Biznes Ludzie Pieniądze

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Wiadomości gospodarcze

NBP: W przyszłym roku dług Polski przekroczy 55 proc. PKB

Agata Nowakowska, Patrycja Maciejewicz
2009-09-29, ostatnia aktualizacja 2009-09-29 20:55

Rząd uspokaja: Budżet jest bezpieczny, a dług pod kontrolą. Tymczasem NBP bije na alarm: W przyszłym roku dług Polski przekroczy 55 proc. PKB. To oznacza, że w 2012 r. nie byłoby podwyżek w budżetówce, a emerytury i renty wzrosłyby zaledwie o inflację. W skrajnym przypadku rząd będzie musiał przygotować budżet bez deficytu. To oznacza ostre cięcia wydatków i podnoszenie podatków.

Jacek Rostowski, Donald Tusk i Waldemar Pawlak na konferencji po posiedzeniu rządu.
Wojciech Olkuśnik
Jacek Rostowski, Donald Tusk i Waldemar Pawlak na konferencji po posiedzeniu rządu.
ZOBACZ TAKŻE
Wydatki na obsługę długu
Wydatki na obsługę długu
Rząd przyjął wczoraj projekt budżetu na 2010 r. z 249 mld zł dochodów i ponad 301 mld zł wydatków. Zabraknie nam w budżecie 52,2 mld zł, które rząd będzie musiał pożyczyć.

Zła wiadomość dla nas wszystkich jest taka, że rząd zamierza łatać dziurę w budżecie FUS (wypłaca nam renty i emerytury) pieniędzmi z Funduszu Rezerwy Demograficznej. A to miała być polisa ubezpieczeniowa gwarantująca w przyszłości wypłatę emerytur dzisiejszym 40-latkom.

Polskie społeczeństwo się starzeje, po 2020 r. na wypłatę emerytur może brakować ponad 46 mld zł rocznie, a w 2025 - nawet 63 mld zł. Dlatego utworzono Fundusz, który miał zebrać do tej pory 20 mld zł, udało się zgromadzić zaledwie 7,5 mld zł. I właśnie po te pieniądze sięga teraz rząd!

- Weźmiemy te pieniądze na wypłatę bieżących rent i emerytur, ale dzięki nowej ustawie Fundusz będzie teraz rósł znacznie szybciej. Trafi do niego znacznie więcej środków z prywatyzacji (40 proc.), na koniec 2010 r. będzie miał dodatkowe 4 mld zł na koncie - tłumaczył wczoraj minister finansów Jacek Rostowski.

Gdy "Gazeta" napisała o skoku na FRD, minister Michał Boni twierdził, że "nie ma na razie takiej decyzji, w ustawie budżetowej zapisaliśmy tylko taką możliwość".

Deficyt sektora

Premier Donald Tusk zapewniał, że to budżet "bezpieczny", jeśli chodzi o wysokość deficytu i poziom długu. - Deficyt całego sektora finansów publicznych rośnie raptem o kilkanaście miliardów - bagatelizował Rostowski.

Skok jest niewielki, bo minister Rostowski wiele zrobił, by w tym roku poukrywać deficyt po kątach - wpisał unijne zaliczki do dochodów, nie uwzględnił pożyczek, które zaciągają FUS i Krajowy Fundusz Drogowy.

Według NBP w tym roku deficyt całego sektora finansów publicznych wyniesie 5,9 proc. PKB, a w przyszłym 7 proc. Podobne są prognozy Komisji Europejskiej - odpowiednio 6,6 i 7,3 proc. PKB.

- Nie mamy większych zastrzeżeń do prognoz Komisji czy NBP - mówił wczoraj minister Rostowski. Choć jeszcze w czerwcu upierał się, że deficyt sektora w tym roku maksymalnie wyniesie 4,6 proc. PKB!

Dług nasz ogromny

Według przyjętej wczoraj "Strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2010-12" w przyszłym roku dług przekroczy 50 proc. PKB.

- Zgodnie z ustawą o finansach publicznych przekroczenie progu 50 proc. w 2010 r. oznaczać będzie konieczność przyjęcia w ustawie budżetowej na 2012 r. relacji deficytu budżetowego do dochodów nie wyższej niż założona w budżecie na 2011 r. - poinformowano w komunikacie po obradach rządu.

