Korzystny dla polski wyrok unijnego sądu pierwszej instancji w Luksemburgu jest gigantycznym zaskoczeniem. Nikt się nie spodziewał, że
Polska wygra ten proces, tym bardziej że argumentację Komisji Europejskiej - niekorzystną dla nas - poparły takie państwa jak np.
Wielka Brytania. Ich przedstawiciele zeznawali przed sądem na niekorzyść Polski.
A jednak unijny sąd uznał, że to argumenty Polski - i Estonii, która razem z nami procesowała się z KE - są przeważające.
Wyrok trybunału, jeżeli się uprawomocni, będzie miał kolosalne, pozytywne znaczenie dla polskiej gospodarki.
Chodzi bowiem o zezwolenia na emisję CO2 będące częścią unijnego systemu ograniczania emisji gazów cieplarnianych.
W 2006 r. Polska, podobnie jak inne kraje Unii Europejskiej, przekazała do Brukseli swój plan podziału emisji (znany formalnie jako Krajowy Plan Rozdziału Uprawnień - KPRU). Przewidywał on, że w latach 2008-12 polskie firmy z pięciu najważniejszych branż (m.in. energetyka, hutnictwo, przemysł chemiczny itp.) będą dostawać rocznie darmowe 284 mln ton CO2.
W 2007 r., w końcówce rządów PiS, Komisja ten plan jednak zakwestionowała - uznała bowiem, że rząd oparł się w swoim KPRU na błędnych założeniach i liczbach. I nakazała obcięcie KPRU do poziomu 208,5 mln ton CO2 rocznie.
Rząd odwołał się od tej decyzji do unijnego trybunału. Potem jednak przyszły wybory i już na nową ekipę PO -PSL spadł obowiązek napisania nowego planu, zgodnego z wytycznymi Komisji (bo do czasu wyroku sądu unijnego wytyczne KE były dla nas obowiązujące).
Rozdzielenie 208,5 mln ton CO2 okazało się strasznie trudne. Minister środowiska Maciej Nowicki musiał stoczyć ciężkie boje, zwłaszcza z elektroenergetyką. A ostatecznie i tak żadna firma nie była zadowolona, każda narzekała, że dostała za mało darmowych uprawnień.
W międzyczasie rządowi prawnicy konsekwentnie przedstawiali polską argumentację przed ETS - bo rząd PO-PSL podtrzymał w całości skargę złożoną jeszcze za czasów poprzedniej ekipy.
W środę okazało się - ku wielkiemu zaskoczeniu ekspertów, którzy nie dawali Polsce wiele szans - że warto było.
- Narzucając w ramach kontroli KPRU limit całkowitej liczby uprawnień podlegających rozdziałowi, Komisja przekroczyła przyznane jej kompetencje - orzekli przed chwilą sędziowie w Luksemburgu.
Sąd podkreślił, że państwom członkowskim przysługuje margines swobody przy wyborze metody, jaką zamierzają się posłużyć przy opracowywaniu KPRU.
"Gdy Komisja decyduje się odrzucić zgłoszony KPRU, nie może ona domagać się pominięcia danych zawartych w KPRU i zastąpienia ich już na wstępie danymi uzyskanymi na podstawie własnej metody oceny. Utrzymując, że na podstawie zasady równego traktowania w celu osiągnięcia zamierzonego przez dyrektywę celu powinna przyjąć i stosować tę samą metodę oceny KPRU dla wszystkich państw członkowskich, Komisja naruszyła margines swobody przyznany państwom członkowskim przez tę dyrektywę" - czytamy w komunikacie sądu.
Nie są jeszcze znane wszystkie konsekwencje tego bezprecedensowego wyroku, ale najprawdopodobniej może on oznaczać, że teraz Polska może powrócić do swojego starego planu (tego, który przewiduje podział uprawnień do 284 mln ton CO2 rocznie). To byłaby niespodziewana, gigantyczna manna z nieba dla polskich firm: licząc po dzisiejszym kursie, dodatkowe uprawnienia, które teraz teoretycznie można by przekazać firmom, są warte nieco ponad 1 mld euro! A przecież trzeba jeszcze uwzględnić nadwyżki z poprzedniego roku, które też będą się należały firmom.
Oczywiście na wieść o tym, że Polska wygrała z Komisją Europejską i będzie mogła dać firmom więcej uprawnień do emisji CO2, rynkowa cena tych papierów gwałtownie spadnie. Trudno więc dziś oszacować, ile ostatecznie zyskają firmy. Ale mowa jest raczej o setkach milionów euro.
Komisja Europejska może się teoretycznie odwołać od wyroku sądu pierwszej instancji, ale - zgodnie z unijnymi traktatami - to odwołanie może już tylko dotyczyć kwestii prawnych (np. procedury wydawania wyroku), a nie jego części merytorycznej.
Komentarz na
blogu Konrada Niklewicza