Cena emisyjna została podana dopiero w czwartek wieczorem, już po zakończeniu ostatniej sesji, na której notowane były
akcje PKO BP z prawem poboru.
Tym samym akcjonariusze banku zostali potraktowani nie fair, bo nie mieli wyboru i stali się właścicielami prawa poboru w ciemno, bez poznania warunków emisji, w tym kluczowego elementu - ceny emisyjnej. Teraz, jeśli cena i warunki emisji nie będą im odpowiadać, mogą jedynie pozbyć się praw poboru na giełdzie.
Takie działanie PKO BP, uniemożliwiające racjonalny wybór akcjonariuszom, zasługuje na głęboką krytykę.
Po pierwsze, zrobił to jeden z największych banków, który powinien być wzorem do naśladowania dla innych spółek. Po drugie, dokonał tego pod wodzą nowego prezesa Zbigniewa Jagiełły, który wcześniej szefował Pioneer Pekao TFI i jako praktyk rynku powinien wiedzieć, że takie zachowanie to niepoważne traktowanie inwestorów indywidualnych i zarządzających funduszami. W tym świetle zapewnienia prezesa
GPW Ludwika Sobolewskiego, że oferta PKO BP jest przygotowana profesjonalnie, należy przyjąć z lekkim uśmiechem.
Tak późne opublikowanie prospektu nie spodobało się Komisji Nadzoru Finansowego. Byłoby dobrze, gdyby GPW też publicznie zganiła bank za takie działanie. A nowy prezes PKO BP mógłby choć trochę posypać głowę popiołem, bo powinien ratować reputację banku nadszarpniętą przez prospektowy faul.
Czytaj więcej w artykule Macieja Samcika