budżetowego jest znacznie większa niż nasze wcześniejsze bardzo pesymistyczne oceny. Zadecydowały o tym dwa czynniki: znaczący spadek dochodów budżetowych oraz wciąż wysoki poziom wydatków publicznych, zarówno w sektorze centralnym, jak i w sektorze samorządowym. Przy tym podawane przez Ministerstwo Finansów bieżące dane nie dają pełnego obrazu trudnej sytuacji, który jest retuszowany za sprawą kilku operacji rachunkowych.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów