NBP: W przyszłym roku dług Polski przekroczy 55 proc. PKB
Agata Nowakowska, Patrycja Maciejewicz
2009-09-29, ostatnia aktualizacja 2009-09-29 20:55
Rząd uspokaja: Budżet jest bezpieczny, a dług pod kontrolą. Tymczasem NBP bije na alarm: W przyszłym roku dług Polski przekroczy 55 proc. PKB. To oznacza, że w 2012 r. nie byłoby podwyżek w budżetówce, a emerytury i renty wzrosłyby zaledwie o inflację. W skrajnym przypadku rząd będzie musiał przygotować budżet bez deficytu. To oznacza ostre cięcia wydatków i podnoszenie podatków.
ZOBACZ TAKŻE
- Erste: W 2010 PKB Polski wzrośnie o 2,6 proc. (14-10-09, 20:04)
- OECD: Wzrost gospodarczy w Polsce w 2010 r. - 2,5 proc. (19-11-09, 13:01)
- Boni: PKB może być wyższy niż 1 proc. (20-10-09, 09:43)
- Inflacja zjada wzrost płac, miejsca pracy wciąż są redukowane (16-10-09, 20:28)
- Zmieni się prezydent, będzie reforma finansów (16-10-09, 20:29)
- EBOiR: Polska gospodarka w 2010 r. urośnie o 1,8 proc. (15-10-09, 20:20)
- GUS: Żywność tanieje, inflacja spada (14-10-09, 14:17)
- Skrzypek o nowej projekcji inflacji i PKB (09-10-09, 18:09)
- "PB" - Balcerowicz ostrzega przed rosnącym długiem publicznym (09-10-09, 08:31)
- Firmy zarobią na przebudowie biur Narodowego Banku Polskiego (01-10-09, 13:24)
- Ministerstwo Finansów: Wrześniowa inflacja spadła do 3,5 proc. (01-10-09, 10:25)
- Niebezpieczna gra rządu z długiem (30-09-09, 20:22)
- Moody's: Relacja długu do PKB w 2010 r. przekroczy 57 proc. (30-09-09, 11:56)
- Rząd przyjmie dziś projekt budżetu z 52,2 mld zł deficytu (29-09-09, 09:55)
- Prywatyzacja - tor przeszkód (15-09-09, 12:00)
- Tusk sięga po pieniądze emerytów, by łatać dziurę budżetową (09-09-09, 02:00)
- 2010 według MF: 52 mld deficytu, euro po 4,08 złotego (08-09-09, 01:00)
- Rząd płaci za swoją bierność (07-09-09, 01:00)
- Jak wyjść z tej dziury (07-09-09, 01:00)
- Pieniądze z NBP uratują przyszłoroczny budżet? (06-09-09, 20:42)
- Polskie toalety są dobrze przygotowane do Euro 2012 (27-10-09, 20:47)
- Sławiński z RPP: W 2010 wzrost PKB przekroczy 2 proc. (15-10-09, 17:57)
Rząd przyjął wczoraj projekt budżetu na 2010 r. z 249 mld zł dochodów i ponad 301 mld zł wydatków. Zabraknie nam w budżecie 52,2 mld zł, które rząd będzie musiał pożyczyć.
Zła wiadomość dla nas wszystkich jest taka, że rząd zamierza łatać dziurę w budżecie FUS (wypłaca nam renty i emerytury) pieniędzmi z Funduszu Rezerwy Demograficznej. A to miała być polisa ubezpieczeniowa gwarantująca w przyszłości wypłatę emerytur dzisiejszym 40-latkom.
Polskie społeczeństwo się starzeje, po 2020 r. na wypłatę emerytur może brakować ponad 46 mld zł rocznie, a w 2025 - nawet 63 mld zł. Dlatego utworzono Fundusz, który miał zebrać do tej pory 20 mld zł, udało się zgromadzić zaledwie 7,5 mld zł. I właśnie po te pieniądze sięga teraz rząd!
- Weźmiemy te pieniądze na wypłatę bieżących rent i emerytur, ale dzięki nowej ustawie Fundusz będzie teraz rósł znacznie szybciej. Trafi do niego znacznie więcej środków z prywatyzacji (40 proc.), na koniec 2010 r. będzie miał dodatkowe 4 mld zł na koncie - tłumaczył wczoraj minister finansów Jacek Rostowski.
