Biznes Ludzie Pieniądze

Główny ekonomista BŚ: Nie zapomnijcie posprzątać gospodarki

Rozmawiał Leszek Baj
02.10.2009 , aktualizacja: 02.10.2009 09:39
A A A Drukuj
- Polska nie odczuła mocno kryzysu, a to znaczy, że może nie mieć bodźca, aby po nim posprzątać. Istnieje ryzyko, że przez to wasza gospodarka zostanie w tyle - ostrzega Indermit S. Gill*
Polska gospodarka w europejskiej czołówce
Polska gospodarka w europejskiej czołówce
Tylko Polska w całej UE ma pozytywny wzrost gospodarczy. Kolejne instytucje podnoszą nam prognozy. Z czego to wynika?

Indermit S. Gill: Wszyscy mówią, że to przez mniejszy udział eksportu w PKB, niż mają np. Słowacja czy Czechy, ale udział eksportu w PKB na Łotwie jest podobny. A Łotwa w UE została najbardziej dotknięta przez kryzys. Więc chyba nie tylko o eksport chodzi.

Ważne jest w jakiej kondycji poszczególne kraje wchodziły w kryzys. Chodzi o dług publiczny, zagraniczne zadłużenie, krótkoterminowe zadłużenie w stosunku do rezerw walutowych, kurs walutowy, stosunek udzielonych kredytów do depozytów, elastyczność rynku pracy czy możliwość pomocy najbiedniejszym obywatelom. I po tym widać, dlaczego region Europy Środkowo-Wschodniej został bardziej uderzony przez kryzys niż inne. Jednak w ramach regionu kraje znacząco się różniły. Polsce pomogły choćby obniżki podatków jeszcze przed kryzysem. Gdyby nie one, wasz PKB byłby pewnie bliżej zera.

Mamy się więc z czego cieszyć.

- Każdy chce wejść w kryzys powoli i szybko się z niego otrząsnąć. Wiele krajów - jak kraje bałtyckie - weszło w kryzys bardzo szybko i będą z niego wychodzić powoli. A Polska zaczyna wychodzić z kryzysu na przedzie stawki i jeśli dobrze odrobi tę lekcję, to może nawet na kryzysie skorzystać.

Dobrym przykładem są kraje, np. we wschodniej Azji, które przeżyły niedawno kryzys. Wyczyściły po nim swoje gospodarki, dlatego to spowolnienie znoszą dość lekko.

Jednak jest zagrożenie: Polska nie odczuła mocno kryzysu, a to znaczy, że może nie mieć bodźca, by po nim posprzątać. Istnieje ryzyko, że przez to wasza gospodarka zostanie w tyle.

Kryzys się kończy, ale ciągle pozostają problemy społeczne - rosnące bezrobocie czy bieda.

- Zrobiliśmy raport na temat biedy w Europie Środkowo-Wschodniej i Azji Centralnej. Badaliśmy gospodarstwa domowe, podobnie jak robiono stress testy w sektorze bankowym, gdzie pokazywały one, co się stanie z bankiem, gdy wzrośnie liczba niespłacanych kredytów.

Przyjęliśmy trzy typy szoków, które mogą wpływać na kondycję gospodarstw domowych. Pierwszy związany z cenami produktów - żywności czy paliw. Patrzyliśmy, jak wzrost tych cen prowadzi do niewypłacalności gospodarstw domowych, czyli biedy. Ze wzrostem cen związane było też osłabienie kursu walutowego. Drugi szok związany jest z wysokością stóp procentowych, a trzeci z bezrobociem.

I wyniki są niepokojące. Zanim przyszedł kryzys, gospodarstwa domowe, szczególnie te bliskie poziomu ubóstwa, już cierpiały mocno przez wysokie ceny żywności i paliw. Na przykład w Kazachstanie przez kryzys i z powodu bezrobocia wiele rodzin, które ledwo co wyrwały się z biedy, znów w nią wpadły.

A Polska?

- Polska jest gdzieś pośrodku. Bieda znowu zacznie w Polsce rosnąć. Jeśli wziąć poziom wydatków 2 dol. na dzień, to poniżej tej granicy w Polsce praktycznie nikt nie schodzi. Ale jeśli przyjąć nieco wyższy poziom, to widać wzrost ubóstwa.

Co z wydatkami społecznymi? Polska ma coraz większe problemy z deficytem budżetowym, rosnącym długiem publicznym...

- W Polsce dużo wydatków socjalnych trafia do osób, które ich nie potrzebują. Osoby te powinny pracować. U was aktywność zawodowa ludności należy do najniższych w Europie. To poważny problem. Ludzie nie są głupi - biorą zasiłki, idą na wcześniejsze emerytury. Trzeba to zmienić i zachęcić do pracy osoby po pięćdziesiątce i zreformować system ubezpieczeń społecznych.

Komuś się to ostatnio udało?

- Szwecji, Holandii... Zrobiono tam dobrą robotę, aby ludzie, którzy ciężko pracują, nie byli za to później karani małymi emeryturami.

Polska też musi wybrać, jak wydawać pieniądze na cele społeczne - czy być państwem konkurencyjnym, czy walczyć o przetrwanie i podnosić podatki. Tak jak to jest w Serbii, gdzie już teraz wydaje się 13 proc. PKB na emerytury. I zaczyna tych pieniędzy brakować. Wyobraźmy sobie, że musimy żyć z takim deficytem przez kolejne lata. To niewykonalne.

*Indermit S. Gill - główny ekonomista Banku Światowego w Europie i Azji Centralnej

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów