Biznes Ludzie Pieniądze

G20: ambitne cele, żadnych sankcji

Marcin Bosacki
27.09.2009 , aktualizacja: 27.09.2009 11:46
A A A Drukuj
Po raz pierwszy w historii wielkie potęgi oficjalnie zgodziły się, by inne kraje oceniały ich politykę gospodarczą - to najważniejsza decyzja szczytu G-20 w Pittsburghu
Protestujący na szczycie G20
Fot. ERIC THAYER REUTERS
Protestujący na szczycie G20
Na pierwszy rzut oka zakończony w nocy z piątku na sobotę szczyt był skromniejszy i mniej ciekawy niż oczekiwano. Przywódcy 19 państw z najsilniejszymi gospodarkami na świecie oraz Unii Europejskiej rozmawiali ze sobą krótko - i w czwartek, i piątek debaty gospodarcze przysłoniła sesja ONZ oraz nowe wieści o programie atomowym Iranu. Z komunikatu końcowego na wniosek Amerykanów i Brytyjczyków wyrzucono najbardziej kontrowersyjną propozycję Francji - by nałożyć ogólnoświatowy limit premii dla bankowców i menedżerów wielkich firm finansowych (choć zachęcono, by robiły to poszczególne kraje). Nawet demonstracje antyglobalistów były skromniejsze niż przy poprzednich okazjach.

A jednak, jak mówi nawet wiceminister skarbu za George'a Busha Robert Kimmitt. "decyzje tego szczytu są ważne i symbolizują, jak bardzo zmieniło się myślenie" po wybuchu wielkiego kryzysu.

Przywódcy państw z grupy G-20 zgodzili się bowiem w dużo większym stopniu niż dotąd koordynować politykę gospodarczą i przede wszystkim -nawzajem ją sobie oceniać w ramach G-20. By "gospodarczy rozwój świata był bardziej zrównoważony" , poszczególne kraje i grupy państw zgodziły się do zmian strategii ekonomicznej. I tak eksporterzy, zwłaszcza Chiny, Niemcy i Japonia, mają zwiększyć udział konsumpcji wewnętrznej w swym PKB, USA - odwrotnie - mają więcej oszczędzać i zmniejszyć deficyt budżetu, z kolei UE obiecała "reformy strukturalne", które sprawią, że klimat do inwestowania będzie lepszy.

Przywódcy G-20 zgodzili się też, by zwiększyć rezerwy w bankach, choć na wniosek Europejczyków (gdzie banki mają je z reguły mniejsze niż w USA) nie wprowadzono do porozumienia żadnych konkretnych limitów. Stwierdzono też, że w najbliższych miesiącach należy wprowadzić system kontroli najbardziej skomplikowanych instrumentów finansowych, w tym derywatyw.

Szczyt w Pittsburghu zdaniem większości komentatorów przyniósł kolejny krok w przesuwaniu się centrum ekonomicznego świata z Europy i Ameryki Północnej ku wschodzącym rynkom, zwłaszcza Azji. A może nie tyle przesuwania, ile rozszerzania tego centrum, kooptacji wschodzących potęg, głównie azjatyckich. Symboliczne są dwie decyzje. Po pierwsze, że odtąd to G-20, a nie zdominowane przez duet Europa - USA G-8, będzie głównym forum debaty o gospodarce świata. Po drugie, Chiny, Indie, Korea Płd., Brazylia i RPA wywalczyły zwiększenie udziałów dawnego trzeciego świata w Międzynarodowym Fuduszu Walutowym - z 43 proc. do co najmniej 48 przed końcem 2010 roku. Co ciekawe, dokonały tego przy mocnym poparciu USA, i sporym, przynajmniej początkowo, sprzeciwie Europejczyków.

Nawet ci, którzy uważają szczyt w Pittsburghu za udany, podkreślają, jak sobotni "New York Times", że przyniósł on głownie ciekawą i ważną listę obietnic, a nie zobowiązań. Niemcy nie będą więc mogły w praktyce nic zrobić Ameryce czy Japonii, jeśli nie akceptują ich polityki gospodarczej - i vice versa.

- Bez sankcji wymuszających spełnienie obietnic, to porozumienie z Pittsburgha nie znaczy nic - mówił "Wall Street Journal" Peter Morici, ekonomista z Uniwersytetu Marylandzkiego. - Na G-20 państwa będą sobie tylko dyskutować i wydawać oświadczenia. Nie zgadza się z nim jeden z głównych negocjatorów porozumienia z ramienia Indii Montek Singh Ahluwalia: - Cała logika polega na tym, by użyć dyskusji i wzajemnej presji różnych krajów do tego, by osiągnąć konsensus największych potęg światowych w najważniejszych kwestiach gospodarczych.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy