UOKiK przez kilka miesięcy prześwietlał umowy kredytowe banków i sprawdzał, czy mechanizm ustalania widełek kursowych jest jasno określony. Wnioski Urzędu w pełni potwierdziły zarzuty, które wcześniej stawialiśmy na łamach "Gazety" - widełki kursowe są ustalane i zmieniane w sposób arbitralny, a banki wykorzystywały tę furtkę, żeby przerzucać na klientów dodatkowe, ukryte koszty.
Widać to było wyraźnie w ciągu ostatniego roku - większość banków zwiększyła widełki kursowe o kilka punktów procentowych. - Rekordziści,
Deutsche Bank i DomBank, o 6,61 i 4,68 proc. - mówi Paweł Majtkowski z firmy doradczej Finamo.
Od lipca klienci mogą unikać bankowych marż przy zakupie walut, bo wydana przez Komisję Nadzoru Finansowego rekomendacja SII pozwala przychodzić do okienka z walutą kupioną w kantorze lub w konkurencyjnym banku. Krasnodębska-Tomkiel przyznaje jednak, że część banków ewidentnie stara się zniechęcić klientów do spłacania rat w walucie, wprowadzając wysokie opłaty za podpisanie aneksu do umowy (znacznie wyższe od tych za standardowe aneksy). Najgorsze praktyki stosują Nordea i Kredyt Bank, w których aneks jest tym droższy, im wyższy kredyt (a właśnie przy wysokich kredytach spłata bezpośrednio w walucie najbardziej się opłaca).
Czy można to zmienić? - Wszystko w rękach Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów - mówi szefowa Urzędu. Jeszcze w kwietniu UOKiK skierował do sądu pozew na
Bank Millennium, w którym wskazywał na niejasne zasady ustalania widełek kursowych. Jeśli sąd potwierdzi zarzuty Urzędu, do jego decyzji będzie musiał dostosować się nie tylko Millennium, ale również pozostałe banki. Nie wiadomo, kiedy SOKiK zajmie się widełkami, bo termin rozprawy jeszcze nie został wyznaczony.