Godzina 10.15
- Proszę pamiętać: pieniądze są wierzyciela, a zęby nasze. W razie czego proszę uciekać - instruuje mnie komornik Agnieszka Powichrowska z rejonu Warszawa-Praga. Za kwadrans wyjeżdżamy na eksmisję na ul. Środkową. - Policjanci mi mówili, że pani Bożena [imię zmienione], którą mamy eksmitować, "kręci śmigłem". Nie wiem, co to znaczy, zobaczymy na miejscu.
Raz pani komornik musiała schować się za pracownika. To również było podczas eksmisji, bo wtedy emocje są największe.
Mężczyzna groził: - Odsuń się, bo ci przywalę!
Pani komornik na to: - Mogę się odsunąć, ale to nie wpłynie na wykonanie czynności egzekucyjnej.
- Nie ma co działać z pozycji siły, lepiej spokojnie rozmawiać - komentuje dziś. - Eskalacja emocji może spowodować, że nie tylko ja będę miała problem, jak mnie uderzy. Dłużnik też, bo jestem funkcjonariuszem publicznym i za napaść na mnie grozi odpowiedzialność karna.
Ostatnią eksmisję Agnieszka Powichrowska przeprowadzała tydzień wcześniej.
- To było małżeństwo po pięćdziesiątce, oboje z problemem alkoholowym. Wchodzę z policją, a oni siedzą przy stole, palą, piją wódkę i mówią: "Nie wyjdziemy". Wyjaśniam: "Państwa wola nie ma tu nic do rzeczy". Przekonywałam ich pół godziny. W końcu zaczęli mi się zwierzać. Ona podciąga bluzkę do góry, na brzuchu szew po rozcięciu nożem, i mówi: "On mi to zrobił". Na to on podciąga bluzkę, brzuch cały w szwach: "A ona mi tak zrobiła siedem razy".
- Nie boli panią serce, jak pani wyrzuca ludzi z domu?
- Boli, bo to ludzie nieporadni życiowo, z problemami. Ale ja ich nie wyrzucam na bruk! Są eksmitowani do lokalu socjalnego. A cała klatka schodowa mi dziękuje, że skończą się awantury, brud, smród i robactwo.
Komornik dźwignią handlu
Kowbojskie akcje z detektywistycznym przygotowaniem - to specjalność komornika Piotra Teofilaka z rejonu Pułtuska. Wyspecjalizował się w sprawach gospodarczych, zwłaszcza w branży papierniczej. Prowadzi rekordowo mało spraw rocznie - zaledwie 1,3 tys. Ale na duże sumy, rekordowo ściągał od dłużnika 7,5 mln zł. - Wierzyciel podał mi jego numer PESEL, po którym doszedłem, że facet miał kilka spółek, ale miesiąc wcześniej wszystkie aktywa przeniósł do jednej. Zająłem jego udziały w tej spółce wartej 300 mln zł. Żeby nie doszło do licytacji, w trzy miesiące spłacił cały dług - opowiada Teofilak.
10 lat temu praca komornika była prostsza. Kiedy dostawał tzw. tytuł prawny do ściągnięcia długu, szedł do firmy, która zalegała z płatnościami, zajmował największą maszynę i sprzedawał ją na licytacji.
- A dziś większość maszyn jest w leasingu, czyli nie jest własnością firmy. Często jest też zabezpieczeniem kredytu. Mało jest też chętnych na licytacjach, bo bardziej opłaca się leasingować maszyny, niż kupować je za gotówkę - opowiada Teofilak. - To co robię? Mogę zająć surowiec i szukać wierzytelności. Ustalam jak detektyw, kto jest im winien pieniądze, i zajmuję tę płatność. Jak? Np. w drukarni widzę w hali, co drukują: książkę jakiegoś wydawnictwa albo opakowanie kremu jakiejś firmy, albo gazetki reklamowe sieci marketów. I wysyłam do nich dokument zajęcia wierzytelności na rzecz tej drukarni.
Inna akcja: fabryka mebli zalegała dostawcy opakowań na 300 tys. zł. Teofilak dowiedział się, że w fabryce jest gotowy do wywiezienia transport mebli. Wynajął tiry, żeby zająć całą partię.
- Ochrona mnie nie chciała wpuścić - opowiada. - Postawiłem tiry w poprzek drogi, żeby mi towaru nie wywieźli, i czekałem na asystę policji. Jak przyjechali, znalazły się w fabryce pieniądze na zapłacenie wierzycielowi. Bo działanie egzekucyjne nie musi mieć na celu zajęcia czegoś dłużnikowi - to najlepsza dźwignia na dłużnika, żeby zapłacił swoje zobowiązania.
Raz Teofilak musiał wkładać nogę między drzwi. Pojechał do szpitala z prezesem hurtowni farmaceutycznej, której szpital zalegał 200 tys. zł za leki: - Asysty policji się nie doczekałem, bo w mieście powiatowym dyrektor szpitala jest ważniejszą osobą niż komornik, który przyjeżdża z drugiego końca Polski. Pełnomocnik szpitala zbluzgał wierzyciela. A mnie się śmiał w twarz, że nie zapłaci, bo nie ma. Kasa zamknięta, ale widzę, że ktoś chce wyjść, wsadziłem nogę między drzwi i futrynę i w środku znalazłem 30 tys. zł. A co ważniejsze, zobaczyłem szczegół (jaki, to już tajemnica zawodowa), dzięki któremu udało się ustalić konto bankowe. Wcześniej nie chcieli mi podać numeru rachunku. A tak rano pojechałem do banku i zablokowałem im rachunek.
- A serce pana nie boli w takich sytuacjach?
- W sprawach gospodarczych jestem zazwyczaj cyniczny, bo dłużnik nie jest stroną pokrzywdzoną, tylko sprawcą. To wierzyciel ma przez niego problemy.