By przyciągnąć producenta komputerów do Polski, nasz rząd obiecał 216 mln zł w gotówce i zwolnieniach z podatków. Jednak już wypłata pierwszej transzy została wstrzymana przez Komisję Europejską, która chciała sprawdzić, czy takie wsparcie jednej firmy nie naruszy zasad konkurencji na europejskim rynku komputerów. Nieoficjalnie mówiło się, że na tę weryfikację nalegali politycy z Irlandii. W styczniu Dell zadecydował o zamknięciu działającego przez 18 lat zakładu w Limerick. Był to największy pracodawca w regionie,
pracę w samym tylko Dellu straciło 2 tys. osób, a wraz z poddostawcami i spółkami powiązanymi - ponad 10 tys. Montowanie komputerów miało być w większości przeniesione do Polski. Mówiło się wtedy nawet o 400 nowych miejscach
pracy w
Łodzi, choć Dell zastrzegał, że wiele będzie zależeć od sprzedaży komputerów na świecie. Ta spadła i dziś można mówić o zyskaniu przez
Łódź kosztem Irlandii kilkudziesięciu stanowisk pracy.
Weryfikacja Komisji Europejskiej trwała niemal rok. Za przyznaniem pomocy dla łódzkiego inwestora lobbowali w Brukseli politycy, m.in. europoseł Jacek Saryusz-Wolski i minister Cezary Grabarczyk. O Dellu rozmawiał z unijną komisarz Neelie Kroes wicepremier Waldemar Pawlak. Wykorzystał wizytę pani komisarz w stoczni i po raz kolejny poprosił, by nie trzymała dłużej Della w niepewności. Decyzja zapadła w środę, na posiedzeniu komisarzy.
Dell pojawił się w Łodzi w 2007 r. Zatrudnia 1,9 tys. pracowników. W łódzkiej fabryce składa
komputery natychmiast po zamówieniu. Ponad 95 proc. zleceń realizuje w ciągu jednego dnia.