Gdy "Gazeta" napisała o skoku na FRD, minister Michał Boni twierdził, że "nie ma na razie takiej decyzji, w ustawie budżetowej zapisaliśmy tylko taką możliwość".
Deficyt sektora
Premier Donald Tusk zapewniał, że to budżet "bezpieczny", jeśli chodzi o wysokość deficytu i poziom długu. - Deficyt całego sektora finansów publicznych rośnie raptem o kilkanaście miliardów - bagatelizował Rostowski.
Skok jest niewielki, bo minister Rostowski wiele zrobił, by w tym roku poukrywać deficyt po kątach - wpisał unijne zaliczki do dochodów, nie uwzględnił pożyczek, które zaciągają FUS i Krajowy Fundusz Drogowy.
Według NBP w tym roku deficyt całego sektora finansów publicznych wyniesie 5,9 proc. PKB, a w przyszłym 7 proc. Podobne są prognozy Komisji Europejskiej - odpowiednio 6,6 i 7,3 proc. PKB.
- Nie mamy większych zastrzeżeń do prognoz Komisji czy NBP - mówił wczoraj minister Rostowski. Choć jeszcze w czerwcu upierał się, że deficyt sektora w tym roku maksymalnie wyniesie 4,6 proc. PKB!
Dług nasz ogromny
Według przyjętej wczoraj "Strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2010-12" w przyszłym roku dług przekroczy 50 proc. PKB.
- Zgodnie z ustawą o finansach publicznych przekroczenie progu 50 proc. w 2010 r. oznaczać będzie konieczność przyjęcia w ustawie budżetowej na 2012 r. relacji deficytu budżetowego do dochodów nie wyższej niż założona w budżecie na 2011 r. - poinformowano w komunikacie po obradach rządu.
Według MF "w latach 2010-12 relacja długu do PKB będzie utrzymywać się blisko progu 55 proc. (54,5-54,8 proc.)".
Minister Rostowski nie ukrywa, że to, czy uda się nam uniknąć przekroczenia przez dług w przyszłym roku 55 proc. PKB, zależy głównie od tego, czy uda się osiągnąć 25 mld zł przychodów z prywatyzacji.
Gdyby ta sztuka się nie udała, zostaniemy poddani terapii szokowej. Zgodnie z ustawą o finansach publicznych rząd będzie musiał już w 2012 r. przygotować budżet bez żadnych podwyżek płac oraz emerytur, a nawet w ogóle bez deficytu. W jednym roku trzeba byłoby znaleźć 50 mld zł z nowych podatków lub ograniczeń w wydatkach.
Czy 25 mld zł z prywatyzacji jest realne? Minister skarbu Aleksander Grad planuje sprzedaż m.in.: gdańskiej Energi, zakładów chemicznych w Policach i Puławach, BGŻ (32 proc.), Lotosu (10 proc.), Tauronu (10 proc.), części udziałów w KGHM, Orlenie, PGE oraz resztówki w TP SA.
Rządowego optymizmu nie podziela Narodowy Bank Polski, który w dniu przyjęcia budżetu zaprezentował raport "Polska wobec światowego kryzysu gospodarczego". Według NBP szykują się nam prawdziwe kłopoty:
- w 2010 roku dług przekroczy 55 proc. i zbliży się do 60 proc. PKB,
- rok później dług może przekroczyć 60 proc. PKB, a konstytucja zakazuje zadłużania się powyżej tego poziomu.
Zła wiadomość dla nas wszystkich jest taka, że rząd zamierza łatać dziurę w budżecie FUS (wypłaca nam renty i emerytury) pieniędzmi z Funduszu Rezerwy Demograficznej. A to miała być polisa ubezpieczeniowa gwarantująca w przyszłości wypłatę emerytur dzisiejszym 40-latkom.
Polskie społeczeństwo się starzeje, po 2020 r. na wypłatę emerytur może brakować ponad 46 mld zł rocznie, a w 2025 - nawet 63 mld zł. Dlatego utworzono Fundusz, który miał zebrać do tej pory 20 mld zł, udało się zgromadzić zaledwie 7,5 mld zł. I właśnie po te pieniądze sięga teraz rząd!
- Weźmiemy te pieniądze na wypłatę bieżących rent i emerytur, ale dzięki nowej ustawie Fundusz będzie teraz rósł znacznie szybciej. Trafi do niego znacznie więcej środków z prywatyzacji (40 proc.), na koniec 2010 r. będzie miał dodatkowe 4 mld zł na koncie - tłumaczył wczoraj minister finansów Jacek Rostowski.
Gdy "Gazeta" napisała o skoku na FRD, minister Michał Boni twierdził, że "nie ma na razie takiej decyzji, w ustawie budżetowej zapisaliśmy tylko taką możliwość".
Deficyt sektora
Premier Donald Tusk zapewniał, że to budżet "bezpieczny", jeśli chodzi o wysokość deficytu i poziom długu. - Deficyt całego sektora finansów publicznych rośnie raptem o kilkanaście miliardów - bagatelizował Rostowski.
Skok jest niewielki, bo minister Rostowski wiele zrobił, by w tym roku poukrywać deficyt po kątach - wpisał unijne zaliczki do dochodów, nie uwzględnił pożyczek, które zaciągają FUS i Krajowy Fundusz Drogowy.
Według NBP w tym roku deficyt całego sektora finansów publicznych wyniesie 5,9 proc. PKB, a w przyszłym 7 proc. Podobne są prognozy Komisji Europejskiej - odpowiednio 6,6 i 7,3 proc. PKB.
- Nie mamy większych zastrzeżeń do prognoz Komisji czy NBP - mówił wczoraj minister Rostowski. Choć jeszcze w czerwcu upierał się, że deficyt sektora w tym roku maksymalnie wyniesie 4,6 proc. PKB!
Dług nasz ogromny
Według przyjętej wczoraj "Strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2010-12" w przyszłym roku dług przekroczy 50 proc. PKB.
- Zgodnie z ustawą o finansach publicznych przekroczenie progu 50 proc. w 2010 r. oznaczać będzie konieczność przyjęcia w ustawie budżetowej na 2012 r. relacji deficytu budżetowego do dochodów nie wyższej niż założona w budżecie na 2011 r. - poinformowano w komunikacie po obradach rządu.
Według MF "w latach 2010-12 relacja długu do PKB będzie utrzymywać się blisko progu 55 proc. (54,5-54,8 proc.)".
Minister Rostowski nie ukrywa, że to, czy uda się nam uniknąć przekroczenia przez dług w przyszłym roku 55 proc. PKB, zależy głównie od tego, czy uda się osiągnąć 25 mld zł przychodów z prywatyzacji.
Gdyby ta sztuka się nie udała, zostaniemy poddani terapii szokowej. Zgodnie z ustawą o finansach publicznych rząd będzie musiał już w 2012 r. przygotować budżet bez żadnych podwyżek płac oraz emerytur, a nawet w ogóle bez deficytu. W jednym roku trzeba byłoby znaleźć 50 mld zł z nowych podatków lub ograniczeń w wydatkach.
Czy 25 mld zł z prywatyzacji jest realne? Minister skarbu Aleksander Grad planuje sprzedaż m.in.: gdańskiej Energi, zakładów chemicznych w Policach i Puławach, BGŻ (32 proc.), Lotosu (10 proc.), Tauronu (10 proc.), części udziałów w KGHM, Orlenie, PGE oraz resztówki w TP SA.
Rządowego optymizmu nie podziela Narodowy Bank Polski, który w dniu przyjęcia budżetu zaprezentował raport "Polska wobec światowego kryzysu gospodarczego". Według NBP szykują się nam prawdziwe kłopoty:
- w 2010 roku dług przekroczy 55 proc. i zbliży się do 60 proc. PKB,
- rok później dług może przekroczyć 60 proc. PKB, a konstytucja zakazuje zadłużania się powyżej tego poziomu.
Ekonomiści uważają, że rząd stanie na głowie, by ustawowych granic nie przekroczyć - oprócz intensywnej prywatyzacji będzie mógł próbować wpływać na kurs złotego, by dzięki umocnieniu naszej waluty zadłużenie zagraniczne miało mniejszy udział w długu. - Stawka jest wysoka, bo chodzi o to, czy trzeba będzie zacieśniać politykę fiskalną w roku wyborczym. Co prawda jeśli 55 proc. zostanie przekroczone w 2010 r., to zmiany będą musiały wejść w życie w 2012, ale to w 2011 trzeba będzie ich dokonać, politycznie uzasadnić i przygotować budżet z tymi cięciami - tłumaczy Piotr Kalisz z Citi Handlowego cytowany przez agencję Reuters.
