Biznes Ludzie Pieniądze

Spór o limity inwestycyjne OFE rozstrzygnie Trybunał

Marcin Bojanowski
25.09.2009 , aktualizacja: 25.09.2009 09:49
A A A Drukuj
Szykuje się kolejne starcie Polski z Komisją Europejską. Rząd nie zamierza ustąpić Brukseli, która domaga się zniesienia barier w inwestycjach zagranicznych OFE. Spór rozstrzygnie Europejski Trybunał Sprawiedliwości
Inne kraje, które reformowały swój system emerytalny, mają limity inwestycyjne dla OFE wyższe niż Polska lub nie mają ich wcale
Fot. Bartlomiej Serafinski /AG
Inne kraje, które reformowały swój system emerytalny, mają limity inwestycyjne dla OFE wyższe niż Polska lub nie mają ich wcale
Ile OFE inwestują zagranica
Ile OFE inwestują zagranica
Konflikt między polskim rządem a Komisją Europejską trwa od dwóch lat. Brukseli nie podoba się, że otwarte fundusze emerytalne (OFE) mogą inwestować za granicą jedynie 5 proc. oszczędności przyszłych emerytów. Chciałaby, żeby takich ograniczeń nie było w ogóle.

Na zniesienie limitów nie chce zgodzić się rząd, bo OFE są jednym z największych kupców państwowych obligacji. Boi się, że gdyby zwiększyć limity, fundusze z pieniędzmi uciekną za granicę i nie będzie komu finansować deficytu budżetowego. Wobec środków OFE rząd ma swoje plany.

Ministerstwo Infrastruktury chce, żeby fundusze kupowały obligacje drogowe, z których pieniądze pójdą na budowę autostrad. Z kolei Ministerstwo Skarbu liczy, że OFE pomogą w prywatyzacji państwowych spółek. Rząd boi się też nagłego odpływu środków z warszawskiej giełdy. Na GPW na koniec sierpnia OFE zainwestowały niespełna 30 proc. swoich środków, czyli 46,5 mld zł. Były też jednym z głównych motorów giełdowej hossy, a w czasie kryzysu stały się bezpiecznikiem, dzięki któremu spadki nie były większe. - Wycofanie tych aktywów z naszej giełdy mogłoby być bardzo niebezpieczne dla rozwoju gospodarczego Polski - ostrzegała minister pracy Jolanta Fedak.

To nie przekonuje Brukseli. Według KE limity są sprzeczne z traktatem akcesyjnym i unijną zasadą wolnego przepływu kapitału. Pierwsze sygnały ostrzegawcze wysyłała do Polski już dwa lata temu, ale wtedy nikt się tym nie przejmował. W kwietniu Komisja przeszła od gróźb do czynów i pozwała Polskę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. W lipcu ETS dał nam miesiąc na wyjaśnienia.

Polski rząd zwlekał z odpowiedzią. W gorączkowych pracach nad uzasadnieniem stanowiska brali udział eksperci z ministerstw Finansów oraz Pracy i Polityki Społecznej, Komisji Nadzoru Finansowego i Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Wreszcie rząd poprosił Trybunał o więcej czasu. Nieoficjalnie wiadomo, że resort finansów wahał się, czy utrzymać wcześniejsze zdecydowane stanowisko, czy obiecać ustępstwa. Zwłaszcza że działająca przy ministerstwie Rada Rozwoju Rynku Finansowego zaproponowała zwiększenie limitów. Od przyszłego roku do 10 proc., od 2012 r. do 15 proc., od 2014 r. do 20 proc., a od 2015 r. do 30 proc.

Ostatecznie takie zobowiązanie nie znalazło się w odpowiedzi dla ETS. Według naszych nieoficjalnych informacji nie zgodził się na to minister finansów Jacek Rostowski, który woli, żeby OFE pomogły łatać dziurę budżetową. Rząd ograniczył się do podtrzymania wcześniejszego stanowiska, że OFE jako część systemu emerytalnego nie podlegają unijnym regulacjom, tak jak fundusze komercyjne, które limitów nie mają.

- Nie można nas karać za to, że zreformowaliśmy system emerytalny - mówi Maciej Szpunar, podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, który był odpowiedzialny za przygotowanie odpowiedzi dla Trybunału. Jego zdaniem ograniczenia inwestycyjne są uzasadnione, bo zapewniają stabilność finansową systemu ubezpieczeń społecznych.

Co na to eksperci? - Pozostałe kraje, które reformowały swój system emerytalny, mają limity wyższe niż Polska lub nie mają ich wcale - mówi dr Filip Chybalski, ekspert emerytalny z Politechniki Łódzkiej. W Bułgarii i w Chorwacji jest to 15 proc., na Węgrzech 30 proc., na Słowacji nawet 70 proc. Z kolei Estonia czy Łotwa nie zdecydowały się na żadne ograniczenia. Nawet w Chile, na którym wzorowali się twórcy polskiego systemu, limit jest wyższy niż w Polsce i wynosi 30 proc.

Od lat o zwiększenie limitów apelują same OFE. Chcą, żeby w ciągu kilku lat wzrósł on do np. 20 proc. Jednak dzisiaj nie wykorzystują nawet obecnych limitów. Na koniec sierpnia zainwestowały za granicą zaledwie 1,4 mld zł, czyli zaledwie 0,82 proc. wszystkich środków.

Jeżeli Polska zwiększy limity, Komisja może wycofać sprawę z Trybunału. W przeciwnym wypadku ETS oceni polskie przepisy i jeśli uzna, że faktycznie są niezgodne z unijnymi, nakaże całkowite zniesienie ograniczeń. Gdy rząd nadal będzie upierał się przy swoim, może nałożyć na nasz kraj surową karę finansową. - Jeżeli przegramy, dostosujemy się, ale mam nadzieję, że Trybunał uzna nasze argumenty - mówi Szpunar.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów