Biznes Ludzie Pieniądze

Bankowcy mogą dalej zarabiać miliony. USA postawiły na swoim

Nina Hałabuz
27.09.2009 , aktualizacja: 27.09.2009 21:31
A A A Drukuj
- Jeśli w Pittsburghu nie będzie zgody w sprawie obcięcia pensji bankowców, wyjadę stamtąd - groził w połowie września prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Nie wyjechał, chociaż przywódcy 20 największych gospodarek świata nie doszli do żadnych konkretnych rozwiązań.
Pittsburgh, policjanci w bocznej uliczce obserwują demonstrację przeciwko szczytowi G20
Fot. CARLOS BARRIA REUTERS
Pittsburgh, policjanci w bocznej uliczce obserwują demonstrację przeciwko szczytowi G20
Wyniki finansowe banków i wynagrodzenia zarządów
Wyniki finansowe banków i wynagrodzenia zarządów
Amerykanie postawili na swoim: nie będzie górnych limitów pensji bankowych menedżerów - tak jak chcieli tego Sarkozy i kanclerz Niemiec Angela Merkel. 20 szefów państw zgodziło się tylko, że pensje bankowców powinny być powiązane z wynikami instytucji, którymi kierują.

To znaczy, że bankowi menedżerowie nadal mogą sobie żyć jak w raju. W ubiegłym roku prezes Citigroup, największego na świecie banku, który przed bankructwem uratowały tylko miliardy podatników, zarobił skromne 38 mln dolarów.

W Europie idących w miliony euro pensji nie uszczuplił nawet światowy kryzys. Stephen Hester, nowy prezes znacjonalizowanego Royal Bank of Scotland, ma w kontrakcie zapewnioną podstawową pensję w wysokości 1,2 mln funtów, czyli blisko 6 mln zł. Rok temu RBS od bankructwa uratowało 20 mld funtów z państwowej kiesy. Bank cały czas nie wyszedł na prostą - w ubiegłym roku stracił kolejne 28 mld funtów.

Z kolei Andy Hornby, do niedawna prezes banku HBOS, zarobił w 2008 r. 1,025 mln funtów, czyli ponad 4,7 mln zł.

Apetyty szefów zachodnich banków dawno wymknęły się spod jakiejkolwiek kontroli. Amerykanin Eric Daniels, prezes Lloyd's TSB, dostawał co roku 33 tys. funtów (ponad 150 tys. zł) na to, żeby opłacić szkołę dla syna. Na mieszkanie Danielsów Lloyd's wydawał rocznie 100 tys. funtów. Z kolei Adam Applegarth, były szef Northern Rock (pierwszego brytyjskiego banku, który jeszcze w 2007 r. został znacjonalizowany, bo mało co nie przewrócił się pod ciężarem zbyt rozrzutnie udzielanych kredytów hipotecznych), miał specjalnego pracownika, który w garażu pilnował, by nikt nie przechodził obok jego nowego Astona Martina.

Szefowie polskich banków też nie mogą narzekać na swoje zarobki. Najlepiej wynagradzanym prezesem w Polsce jest Józef Wancer z BPH, który zarobił w zeszłym roku ok. 5,7 mln zł. Prawie 6 mln zł wypłacił włoski UniCredit wiceprezesowi Banku Pekao Luigiemu Lovaglio. Co ciekawe, prezes banku Jan Krzysztof Bielecki zarabia mniej - 4,5 mln zł. Nie narzeka też Jarosław Augustyniak, szef małego Noble Banku. Wrocławski biznesmen Leszek Czarnecki, właściciel grupy Noble, wypłacił mu 3,5-milionową pensję. Prezesi polskich banków zarabiają więcej niż szefowie Europejskiego Banku Centralnego (Jean-Claude Trichet zarobił niecałe 352 tys. euro, równowartość 1,6 mln zł) i amerykańskiego Banku Rezerw Federalnych (pensja Bena Bernankee w ubiegłym roku wyniosła 196 tys. dol., czyli niespełna 0,5 mln zł.

Tylko że ubiegły rok był dla polskich banków rekordowy - w sumie cały sektor zarobił blisko 11,5 mld zł. Ten rok będzie zdecydowanie słabszy - w ciągu pierwszych sześciu miesięcy zyski spadły o połowę. Niektóre banki - np. Millennium, BRE i Kredyt Bank - zarobiły zaledwie ułamek z tego, co w ubiegłym roku, a BPH i Fortis Bank zakończyły półrocze na sporym minusie.

Czy ich szefowie odczuli to na własnej kieszeni? Na pewno nie można tego powiedzieć o zarządzających Bankiem BPH, bo pomimo 85 mln zł straty i masowych zwolnień (pracę w banku w tym roku straci blisko 1000 osób), zarząd dostanie więcej pieniędzy niż po pierwszej połowie 2008 r. I to dużo więcej: rok temu za pierwszych sześć miesięcy pracy bank zapłacił zarządowi 5,1 mln zł, a w tym - aż 12 mln zł!

BPH to wyjątek, bo większość prezesów banków notowanych na warszawskim parkiecie zarabia mniej niż w zeszłym roku. Zarząd Millennium, na którego czele stoi Bogusław Kott, zamiast 13,4 mln zł, które zarobił w pierwszej połowie ubiegłego roku, dostanie 7,5 mln zł. Z perspektywy banku to naprawdę sporo, bo przez sześć miesięcy udało mu się zarobić zaledwie 21 mln zł (w międzyczasie zwalniając blisko 700 osób).

Na konta szefów Kredyt Banku wpłynęło więcej pieniędzy, niż zarobił sam bank. Do czerwca wypracował 4 mln zł zysku, a zarządowi wypłacił 4,9 mln zł (blisko połowę mniej niż w pierwszej połowie ubiegłego roku). To jednak niewielki ból w porównaniu z tym, jaki odczuwają pracownicy: w KB pracę straci 750 osób.

- Rzeczywistą wartość podejmowanych przez zarządy decyzji można ocenić dopiero po kilku latach. Na przykład jakość portfela kredytowego można ocenić dopiero po ok. pięciu latach, bo dopiero wtedy widać, ilu klientów rzeczywiście obsługuje zaciągnięte pożyczki. Dlatego pensje zarządu powinny być powiązane z długofalowymi wynikami finansowymi banków - mówi Adam Płociński, szef pionu międzysektorowego w Komisji Nadzoru Finansowego.





Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów