Agencja
Fitch postraszyła, że stan naszych finansów publicznych będzie się pogarszał, tak że relacja długu publicznego do
PKB przekroczy w 2010 r. ustawowy próg ostrożnościowy 55 proc. Rząd musiałby wtedy przygotować
budżet na 2012 r. nawet z zerowym deficytem - podwyżki dla sfery budżetowej byłyby zablokowane, a emeryci i renciści dostaliby waloryzację uwzględniającą jedynie wzrost cen.
- Sytuacja w państwach europejskich jest dużo gorsza niż Polski i jakoś nie ma alarmujących raportów - powiedział we wtorek premier w wywiadzie dla TVN24. - Uważamy, że dane pod koniec roku potwierdzą tę stosunkowo dobrą sytuację gospodarczą Polski - dodał.
Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, również uważają, że scenariusz nakreślony przez Fitch jest zbyt pesymistyczny. Przypominają, że mówiąc o relacji długu do PKB, nie można pominąć kwestii kursu walutowego. - Bo jedna czwarta naszego zadłużenia to dług zagraniczny, który przeliczamy na
złote. Z naszych szacunków wynika, że zmiana kursu złotego o 10 groszy powoduje zmianę poziomu zadłużenia o 0,3 proc. PKB - wyliczył Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.
- Fitch nie zajął się kwestią zmian kursu złotego. Przyjął, że zarówno na koniec tego roku, jak i przyszłego euro będzie kosztować 4,20 zł - podkreśla Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.
Tymczasem analitycy spodziewają się, że w perspektywie roku
złoty będzie się raczej umacniał. Zadecydują o tym głównie dwa czynniki. - Po pierwsze, kapitał międzynarodowy będzie szukał zarobku. Przestanie doceniać bezpieczeństwo. Stopy procentowe u nas dają zarobek, na świecie są zerowe - tłumaczy Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku.
Po drugie, złoty w dłuższej perspektywie będzie zyskiwał na rządowej strategii intensywnej prywatyzacji - przekonuje Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.
Zdaniem Borowskiego realne jest umocnienie złotego do poziomu 3,80 zł za euro, co już sprawiłoby, że próg ostrożnościowy nie zostałby przekroczony. Prognoza Raiffeisen Banku jest jeszcze bardziej optymistyczna - cena euro na koniec tego roku ma wynieść 4,15 zł, a na koniec 2010 r. - tylko 3,50 zł.
Gdyby okazało się, że przekroczenie progu 55 proc. na koniec 2010 r. jest wciąż realne, to rząd zdecyduje się - jak mówią analitycy - wymieniać na rynku środki unijne i te pozyskane z zagranicznych emisji obligacji, zamiast w NBP. W ten sposób dodatkowo umocni złotego.