Jeszcze na przełomie 2008 i 2009 r. ekonomiści ścigali się w coraz to gorszych prognozach dla polskiej gospodarki. Najwięksi pesymiści wieszczyli nam nawet 2-proc. spadek PKB w tym roku. Takiej recesji polska gospodarka nie widziała od początku lat 90.
Na początku tego roku łatwo można było popaść w depresyjny nastrój - firmy działające w Polsce nagle wstrzymywały produkcję, zaczęły się masowe zwolnienia,
złoty leciał na łeb na szyję, dodatkowo pojawił się problem
opcji walutowych.
Do grona sceptyków patrzących z rezerwą na możliwości polskiej gospodarki dołączył nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który w kwietniu ogłosił, że nasza gospodarka skurczy się o 0,7 proc. Później w maju Komisja Europejska zszokowała polski rząd szacunkiem mówiącym, że nasz PKB skurczy się w tym roku aż o 1,4 proc.
Polska gospodarka poradziła sobie jednak w kryzysie nadzwyczaj dobrze. Teraz te instytucje, które wcześniej wieściły nam recesję, przyznają się do błędu. Najpierw Komisja poprawiła swoje prognozy. - Jestem szczęśliwy, że nasze poprzednie prognozy były mylne - mówił Joaquin Almunia, komisarz UE ds. ekonomicznych i walutowych, ogłaszając w połowie września, że nasz PKB jednak wzrośnie w tym roku o 1 proc. Teraz swoje prognozy poprawił też Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który przewiduje nam wzrost o 1 proc. w tym roku i 2,2 proc. w przyszłym.
Jest się z czego cieszyć? Na pewno, ale nie popadajmy w hurraoptymizm. Przed nami ciągle dużo kłopotów - choćby rosnący
deficyt budżetowy i
dług publiczny, z którymi będzie musiał się uporać polski rząd.
Pomimo że nie wpadliśmy w recesję, Polacy będą odczuwali kryzys na własnej skórze jeszcze przez długie miesiące. Bo dopóki polska gospodarka znowu nie będzie się rozwijać w tempie przynajmniej 3-4 proc., dopóty firmy nie będą zbyt skore do zatrudniania.
MFW: światowa gospodarka urośnie w 2010 r. o 3,1 proc.