- Widać ożywienie w globalnej gospodarce, ale na razie głównie opiera się ono na poprawie nastrojów. Teraz musimy zobaczyć odbicie w realnej gospodarce - mówił na konferencji w
Warszawie Stuart Green, główny ekonomista HSBC.
- Zajmie całe lata, zanim zdołamy powrócić do poziomu handlu zagranicznego sprzed kryzysu - dodał Marko Nindl, specjalista ds. finansowania handlu z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Niedawno szef Światowej Organizacji Handlu Pascal Lamy powiedział, że w tym roku handel międzynarodowy skurczy się o 10 proc.
Według Stuarta Greena odbicie gospodarcze na świecie powinno się opierać na odbudowie produkcji przemysłowej oraz poprawie sytuacji na amerykańskim rynku
nieruchomości. - Widać już lekką poprawę, ale pamiętajmy, że zaczynamy z bardzo niskiego poziomu - mówi Green.
Ekonomiści już od pewnego czasu prezentują coraz lepsze prognozy gospodarcze dla świata. W swoich najnowszych wyliczeniach dla Europy analitycy HSBC przewidują spadek PKB strefy euro o 3,9 proc. w tym roku i wzrost o 0,7 i 1,2 proc. odpowiednio w 2010 r. i 2011 r. Wcześniejsze szacunki mówiły o spadku PKB o 4,3 proc. w tym roku i wzroście zaledwie o 0,1 proc. w przyszłym.
Polska gospodarka ich zdaniem w latach 2009-11 będzie się rozwijała w tempie odpowiednio 1,2 i 3,4 proc.
W niektórych krajach, np. Niemczech, ze względu na efekty bazy HSBC przewiduje w 2011 r. niższy wzrost PKB (o 1,2 proc.) niż w 2010 r. (o 1,4 proc.).
- Ciągle jest jeszcze dużo za wcześnie, by
banki centralne na świecie zaczęły się wycofywać z wspierania wzrostu gospodarczego - uważa Stuart Green. - Ale oczywiście wysoki poziom płynności czy niskie stopy procentowe nie są do utrzymania w dłuższym terminie - dodaje. Jego zdaniem potrzeba około 1-2 kwartałów silnego wzrostu PKB, by banki zmieniły swoją politykę. - Na razie groźbę wybuchu inflacji ogranicza spadek cen surowców w stosunku do poziomu z 2008 r. - mówi ekonomista.
Wielu analityków sądzi, że
Chiny mogą być liderem wyciągającym za sobą inne kraje z kryzysu. - Spodziewamy się silnego wzrostu gospodarczego w tym kraju - uważa Green. - Ale musimy być pragmatyczni. Konsumpcja w Chinach to tylko jedna szósta wydatków amerykańskich konsumentów. Jej wzrost w Chinach nie jest w stanie zrekompensować spadku wydatków w krajach rozwiniętych - dodaje.
A jego zdaniem ograniczeniem dla zwiększania wydatków w kolejnych kwartałach będzie ciągle wysokie bezrobocie i rosnące długi publiczne.