- Cieszę się, że coraz więcej wyników gospodarczych jest dobrych. Potwierdza to nasze oczekiwania, że nietrafne okazały się prognozy o nadchodzącej katastrofie - powiedział w środę minister finansów Jacek Rostowski.
Ekonomiści przestrzegają jednak, że te dobre wyniki sprzedaży mają kruche podstawy. Za przeciętną sierpniową pensję można było kupić mniej niż przed rokiem, gdyż szybciej niż
pensje rosły ceny. Jednocześnie zatrudnienie w firmach spada, a wiec łączna pula pieniędzy przeznaczonych na płace też się zmniejsza.
Dlatego ekonomiści są niemal pewni, że wyższa
sprzedaż detaliczna to efekt większych wydatków wakacyjnych. - Przy silnie osłabionym złotym Polacy ograniczyli wyjazdy za granicę, wydali pieniądze w kraju - mówi Piotr Bujak, starszy ekonomista BZ WBK.
A to nie wróży dobrze na przyszłość.
- Wynik sprzedaży jest gorszy od oczekiwań rynkowych. To pokazuje, że odbicie, które miało miejsce w lipcu, raczej nie będzie miało trwałego charakteru i raczej wiązało się z przesunięciem kierunków urlopowych - mówi Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista banku Millennium SA.
Teoria wakacyjna jest tym bardziej prawdopodobna, że sprzedaż napędzają zakupy w sklepach spożywczych i niewyspecjalizowanych. Mniejsze są zakupy samochodów, mebli, sprzętu AGD i RTV - dóbr trwałego użytku. Zdaniem Adama Czerniaka, ekonomisty Invest Banku, Polacy są coraz bardziej skłonni oszczędzać, dostępność kredytów maleje. - Według badań koniunktury konsumenckiej GUS wskaźnik planowanych przez gospodarstwa domowe ważnych zakupów obniżył się w sierpniu do -42,6 pkt z -40,7 pkt w lipcu i jest na jednym z najniższych poziomów w historii - podkreśla Czerniak.
Andrzej Bratkowski, doradca prezesa Polkomtela, spodziewa się, że dynamika sprzedaży w najbliższym czasie zwolni do ok. 3 proc. - Wzrost płac i świadczeń społecznych będzie powoli wygasał. To jeszcze nie katastrofa, ale na poprawę możemy liczyć dopiero za dwa-trzy kwartały. Wszystko zależy od poprawy popytu zagranicznego. Gdy nasze firmy zaczną więcej eksportować i produkować, będą mogły lepiej płacić pracownikom i zatrudniać nowych - tłumaczy Bratkowski.
Na razie jednak firmy zwalniają pracowników. W sierpniu w rejestrach pośredniaków przybyło niemal 13 tys. osób (w ciągu roku przybyło 285 tys. bezrobotnych), jednak stopa
bezrobocia pozostała na lipcowym poziomie 10,8 proc. - W sierpniu pogoda sprzyjała pracom sezonowym w rolnictwie czy budownictwie. Wrzesień pewnie też będzie jeszcze niezły, ale później zobaczymy wyraźny wzrost stopy bezrobocia - uważa Marek Zuber, ekonomista Dexus Partners. - W ciągu trzech kwartałów przybędzie 400 tys. bezrobotnych - wieszczy. Dziś jest ich 1 mln 689 tys. Zdaniem Zubera jeszcze w tym roku stopa bezrobocia przekroczy 12 proc., a w połowie 2010 r. może zbliżyć się do 15 proc.