Na początku października wybrane przez rząd Niemiec konsorcjum austriacko-kanadyjskiej firmy Magna oraz rosyjskiego państwowego banku Sbierbank chce podpisać z General Motors ostateczną umowę o przejęciu od Amerykanów 55 proc. akcji
Opla i jego brytyjskiej siostrzanej firmy
Vauxhall. Po sfinalizowaniu transakcji zacznie się bolesna restrukturyzacja byłych europejskich fabryk GM skupionych w tym "Nowym Oplu".
Do końca 2011 r. straci pracę prawie 11 tys. z 45,7 tys. zatrudnionych - poinformował we wtorek "Frankfurter Allgemeine Zeitung" ("FAZ"), powołując się na dane firmy powierniczej utworzonej przez rząd Niemiec do nadzoru nad przekazanym przez GM pakietem 65 proc. akcji Opla.
W Polsce pracę ma stracić 437 osób z 3514 zatrudnionych w zakładach Opla. Niemiecki
dziennik nie precyzuje, ile osób straci pracę w fabryce aut Opla w Gliwicach i fabryce silników Diesla w Tychach, nad którą kontrolę GM także przekazał "Nowemu Oplowi".
- Nie mogę tego skomentować, bo nikt nam nie przedstawił żadnych planów wobec naszych zakładów - powiedział "Gazecie" Wojciech Osoś, rzecznik fabryki aut Opla w Gliwicach. W tym roku zatrudnienie w tej fabryce spadło już z 2,7 do 2,5 tys. osób. Większych zwolnień udało się uniknąć, bo pracownicy fabryki w Gliwicach wykonują teraz część prac, które wcześniej powierzano kooperantom.
Według "FAZ" konsorcjum Magna/Sbierbank szykuje też wielkie zwolnienia w Belgii, gdzie po zamknięciu fabryki Opla w Antwerpii pracę straci 2,5 tys. osób. W Hiszpanii pracę ma stracić 2,1 tys. z 6,4 tys. pracowników, bo nowi inwestorzy Opla chcą przenieść część produkcji do niemieckich zakładów w Eisenach. Dzięki temu praktycznie nikt nie straci pracy w tej niemieckiej fabryce, którą GM chciał zatrzymać na dwa lata. Te plany już wywołały masowe demonstracje w Hiszpanii.
W Wlk. Brytanii nowi inwestorzy wstrzymają montaż samochodu dostawczego Vivaro, który Opel produkuje z Renault. Przez dwa lata na Wyspach pracę straci 1,4 tys. z 4,5 tys.
robotników.
Żadnych zwolnień do 2011 r. Magna/Sbierbank nie planują w fabrykach skrzyń biegów i silników w Austrii i na Węgrzech. Te zakłady zostaną nawet wzmocnione, przejmując część produkcji z Niemiec, a tam do 2011 r. pracę straci 4,1 tys. z 24,7 tys. zatrudnionych.
Po tych redukcjach Opel stanie się bardziej "niemiecki". Dziś w Niemczech pracuje 54 proc. wszystkich pracowników Opla. W "Nowym Oplu" ten odsetek wzrośnie do 60 proc.
Ale zwolnienia to początek wyrzeczeń. Ci, którzy zachowają pracę w Oplu, mają się zgodzić na kilka lat ograniczeń zarobków, które w sumie mają dać ok. 300 mln euro rocznie.
Na rozwój Opla rosyjskiemu konsorcjum
Berlin obiecał 4,5 mld euro pomocy. Ale jednocześnie rząd Niemiec chce, by zrzuciły się na to inne państwa UE, które mają fabryki Opla. Jakiej kontrybucji Berlin chce od Polski - dotąd nie ujawniono.