Według MF "w latach 2010-12 relacja długu do PKB będzie utrzymywać się blisko progu 55 proc. (54,5-54,8 proc.)".

Minister Rostowski nie ukrywa, że to, czy uda się nam uniknąć przekroczenia przez dług w przyszłym roku 55 proc. PKB, zależy głównie od tego, czy uda się osiągnąć 25 mld zł przychodów z prywatyzacji.

Gdyby ta sztuka się nie udała, zostaniemy poddani terapii szokowej. Zgodnie z ustawą o finansach publicznych rząd będzie musiał już w 2012 r. przygotować budżet bez żadnych podwyżek płac oraz emerytur, a nawet w ogóle bez deficytu. W jednym roku trzeba byłoby znaleźć 50 mld zł z nowych podatków lub ograniczeń w wydatkach.

Czy 25 mld zł z prywatyzacji jest realne? Minister skarbu Aleksander Grad planuje sprzedaż m.in.: gdańskiej Energi, zakładów chemicznych w Policach i Puławach, BGŻ (32 proc.), Lotosu (10 proc.), Tauronu (10 proc.), części udziałów w KGHM, Orlenie, PGE oraz resztówki w TP SA.

Rządowego optymizmu nie podziela Narodowy Bank Polski, który w dniu przyjęcia budżetu zaprezentował raport "Polska wobec światowego kryzysu gospodarczego". Według NBP szykują się nam prawdziwe kłopoty:

- w 2010 roku dług przekroczy 55 proc. i zbliży się do 60 proc. PKB,

- rok później dług może przekroczyć 60 proc. PKB, a konstytucja zakazuje zadłużania się powyżej tego poziomu.

Ekonomiści uważają, że rząd stanie na głowie, by ustawowych granic nie przekroczyć - oprócz intensywnej prywatyzacji będzie mógł próbować wpływać na kurs złotego, by dzięki umocnieniu naszej waluty zadłużenie zagraniczne miało mniejszy udział w długu. - Stawka jest wysoka, bo chodzi o to, czy trzeba będzie zacieśniać politykę fiskalną w roku wyborczym. Co prawda jeśli 55 proc. zostanie przekroczone w 2010 r., to zmiany będą musiały wejść w życie w 2012, ale to w 2011 trzeba będzie ich dokonać, politycznie uzasadnić i przygotować budżet z tymi cięciami - tłumaczy Piotr Kalisz z Citi Handlowego cytowany przez agencję Reuters.

Bazowy scenariusz opracowany przez NBP zakłada, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 5,9 proc. w tym roku i ponad 7 proc. w przyszłym. Jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, to w III kwartale będziemy mieć dołek i od tego momentu PKB zacznie przyspieszać, by w 2010 r. wzrosnąć o 2 proc.

Bank centralny przestrzega jednak, że może być gorzej, jeśli światowa gospodarka na dłużej pogrąży się w recesji. Wtedy grozi nam fala upadłości firm i głęboka restrukturyzacja zatrudnienia jak w latach 2001-03. Dług wystrzeli, złoty się osłabi, oceny wiarygodności Polski zostaną obniżone. W skrajnym przypadku może pojawić się ryzyko kryzysu finansów publicznych i trudności z finansowaniem zobowiązań sektora publicznego - czytamy w raporcie.

Jak się przed tym uchronić? NBP zaleca rozwiązania znane ekonomistom od lat - ograniczanie wydatków (w tym transfery społeczne i wynagrodzenia w sektorze publicznym), obniżenie klina podatkowego, podnoszenie wieku emerytalnego i zrównanie pod tym względem kobiet i mężczyzn, ograniczenie przywilejów emerytalnych.

Obecny na konferencji doradca ekonomiczny prezydenta Adam Glapiński sprzeciwił się części z nich. - Efekty podnoszenia wieku emerytalnego pojawią się za wiele lat. Trzeba raczej powstrzymać falę emigracji ludzi młodych, wykształconych, gotowych do pracy - powiedział. Jego zdaniem jeśli ktoś po studiach podjąłby pracę za granicą, powinien ponieść jej koszty.

Już dziś PRACA dla Ciebie -

Internetowe Targi Pracy

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.6

5 głosów

Rynki

Indeksy
WIG20
WIG20