Światowa gospodarka, która teraz bardziej niż kiedykolwiek przypomina zespół naczyń połączonych, wymaga podejmowania wspólnych decyzji i pełnej koordynacji działań między poszczególnymi krajami - taki wniosek płynie ze szczytu państw G20. - Jeśli nie będzie współpracy wśród największych krajów świata, czeka nas era spowolnienia i słabego
wzrostu gospodarczego - przewiduje Edwin Truman z Peterson Institute for International Economics w Waszyngtonie.
Aby wyjść z kryzysu, państwa potrzebują siebie nawzajem. I tak głównym celem
gospodarki USA jest zmniejszenie zależności od Chin i zagranicznego kapitału kredytującego amerykańskich konsumentów. - Nie możemy pozwolić na to, aby
USA stały się zakładnikiem polityki innych krajów - powiedział Lawrence Summers, szef działającej przy prezydencie Obamie Narodowej Rady Ekonomicznej.
Wiele uwagi w czasie szczytu poświęcono właśnie Chinom - Amerykanie zapowiedzieli, że będą się starali przekonać Chińczyków, iż w ich interesie jest zmniejszenie
eksportu towarów i skierowanie ich na własny rynek w celu pobudzenia konsumpcji. Ma to związek z tym, że w czasie kryzysu Amerykanie coraz więcej oszczędzają, a coraz mniej wydają i, jak się zdaje, w najbliższych latach konsumpcja utrzyma się na zbliżonym poziomie.
Jednym z głównych tematów G20 była też rola Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który w ocenie uczestników spotkania ma pełnić funkcję nadzorcy oceniającego wspólne wysiłki państw grupy. Na temat przyszłej roli
MFW w tym tygodniu będą się toczyły dyskusje w czasie dorocznego spotkania polityków z całego świata z przedstawicielami MFW i Banku Światowego, które odbędzie się w Stambule.