Kontrolę nad Oplem przejmie od General Motors konsorcjum austriacko - kanadyjskiej firmy Magna i rosyjskiego państwowego banku Sbierbank - ogłosiła kanclerz Niemiec Angela Merkel.
Tego inwestora niemieccy politycy faworyzowali od miesięcy. I obiecali mu 4,5 mld euro pomocy publicznej na dalszy rozwój Opla.
Tyle że Niemcy wcale nie chcą sami wykładać tej góry pieniędzy. Na pomoc dla wybranego przez Berlin inwestora mają się także zrzucić inne państwa Unii Europejskiej, gdzie są fabryki Opla.
Najnowsza europejska fabryka Opla jest w Gliwicach. Zatrudnia 2,5 tys. ludzi i dodatkowo zapewnia pracę 10 tys. osób u kooperantów. Premier Donald Tusk powiedział wczoraj, że usłyszał od kanclerz Angeli Merkel, iż jej intencją nie jest zamykanie gliwickiej fabryki, i że o tym samym zapewniał go premier Rosji Władimir Putin. Szkopuł w tym, że szefowie rządów Niemiec i Rosji nie kupują Opla z własnej kieszeni.
Premier Tusk nie powiedział, ile rząd Niemiec zażąda od polskich podatników za utrzymanie fabryki w Gliwicach. Nie wie tego Ministerstwo Finansów, choć szykuje już budżet na przyszły rok. Nie wie Ministerstwo Gospodarki. Rzecznik premiera jeszcze w czwartek nie potrafił powiedzieć, czy rząd Niemiec konsultował z nami taką pomoc.
A jeśli damy za mało pieniędzy? Wtedy może się okazać, że fabryka w Gliwicach będzie pracować na pół gwizdka i szybko przestanie być bardziej konkurencyjna niż hojnie dotowane zakłady