To znaczy, że w tym roku bank zredukuje zatrudnienie o 13 proc. - To była bardzo trudna decyzja. Wczoraj zarząd odbył ostatnie konsultacje z radą pracowniczą - mówi Monika Nowakowska, rzeczniczka Kredyt Banku. Tłumaczy, że pomimo prowadzonego od roku programu cięcia kosztów nie udało się uniknąć kolejnych redukcji zatrudnienia.
Pierwszą połowę roku bank zakończył z 40,6 mln zł zysku, ale musiał zawiązać blisko 90 mln zł rezerw - głównie z powodu złej spłacalności pożyczek gotówkowych. Ponieważ bank praktycznie przestał udzielać szybkich kredytów nowym klientom, większość pracowników Żagla, sprzedającego kredyty KB, w ostatnich miesiącach zajmowała się windykacją.
Zwalniani pracownicy otrzymają odprawy zgodnie z ustawą o zwolnieniach grupowych - to znaczy, że ich wysokość będzie uzależniona od stażu
pracy i wyniesie co najwyżej 3-krotność miesięcznego
wynagrodzenia. Nowakowska podkreśla, że - oprócz ustawowych opraw - zarząd wyasygnował dodatkowe pieniądze dla osób, które stracą
pracę.
Kredyt Bank jest drugą instytucją finansową, która zwiększyła zaplanowaną na ten rok skalę zwolnień. Podobnie postąpił
Bank BPH - na początku roku zapowiedział zwolnienie 465 osób, a w maju - dalszych 440. W sumie pracę w BPH straci ok. 12 proc. zatrudnionych. Bank podkreśla, że zwolnienia są związane z zaplanowaną na drugą połowę roku fuzją z GE Money Bankiem (ten też zapowiedział zwolnienie 850 pracowników).
Z kolei w Millennium pracę straciło już ponad 600 spośród 7 tys. zatrudnionych. Bank nie zdecydował się na przeprowadzenie zwolnień grupowych, które wymagają powiadomienia urzędu pracy i konsultacji z przedstawicielami pracowników.