- Nie traktujemy wyników głosowania jako porażki, bo Sejm zagłosował jednak za tym rozwiązaniem. Poparli je także nasi koalicjanci z PSL. Decyzja o przesunięciu terminu reformy pokazuje, że w Senacie musimy lepiej tłumaczyć, że warto ją wprowadzić jak najszybciej - powiedziała "Gazecie" Krystyna Skowrońska z PO.
- Na dalszych etapach prac w parlamencie będziemy zabiegali o przywrócenie terminu z projektu rządowego - powiedział nam Szymon Milczanowski, zastępca dyrektora w biurze ministra finansów.
Rząd chciał, żeby nowe przepisy objęły już najbliższe rozliczenie podatkowe. Pracodawcy sporządzaliby więc zeznania roczne PIT swoich pracowników za 2009 r. Ale pracodawcy ostro protestują. Przekonują, że nakładanie w okresie kryzysu na firmy dodatkowych obowiązków i kosztów to zły pomysł. Nie chcą reformy.
Rząd odpowiada, że bardzo pozytywnie o jego pomyśle wypowiedziały się organizacje związkowe, bo nowe przepisy odciążą 5 mln pracowników.
Nieoczekiwanie i dla rządu, i dla pracodawców, a także dla PO Sejm przyjął w piątek wniosek Stanisława Steca z Lewicy, by nowe przepisy objęły dopiero rozliczenie podatkowe za 2010 r., czyli by pracodawcy sporządzali PIT pracowników dopiero na początku 2011 r. - Chodzi o to, by podatnicy i przedsiębiorcy mieli czas na przygotowanie się do nowych obowiązków - tłumaczył nam po głosowaniach Stec.
Jego wniosek poparł koalicyjny PSL. - Nic nie stoi na przeszkodzie, by termin wprowadzenia nowych zasad opóźnić - powiedział przed głosowaniami Krzysztof Borkowski z PSL.
- Poprawka przesuwająca o rok wejście w życie ustawy w niczym nie zmienia naszego krytycznego stanowiska wobec tego pomysłu - skomentował potem Arkadiusz Protas, wiceprezes Business Centre Club.
Ręce zaciera PiS, który jest przeciwny reformie.
Teraz nowe przepisy trafią do Senatu. Ten może jeszcze przywrócić wcześniejszy termin ich obowiązywania, tak żeby obejmowały rozliczenia za 2009 r. Ale wtedy wrócą do Sejmu, i to on ostatecznie przesądzi o terminie reformy. No chyba że na jej drodze stanie później prezydent.
A jakie są plusy i minusy reformy?
Dla podatnika • Plusy. Podatnik nie będzie musiał sam brnąć przez PIT. Nie będzie musiał znać skali podatkowej, limitów ulg, kwot kosztów uzyskania. Nie będzie też musiał odwiedzać urzędu skarbowego. Pracodawca uwzględni mu w rozliczeniu ulgi na
dzieci i internet oraz odpis 1 proc. podatku na OPP. Z podatnika spadnie odpowiedzialność za błędy przy wypełnianiu formularza (ale będzie odpowiadał za nieprawdziwe dane przekazane pracodawcy, np. za zawyżenie liczby dzieci, na które przysługuje mu ulga). Oszczędzi czas i nerwy.
Jeśli: zarabiał u więcej niż jednego pracodawcy, będzie się chciał opodatkować z małżonkiem lub dzieckiem, będzie chciał skorzystać z innych ulg (np. odsetkowej czy za darowizny) - sam rozliczy swój PIT. Będzie tylko musiał o tym powiadomić pracodawcę do 15 stycznia. Nawet jeśli nie powiadomi i pracodawca wypełni za niego PIT, będzie miał nadal możliwość samodzielnego rozliczenia się z fiskusem.
• Minusy. Jeśli skorzysta z pośrednictwa pracodawcy, nie będzie mógł wybrać terminu, w jakim złoży PIT. Dziś jeśli ma nadpłatę w podatku, może złożyć rozliczenie w pierwszych tygodniach okresu rozliczeń, by jak najwcześniej odzyskać pieniądze. Jeśli ma niedopłatę podatku, może zwlekać z wpłatą brakującej kwoty do ostatnich dni rozliczeń.
Dla pracodawcy • Plusy. Dostaną wyższe wynagrodzenie za obsługę podatkową pracowników. Dziś fiskus płaci firmom za odprowadzanie zaliczek na podatek do urzędów skarbowych 0,3 proc. ściągniętej kwoty. Będzie płacił 0,35 proc., a jeśli PIT pracowników zostaną przekazane fiskusowi w formie elektronicznej - 0,4 proc. Łatwo policzyć, że za ściągnięcie 100 zł podatku firma dostanie 35 bądź 40 gr, a przy 1000 zł będzie to 3,5 lub 4 zł.
• Minusy. Pracodawców czeka więcej
pracy przy obsłudze podatkowej pracowników. Nowe formularze niejednokrotnie oznaczać będą konieczność zmiany oprogramowania. Być może w niektórych firmach trzeba będzie do sporządzania PIT przesunąć dodatkowych pracowników. To koszty.
Do przedsiębiorców będzie spływać więcej dokumentów od pracowników. Ci, których będą rozliczali, dostarczą informacje o ulgach, które będą chcieli mieć odliczone w zeznaniach (na dzieci i internet), oraz o organizacjach pożytku publicznego (którym będą chcieli przekazać 1 proc. podatku). Ci, którzy będą chcieli się rozliczać samodzielnie, będą składać pracodawcom specjalne oświadczenia w tej sprawie. Przedsiębiorcy będą je musieli archiwizować. Będą też odpowiadać za błędy rachunkowe w PIT. Co gorsza, część ich pracy pójdzie na marne, bo niektórzy pracownicy potem i tak pewnie rozliczą się samodzielnie.
Dla urzędów skarbowych • Plusy. Powinny się zmniejszyć kolejki w urzędach. W PITh będzie mniej błędów. Część z nich przyjdzie w formie elektronicznej, nie trzeba ich więc będzie „wklepywać” do komputerów. Być może część pracowników będzie więc można przesunąć do innych zadań.
• Minusy. PIT będą się dublować, bo część podatników rozliczonych przez pracodawców i tak złoży je potem samodzielnie. Może być bałagan.