Po lipcowej nowelizacji
budżetu na budowę i utrzymanie dróg krajowych w br. rząd przeznaczył 22,7 mld zł. Ale jest coraz bardziej wątpliwe, czy Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad będzie miała pieniądze na te wydatki.
Do końca sierpnia wartość robót wykonanych dla GDDKiA wynosiła 10,5 mld zł, w tym prawie 2 mld zł rachunków, które trzeba zapłacić do października - dowiedzieliśmy się w Dyrekcji. Ale już teraz widać, że mogą być problemy z uregulowaniem rachunków.
Bezpośrednio z budżetu GDDKiA miała dostać w br. 7,8 mld zł. Te pieniądze - mniej więcej w połowie na płace i bieżące utrzymanie dróg - już się kończą. Do 29 września z budżetowych pieniędzy Dyrekcja dostała 7 mld zł - poinformowało "Gazetę" Ministerstwo Infrastruktury. Natomiast w Ministerstwie Finansów dowiedzieliśmy się, że do końca zeszłego tygodnia resort infrastruktury dostał już 82,3 proc. (czyli 8,72 mld zł) wszystkich pieniędzy z budżetu. Te pieniądze idą nie tylko na administrację drogową, ale także kolejową, lotniczą, morską.
Dodatkowo na inwestycje drogowe GDDKiA miała w tym roku dostać 14,3 mld zł z Krajowego Funduszu Drogowego (KFD), który działa w rządowym Banku Gospodarstwa Krajowego. Fundusz zbiera pieniądze z opłaty paliwowej doliczanej do ceny detalicznej każdego litra paliwa na stacji, a obecnie ma również gromadzić pieniądze na inwestycje drogowe, zaciągając kredyty i emitując na wielką skalę specjalne obligacje infrastrukturalne.
Do końca zeszłego tygodnia na inwestycje drogowe KFD przekazał 2 mld 811 mln zł i miał na koncie 804 mln zł - poinformował nas rzeczniczka BGK Ewa Balicka-Sawiak.
W sumie to 3,6 mld zł - cztery i pół razy mniej niż Fundusz ma zebrać do końca roku. A jeśli dodać te 3,6 mld zł z KFD i grubo poniżej 7 mld zł z budżetu na inwestycje GDDKiA, to wychodzi mniej niż 10,5 mld zł, które drogowa dyrekcja potrzebowała tylko na zapłatę rachunków wystawionych do końca sierpnia.
Jeszcze trudniej może być w przyszłym roku, bo rząd postanowił, że od 2010 r. pieniądze na inwestycje drogowe będzie wykładać tylko KFD. W przyszłym roku Fundusz ma na to zebrać aż 31 mld zł. Przerzucając te wydatki poza budżet, rząd radykalnie zmniejszył
deficyt budżetowy. A jeśli ten plan spali na panewce? Rząd - na wszelki wypadek - umieścił w
budżecie zapis, że Minister Finansów będzie mógł pożyczyć KFD do 8 mld zł. Ale te pieniądze trzeba zwrócić.
Dodatkowych pieniędzy dla KFD rząd szuka też w kieszeni kierowców. Od przyszłego roku Ministerstwo Infrastruktury chce podnieść opłatę paliwową od oleju napędowego, co podniesie o ok. 14 groszy za litr cenę detaliczną tego paliwa i zwiększy dochody KFD o 1,5 mld zł rocznie - zapowiedział resort infrastruktury. Wzrost opłaty paliwowej ma zastąpić podwyżkę akcyzy od tego paliwa, do której zobowiązała nas UE. A wzrost tej opłaty zwiększy też kwotę podatku VAT w cenie detalicznej oleju napędowego.
Ten plan jest zaskakujący, bo w lutym w nowelizacji ustawy o autostradach płatnych Ministerstwo Infrastruktury proponowało podnieść opłatę paliwową od wszystkich rodzajów paliwa - ale tylko o 1 grosz za litr, licząc z podatkiem VAT. W projekcie złożonym do Sejmu po konsultacjach rządowych zrezygnowano z tego. Dlaczego? - Bo projekt skierowano do prac w Sejmie w trybie pilnym, a konstytucja nie zezwala w pilnym trybie rozpatrywać ustaw podatkowych - tłumaczy Ministerstwo Infrastruktury.
Podwyżka cen oleju napędowego to wyższe koszty dla całej gospodarki, bo to główne paliwo dla transportu, maszyn budowlanych i rolniczych. Ewentualny impuls inflacyjny po podwyżce opłaty od oleju napędowego, a także wywołany tym wzrost dochodów fiskusa z podatku VAT zostały uwzględnione w projekcie budżetu - zapewnia rzecznik Ministerstwa Finansów Magdalena Kobos.