Zakłady Hipolit Cegielski -
Poznań, były zawsze wizytówką Wielkopolski. To z bram Cegielskiego w czerwcu 1956 r.
robotnicy wyszyli na ulice z transparentami "Chcemy chleba". W latach 70. firma była potęgą, zatrudniała nawet 20 tys. ludzi. Po roku 1989 była wciąż największym polskim producentem maszyn i urządzeń dla przemysłu stoczniowego, dawała
pracę ok. 3 tys. ludzi. Teraz Cegielski nie ma zamówień, a zadłużenie liczone jest już w dziesiątkach milionów. Upadek stoczni niemalże rozłożył na łopatki firmę, która żyła głównie z produkcji silników do statków. Zwykle w ciągu roku produkowała co najmniej 20 silników, tymczasem na 2010 r. ma podpisany kontrakt na... jeden.
Latem w Cegielskim wprowadzono płatne przestoje, bo w firmie nie ma roboty. W halach stoją gotowe, ale nieodebrane silniki dla stoczni polskich i niemieckich. Nieliczni pracownicy wykonują głównie prace porządkowe. Od poniedziałku zarząd zacznie wręczać im wypowiedzenia. - Rząd położył tę firmę. Zamiast zmieniać profil produkcji, to nam wciąż kazali robić dla stoczni. A przecież wiadomo było, że prędzej czy później to wszystko padnie - mówią rozgoryczeni robotnicy.
Zwolnienia grupowe obejmą prawie 500 osób spośród 1,4 tys. zatrudnionych w spółce wiodącej (cała grupa HCP zatrudnia ok. 2,7 tys. ludzi). Tymczasem firma nie ma dziś nawet pieniędzy na odprawy, a potrzeba na nie - bagatela - ponad 10 mln zł. - Musimy zwalniać, jeśli chcemy, żeby firma w ogóle przetrwała - twierdzi Jarosław Lazurko, prezes HCP.
Choć Cegielski spełnia warunki, by skorzystać z pomocy państwa w ramach tzw. ustawy antykryzysowej, to nie wiadomo, czy z niej skorzysta. Firma nie zdecyduje się np. na dopłaty do pensji pracowników wysłanych na postojowe. Bo żeby je otrzymać, pracodawca musi się zobowiązać, że w zamian za otrzymaną pomoc nie będzie mógł zwolnić pracownika w okresie pobierania przez niego świadczenia ani bezpośrednio po nim.
Prawdziwego ratunku zarząd HCP upatruje w zatwierdzonym w czwartek przez radę nadzorczą planie restrukturyzacji na lata 2010-12. Zakłada on, że w 2012 r. dojdzie do
prywatyzacji całego Cegielskiego. - Próby prywatyzacji wybranych spółek miały już miejsce. Czas pokazał, że opóźnienie w tych sprawach nie wyszło firmie na dobre - mówi Paweł Chudziński, przewodniczący rady nadzorczej HCP. - Cegielski potrzebuje kapitału, firma musi być sprywatyzowana - dodaje.
Pierwsza pod młotek ma pójść Fabryka Pojazdów Szynowych - już w przyszłym roku. Niegdyś był to jeden z głównych graczy na rynku kolejowym w Polsce. W ostatnich latach fabryka bazowała jednak tylko na modernizacjach i remontach, podczas gdy inni, jak bydgoska Pesa, zdobywali rynek, budując własne nowe pojazdy.
Szansą dla poznańskiej fabryki może być też produkcja nowych urządzeń. Cegielski został wpisany na listę ofsetową i liczy, że dzięki temu zdobędzie nowe technologie. Chce produkować m.in. spalarnie odpadów czy silniki do elektrowni.
Plan restrukturyzacji Cegielskiego musi jeszcze zaakceptować Ministerstwo Skarbu Państwa.