Analitycy agencji
Fitch zapowiadają, że w 2010 r. nasz
dług publiczny wyniesie 56,3 proc. PKB i jeśli rząd nie zabierze się do naprawy finansów publicznych, to grozić nam może obniżenie ratingu, czyli oceny wiarygodności kredytowej.
- Z opublikowanego wczoraj raportu wynika, że przekroczenie przez dług poziomu 55 proc. jest nieuchronne. Nawet jeśli rządowi uda się "w dużej mierze zrealizować ambitny plan prywatyzacji" - podkreśla Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.
Gdyby tak się stało, konsekwencje byłyby poważne. Prezydent właśnie podpisał nowelizację ustawy o finansach publicznych, która nakazuje, by w kolejnym roku w skrajnych przypadkach
budżet był całkowicie zbilansowany - budżetówka nie dostałaby podwyżek, a waloryzacja rent i emerytur rekompensowałaby tylko wzrost cen, obowiązywałby zakaz udzielania pożyczek i kredytów z budżetu państwa.
Ten alarmistyczny ton Fitch łagodzi, dodając, że taki wzrost długu do PKB nie odbiegałby od skali wzrostów w innych państwach mających rating podobny do Polski.
Polscy analitycy wciąż jednak z większym optymizmem patrzą na rozwój sytuacji. - To mało prawdopodobny scenariusz. Jeśli granica 55 proc. PKB zostałaby przekroczona, spowodowałoby to poważne konsekwencje polityczne i mogłoby przesądzić o przegraniu wyborów. Premier z pewnością traktuje tę sprawę poważnie - uważa Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK. - Dług będzie rósł, ale naszym zdaniem o ustawowy próg ostrożnościowy otrzemy się, nie przekraczając go - prognozuje Łukasz Tarnawa, główny ekonomista banku PKO BP.
Jakub Borowski zwraca uwagę, że agencja ratingowa skupiła się na zależności między niższym wzrostem gospodarczym a relacją długu do PKB. - Tymczasem bardzo istotny jest kurs walutowy. W całym raporcie ani razu nie pada słowo "złoty" - dziwi się.
- Chodzi o to, że jedna czwarta naszego zadłużenia to dług zagraniczny, który przeliczamy na
złote. Z naszych szacunków wynika, że zmiana kursu złotego o 10 gr powoduje zmianę poziomu zadłużenia o 0,3 proc. PKB - wylicza Tarnawa z PKO BP.
Nie wiadomo, jaki kurs przyjął Fitch do wyliczenia naszego długu.
Ekonomista Invest Banku spodziewa się, że w przyszłym roku
złoty będzie się umacniał i za euro będziemy płacić 3,80 zł. - Stanie się tak, bo wśród światowych inwestorów wzrośnie apetyt na ryzyko, a nasza polityka pieniężna będzie bardziej restrykcyjna w drugiej połowie 2010 r. - wyjaśnia.
A im bardziej złoty się umocni, tym zagraniczna część naszego zadłużenia będzie mniej warta w złotówkach i mniej będzie ciążyć w całym rachunku.
Minister finansów będzie z bacznością obserwował, co się dzieje z kursem. I nie pozostanie bezbronny, jeśli pojawi się poważne niebezpieczeństwo przekroczenia owych 55 proc. PKB. - To taka sztuczka kursowa. Będzie on mógł pod koniec roku wymieniać środki unijne i pieniądze z zagranicznych emisji obligacji na rynku zamiast w NBP. W ten sposób sprawi, że w ostatnim dniu roku złoty będzie jeszcze mocniejszy. Do przeliczenia wartości długu zagranicznego używa się właśnie kursu z końca roku - tłumaczy Borowski.
Fitch zwraca też uwagę na wzrost długu publicznego w Czechach i na Węgrzech - do odpowiednio 40 i ponad 80 proc. PKB. - Znaczne pogorszenie sytuacji finansów publicznych w tych krajach może doprowadzić do negatywnych decyzji ratingowych, jeśli kraje te nie przygotują i nie wdrożą wiarygodnych średniookresowych programów konsolidacyjnych - ostrzega David Heslam, dyrektor w departamencie ratingów państw Fitch. - We wszystkich trzech krajach sytuacja polityczna i cykl wyborczy zwiększają ryzyko poluzowania dyscypliny budżetowej - dodaje.
Główny ekonomista PKO BP wyjaśnia intencje agencji: - Fitch nie mówi wprost, że nam rating obniży, tylko oczekuje od rządu poprawy stanu finansów w średniej, kilkuletniej perspektywie. Nasz rząd wolałby się tym zająć dopiero po wyborach w 2011 r.
Agencja Fitch uważa ponadto, że w związku z trudną sytuacją fiskalną przyjęcie przez Polskę wspólnej waluty euro nie stanie się możliwe przed 2013 r.