Bazowy scenariusz opracowany przez NBP zakłada, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 5,9 proc. w tym roku i ponad 7 proc. w przyszłym. Jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, to w III kwartale będziemy mieć dołek i od tego momentu PKB zacznie przyspieszać, by w 2010 r. wzrosnąć o 2 proc.
Bank centralny przestrzega jednak, że może być gorzej, jeśli światowa gospodarka na dłużej pogrąży się w recesji. Wtedy grozi nam fala upadłości firm i głęboka restrukturyzacja zatrudnienia jak w latach 2001-03. Dług wystrzeli, złoty się osłabi, oceny wiarygodności Polski zostaną obniżone. W skrajnym przypadku może pojawić się ryzyko kryzysu finansów publicznych i trudności z finansowaniem zobowiązań sektora publicznego - czytamy w raporcie.
Jak się przed tym uchronić? NBP zaleca rozwiązania znane ekonomistom od lat - ograniczanie wydatków (w tym transfery społeczne i wynagrodzenia w sektorze publicznym), obniżenie klina podatkowego, podnoszenie wieku emerytalnego i zrównanie pod tym względem kobiet i mężczyzn, ograniczenie przywilejów emerytalnych.
Obecny na konferencji doradca ekonomiczny prezydenta Adam Glapiński sprzeciwił się części z nich. - Efekty podnoszenia wieku emerytalnego pojawią się za wiele lat. Trzeba raczej powstrzymać falę emigracji ludzi młodych, wykształconych, gotowych do pracy - powiedział. Jego zdaniem jeśli ktoś po studiach podjąłby pracę za granicą, powinien ponieść jej koszty.
Bazowy scenariusz opracowany przez NBP zakłada, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 5,9 proc. w tym roku i ponad 7 proc. w przyszłym. Jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, to w III kwartale będziemy mieć dołek i od tego momentu PKB zacznie przyspieszać, by w 2010 r. wzrosnąć o 2 proc.
Bank centralny przestrzega jednak, że może być gorzej, jeśli światowa gospodarka na dłużej pogrąży się w recesji. Wtedy grozi nam fala upadłości firm i głęboka restrukturyzacja zatrudnienia jak w latach 2001-03. Dług wystrzeli, złoty się osłabi, oceny wiarygodności Polski zostaną obniżone. W skrajnym przypadku może pojawić się ryzyko kryzysu finansów publicznych i trudności z finansowaniem zobowiązań sektora publicznego - czytamy w raporcie.
Jak się przed tym uchronić? NBP zaleca rozwiązania znane ekonomistom od lat - ograniczanie wydatków (w tym transfery społeczne i wynagrodzenia w sektorze publicznym), obniżenie klina podatkowego, podnoszenie wieku emerytalnego i zrównanie pod tym względem kobiet i mężczyzn, ograniczenie przywilejów emerytalnych.
Obecny na konferencji doradca ekonomiczny prezydenta Adam Glapiński sprzeciwił się części z nich. - Efekty podnoszenia wieku emerytalnego pojawią się za wiele lat. Trzeba raczej powstrzymać falę emigracji ludzi młodych, wykształconych, gotowych do pracy - powiedział. Jego zdaniem jeśli ktoś po studiach podjąłby pracę za granicą, powinien ponieść jej koszty.
Już dziś PRACA dla Ciebie -
Internetowe Targi Pracy
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
3.6
5 głosów
Przeczytaj 22 komentarze na Forum
Wyborcza.biz poleca
BIZNES LUDZIE PIENIĄDZE

Jeśli buty to za 50 zł. Polacy kupują tanio, ale się nie przyznają
WYWIAD Z CEGIELSKIM

W Azji biznes robi się od kuchni. Od frontu wchodzą giganty
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

W Play Fresh stan darmowy... nie jest darmowy
Edukacja w finansach

Jak nasze oszczędności powinny na siebie zarabiać
Rynki
Indeksy
- WIG20*WIG20-0.38%
- WIG20*mWIG40+0.61%
- WIG20*sWIG80+0.25%
- WIG20*WIG+0.03%









