Biznes Ludzie Pieniądze

Minister Sawicki ukróci marże w marketach

Piotr Miączyński; Leszek Kostrzewski
01.10.2009 , aktualizacja: 30.09.2009 21:41
A A A Drukuj
Na serach, jogurtach, sokach, kiełbasie czy maśle ma się pojawić informacja, ile kosztuje ich wyprodukowanie. Po co? Aby pokazać, ile zarabiają na nas hipermarkety, i powstrzymać je przed windowaniem cen. Rząd już nad tym pracuje

Fot. Eliza Oleksy
O pomyśle podawania cen producenta mówi się od kilku miesięcy, niedawno pisała o nim też "Gazeta". Do tej pory mało kto poza rolnikami traktował go poważnie. Ot, luźna idea ministra rolnictwa Marka Sawickiego.

Teraz pomysł zaczyna jednak przybierać konkretne kształty i przedsiębiorcy są przerażeni.

- To jeden wielki populizm. Jaki będzie efekt? "Ludzie, zobaczcie sprzedawcy to oszuści, a jedyni sprawiedliwi to rolnicy" - twierdzi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekspert PKPP Lewiatan.

O wprowadzeniu cen producenta mówi projekt specjalnego zarządzenia premiera, który zdobyła "Gazeta". Projekt jest tajny. Nie dostała go żadna organizacja przedsiębiorców ani Komisja Trójstronna. Kilka dni temu zostało rozesłane przez ministra Sawickiego do innych resortów z prośbą o opinię.

Skąd taka tajemniczość? "Ze względu na charakter regulacji nie zachodzi potrzeba przeprowadzenia konsultacji społecznych" - czytamy w uzasadnieniu zarządzenia.

Zarządzenie powołuje specjalny zespół, który ma monitorować, ile za żywność dostaje rolnik, ile pośrednicy i wreszcie, za ile sprzedaje ją sklep - zarówno wielki hipermarket, jak i mały sklepik osiedlowy. Nazwy "spekulantów" podawano by do publicznej wiadomości.

Na jego powołanie zdaniem Sawickiego zgodził się już premier Donald Tusk. Według naszych informacji zrobił to pod ostrym naciskiem koalicyjnego PSL, a zwłaszcza wicepremiera Waldemara Pawlaka.

Zespół ma być powołany w ciągu najbliższych dni. W jego skład będą wchodzić przedstawiciele czterech ministerstw oraz prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. On opracuje założenia ustawy wprowadzającej ceny producenta (zmiana prawa jest konieczna, bo sposób oznaczania towarów cenami reguluje już ustawa o cenach). Taką ustawę musiałby jeszcze przyjąć parlament i podpisać prezydent.

Jak czytamy w uzasadnieniu zarządzenia, wprowadzenie cen producenta jest konieczne, bo "w okresie ostatnich ośmiu lat ceny, po jakich producenci sprzedają żywność, wzrosły o 16 proc., ceny surowców rolnych także o 16 proc., a ceny detaliczne żywności o 25 proc., co obrazuje nieproporcjonalny wzrost marż handlowych".

Trzeba z tym skończyć - uważa minister Sawicki. Jeśli na maśle, mleku czy kiełbasie pojawiłaby się cena producenta, konsument wiedziałby, gdzie po drodze jest podbijana cena. Klient, stojąc przy kasie w sklepie, mógłby porównać sumę, jaką ma zapłacić, z ceną producenta. I miałby jasną informację, czy ktoś z niego zdziera skórę, czy nie.

Zdaniem Marka Sawickiego płody rolne są tańsze nawet o połowę niż przed rokiem, a jedzenie w sklepach i tak drożeje. Dla wielu produktów marże sięgają grubo ponad 50 proc. - Ser żółty w mleczarni kosztuje 10 zł, a w sklepie 25 zł. Rolnik za litr mleka dostaje 80 gr, a sklep sprzedaje je trzykrotnie drożej. Zboże mamy bardzo tanie, a chleb jest drogi - twierdzą rolnicy.

Projekt budzi u polityków skrajne emocje.

- Dobry pomysł. Sam byłbym ciekawy, kto na mnie zarabia. Jestem jak najbardziej za! - uważa Stanisław Szwed, poseł PiS.

- Najlepszym regulatorem jest rynek. Sztuczne decyzje administracyjne nie zawsze osiągają cel - uważa z kolei Andrzej Czerwiński, poseł PO i wiceszef komisji gospodarki.

Podzieleni są też przedsiębiorcy.

- Wprowadźmy czerwone nalepki na produktach z ceną producenta, żółte z ceną pośrednika i niebieskie z ceną sprzedaży - ironizuje Andrzej Maria Faliński z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, która reprezentuje duże sklepy.

- Jestem całym sercem za. Konsument ma prawo do wiedzy. W kryzysie rolnicy tracą najwięcej, a sklepy najmniej - uważa Waldemar Broś, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich

UOKiK ma brać udział w operacji kontrolowania cen, ale jego szefowa Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel uważa, że pomysł wprowadzenia cen producenta jest po prostu fatalny. - Nagle pojawią się dwie ceny: producenta i sprzedawcy. Co pomyśli konsument? Że różnica pomiędzy nimi to marża jedynie sprzedawcy. Nie dowie się nic o kosztach ponoszonych przez pośrednika czy sklep, np. kosztach transportu, rozładunku. A te czynniki również składają się na końcową cenę - oburza się prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jej zdaniem producent, pokazując, za ile sprzedaje swój towar, poinformuje wszystkich, jakie stosuje rabaty. Ujawni strategię handlową. Producenci będą więc ujednolicać ceny, aby jak najmniej różnić się od siebie. - Konsumenci stracą, ponieważ przedsiębiorcy przestaną ze sobą konkurować. Nie będą chcieli walczyć o obniżki cen - uważa prezes UOKiK.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów